Najszybciej jak mogłam, pobiegłam po pielęgniarkę. Mam nadzieję, że coś zrobią a nie będą się patrzeć. Wbiegałam po dwa schodki, prosto do skrzydła szpitalnego. Stanęłam przed zdezorientowaną pielęgniarką i próbowałam jej wytłumaczyć o co chodzi, jednak nie mogłam nabrać powietrza.
- Spokojnie - poleciłam mi kobieta w białym stroju. Oparłam ręce o kolana, próbując złapać oddech.
- Był wpadek. Na arenie. - wydyszałam - Kelly na przeciętą rękę.
- Chodźmy - pielęgniarka chwyciła torbę i pobiegła za mną. Kiedy wbiegliśmy na Arenę, Thor, Loki, Brian i jakaś dziewczyna stali nad Kelly.
- Dajcie jej oddychać!- zawołała kobieta, próbując dopchać się do dziewczyny. Po chwili podszedł do mnie Brian.
- Jak szczęka?- spytałam, nawet na niego nie patrząc.
- Całkiem dobrze. Powoli przechodzi.
- Gdzie Ares?
- Nie wiem. Zniknął.
- To było piękne. To, co zrobiłeś.
- Nie wiem o co chodzi w tym ich sporze, ale to Kel.
- Yhym - skinęłam tylko głową. Przez chwilę przyglądaliśmy się grupce, stojącej nad pielęgniarką- Pokarz się - odwróciłam twarz Briana do siebie . Ostrożnie zaczęłam obmacywać jego szczękę, upewniając się, że nie jest złamana. Uważnie przyjrzałam się pokaźnemu krwiakowi i nawet go nie dotykałam.
- I jak pani lekarz?- zażartował chłopak.
- Czy ty nigdy... Nie ważne - mruknęłam - Masz ją mocno obitą. Tak za dwa tygodnie będziesz mógł normalnie jeść.
-Co?!
- Żartowałam. - pokazałam mu język. Kel podniosła się na nogi. Na ręce miała prowizoryczny bandaż. Pewnie będą szyć. Nieciekawa sprawa... Opierając się na ramieniu czarnowłosej dziewczyny ruszyli za pielęgniarką. Thor z Lokim musieli coś obgadać i zniknęli za nimi. Zostaliśmy sami.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz