poniedziałek, 13 października 2014

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- Możesz iść jak chcesz - powiedziałem.
- Ehem - mruknęła Jack.
- Co?
- Jesteś jakiś... Dziwny. Po co idziesz do ogrodu?
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Zaraz sama zobaczysz.
Dotarliśmy do serca ogrodu. Stanąłem przed posągiem Anubisa, a Jack była za mną. Zamknąłem oczy.
- Pojaw się, mój ojcze - wymamrotałem. - Muszę ci odpowiedzieć.
Wokół mnie pojawiło się pełno dymu. Odwróciłem się. Dym opadł, a przede mną stał mój ojciec.
- Witaj, Troy - powiedział, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. - Już wybrałeś?
Wyprostowałem się dumnie i skinąłem głową.
- Tak - odparłem.
- Świetnie - mruknął bóg i zaczął pocierać ręce.
- Postanowiłem, że zostaje.
- Co?! - krzyknęła Jack.
- No właśnie, "co?!" - Anubis zmieszał się.
- Nie chcę iść jeszcze do podziemia. Mam czas.
Ojciec uniósł brwi.
- Masz czas? - prychnął. - Mylisz się, chłopcze. Ze wszystkich swoich dzieci ciebie wybrałem na mego zastępcę, a to się wiąże z pewnymi obowiązkami. A przez to, że się z nich nie wywiązałeś. BA! Nawet mi odmówiłeś! To będą konsekwencje.
Patrzyłem na Anubisa z uniesionymi brwiami.
- Jakie konsekwencje? - spytałem po dłuższej chwili milczenia.
Bóg umarłych uśmiechnął się smutno.  Tak jak ja, zanim tu przyszliśmy. Tak różni, a tak podobni - pomyślałem. - Nie dziwię się, że to mnie wybrał.
Dziwna mgła znów się pojawiła, a ojciec mówił:
- Na mocy nadanej mi przez Ozyrysa, odbieram ci nieśmiertelność...
- Nie! - przerwała mu Jack.
Anubis odwrócił się w jej stronę.
- Cicho, dziewucho - syknął i kontynuował, a jego oczy zabłysły czerwienią. - ...i skazuję na wygnanie. Żaden bóg lub bogini nie będą mogli ci pomóc. Dopiero gdy udowodnisz, że nadajesz się na godny tytułu, Syna Anubisa, odzyskasz godność. Teraz żyj pośród ludzi i żegnaj.
Zamknął oczy i pstryknął palcami. Mgła w miarę znikała, a ja miałem mroczki przed oczami. Upadłem i zatopiłem się w ciemności.

<Jack?>

niedziela, 12 października 2014

Od Briana Cd Rachel

- Do jutra - szepnąłem.
- To co teraz? - spytała Shannon biorąc mnie pod ramię.
Spojrzałem na zegarek.
- Jest już późno, ale w sumie mógłbym pokazać ci resztę sal - odparłem.
Pokazałem jej wszystko co będzie potrzebne. Gdy skończyłem zaprowadziłem ją do Akademika.
- Nie wiem co ty w niej widzisz - mruknęła Shann.
Spojrzałem na nią.
- Wiesz o co mi chodzi. Zmieniłeś się, Brian. Nie mogę jedna stwierdzić czy na lepsze.
Stanąłem i wywinąłem się z uścisku Shannon.
- Ach tak? - warknąłem. - To ty się zmieniłaś. I teraz widzę, że na gorsze.
- Brian...
- Mówię prawdę, Shann. Kiedyś byłaś milsza. Teraz jesteś strasznie okrutna dla Rachel. Jesteś zazdrosna, tak?
Dziewczyna milczała i patrzyła się przed siebie pustym wzrokiem.
- Tak, jestem - powiedziała cicho.
- Wiedziałem - mruknąłem. - Wiesz dobrze, że zerwaliśmy. Było mi źle, to fakt, ale trzeba żyć dalej. Zgaduję, że nawet ty znalazłaś sobie kogoś.
- Znalazłam? Znalazłam?! Ty chyba sobie kpisz! Dzień w dzień myślałam, że wrócisz tak nagle jak odszedłeś. Nie doczekałam się! Po jakiś... Nie wiem nawet ilu, pojawiasz się z tobą Rachel i mówisz, że jesteście parą. Jak myślisz, jak ja się czułam?!
- Nie wiem, Shannon. Ale w życiu chodzi o to by iść dalej. Nie zatrzymywać się. Nie czekać.
Nie czekałem już na jej odpowiedź. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do swojego pokoju. Zamknąłem się na klucz i padłem na łóżko, myśląc o tym wszystkim co powiedziała Shannon.

<Rachel? Co u ciebie?>

sobota, 11 października 2014

Od Jack Cd Troy

- Dobranoc. - Szepnęłam, kiedy chłopak zamknął za sobą drzwi. Powoli sięgnęłam po telefon. Przez chwilę wpatrywałam się w numer do Nysy. Przygryzłam wargę, aż w końcu wcisnęłam przycisk połączenia. Odebrała po trzecim sygnale.
- Wiesz, która godzina? - Spytał jej senny głos po drugiej stronie.
- Wpół do. - Odpowiedziałam, zerkając na zegarek na szafce nocnej.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. - Westchnęła dziewczyna.
- Tak. Ostatnio, kiedy rozmawiam z takim jednym znajomym ze szkoły, czuję taki dziwny ucisk w brzuchu.
- Normalnie powiedziałabym ci, że się zakochałaś, ale w twoim przypadku pewnie coś zjadłaś. - Wyjaśniła. - To wszystko?
- Dzięki. - Mruknęłam. - Miłego spania leniwcu. - Rozłączyłam się, zanim zaczęła na mnie narzekać. Położyłam się na plecach i zaczęłam wpatrywać się w sufit. To chyba niemożliwe by... Obróciłam się na bok. A jeśli...? Prychnęłam, po czym poszłam do łazienki, by zmyć pastele z rąk. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Cały następny dzień minął bez większych przeszkód. Nie licząc lekcji astronomii, na której zasnęłam i Urania się wkurzyła. Po lekcjach Troy od razu udał się do ogrodu.
- Pójść z tobą? - Spytałam, doganiając go. Spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. - Jak nie będziesz chciał, to zrozumiem.
<Troy?>

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- Nudzi mi się - powiedziałem. - Bycie duchem jest do kitu.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić - mruknęła Jack.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kłopot w tym, że mój ojciec potrafi przybierać... No... Tak jakby "namacalne" formy.
- To jest w sumie logiczne.
- Namyśliłeś się już? - spytała dziewczyna.
- Tak - odparłem.
- Na serio? - Jack spojrzała na mnie.
- No przecież mówię.
- Ale to chyba dobrze prawda? Możesz mu już powiedzieć, że wybrałeś.
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Jutro - szepnąłem i wstałem. - Nie będę ci już przeszkadzał. Dobranoc Jack.
Wyszedłem z pokoju klnąc pod nosem.

<Jack?>

Od Rachel Cd Brian

Zerknęłam na zegarek.
- Jest już późno, a jutro nad ranem muszę pójść do Uranii, pomóc jej w czymś w obserwatorium. - Zaczęłam. - Możemy pójść do Akademika. Pokażesz Shannon, gdzie może spać a potem pójdziecie dalej zwiedzać we dwójkę. - Zaproponowałam.
- Mi pasuje. - Odpowiedział Brian, ściągając zbroję.
- Do zobaczenia Jack! - Pomachałam przyjaciółce i wyszłam na zewnątrz. W trójkę poszliśmy w stronę świateł akademika.
- Głodny jestem. - Powiedział Brian, skręcając w stronę jadalni.
- Ty zawsze jesteś głodny. - Wzniosłam oczy do nieba. Chłopak zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem, otwierając drzwi.  W środku nie było nikogo, oprócz Frani, wycierającej stoły.
- Coś czułam, że was tutaj jeszcze zobaczę. - Posłała Brianowi szeroki uśmiech, jednak zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła Shannon. - A to kto?
- Moja znajoma. Jest boginią. - Wyjaśnił chłopak, siadając przy naszym zwyczajowym stoliku.
- Miło poznać. - Odpowiedziała Frania, znikając w kuchni. Po chwili przyniosła miskę z jakimiś ciastkami oraz talerz z kanapką dla Briana. Postawiła to wszystko przed nami, po czym podała mi jakieś klucze.
- Zamkniesz prawda? - Spytała, ubierając kurtkę. Klucze zostaw tak, gdzie zawsze.
- Okej. - Skinęłam głową, chowając je do kieszeni. Brian posłał mi pytające spojrzenie, przeżuwając kanapkę z kurczakiem.
- Smacznego. - Odpowiedziałam. - Chyba nie sądziłeś, że te ciastka, które jesz czasem przy śniadaniu robią się same. - Usiadłam naprzeciwko niego, sięgając do miski.
- Nie sądziłem, że ty je robisz. - Odpowiedział.
- Mój słodki sekret. - Uśmiechnęłam się. - Chcesz trochę?
- Nie lubię czekolady. - Mruknęła Shannon.
- Taaak? - Brian spojrzał na nią z uniesionymi brwiami. - Pamiętam coś innego.
- Magiaa.. - Mruknęłam, chwytając miskę i zanosząc ją do kuchni. Kiedy wróciłam, Brian akurat skończył kanapkę. Wyszliśmy na korytarz.
- Dobranoc. - Pocałowałam swojego chłopaka w policzek, po czym zamknęłam drzwi. - Do jutra. - Ruszyłam w stronę swojego pokoju.
<Brian?>

piątek, 10 października 2014

Od Jack Cd Troy

Pokręciłam głową.
- No nie wiem... Już dawno nikomu nie opowiadałam o swoich problemach panie psycholog. - Zaczęłam. Znowu wyciągnęłam z telefonu zniszczone zdjęcie. - Kilka lat temu. Jakieś dwa, może trzy, Chodziłam z moją znajomą po górach. Miała na imię Becka i była ode mnie młodsza o rok. Pewnej nocy coś nas zaatakowało. Nie było to zwierzę. Trudno mi określić. Nie pamiętam za wiele, bo uderzyłam się w głowę i straciłam po części pamięć.  W każdym bądź razie udało mi się uciec na drzewo. Becka zrobiła tak samo, ale usiadła za nisko. Stworzenie zerwało ją z gałęzi i... - Głos mi się załamał. Niecierpliwym ruchem otarłam łzy z twarzy. - Rano ledwo dotarłam do domu. Nie pamiętam prawie nic z tej nocy. Ledwo pamiętam Beckę.  - Popatrzyłam na rudowłosą dziewczynę na zdjęciu. Uśmiechała się do odbiorcy, napełniając do radością. - Potem spotkałam Nysę.Postanowiła mi pomóc. Przez cały ten czas praktycznie nie wpadłyśmy na żadnej jej trop. Nysie udało się jedynie ustalić, że jest w transie. - Otarłam kolejną łzę. - Muszę ją znaleźć. Ale najpierw muszę ukończyć tą Akademię. Może czegoś się tutaj dowiem, co mi pomoże... A może to będzie tylko strata czasu... - Wzruszyłam ramionami i zamilkłam.
- Na pewno ci się uda. - Troy chciał mnie poklepać po ramieniu, jednak jego ręka znowu przez nie przeszła. Zaklął pod nosem.
- Mam nadzieję. - Mruknęłam wstając. - Pójdę do siebie. A ty powinieneś się namyślić nad tym swoim wyborem czy czymś tam. - Ruszyłam w stronę Akademika. W moim pokoju przywitał mnie wszechobecny bałagan. Wszędzie walały się rzeczy i książki. Jęknęłam, zamykając drzwi. Zabrałam się za porządki. Skończyłam po jakiejś godzinie i wzięłam się za rysowanie komiksów. Nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Ręce miałam całe uwalone od suchych pasteli, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - Krzyknęłam, nie odrywając wzroku od postaci, którą właśnie skończyłam. Ktoś odchrząknął głośno. Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego się mi. Zerwałam się na nogi, zrzucając z kolan zeszyt.
- Nie strasz mnie. - Mruknęłam, siadając z powrotem na łóżku. - Po co przyszedłeś?
<Troy?>

Od Briana Cd Rachel

Wzruszyłem ramionami.
- Czemu nie - odparłem. - Też muszę poćwiczyć. Rachel, chyba mogę co? - uśmiechnąłem się do niej.Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pozwalam.
- Ale fajnie! - zawołała Shannon i klasnęła w dłonie. - Zawsze chciałam zobaczyć jak walczysz.
Nic nie odpowiedziałem. Poszedłem tylko po swój miecz i zbroję - tak na wszelki wypadek.
Na krzyk Rachel zaczęliśmy ćwiczyć. To była dość zacięta walka, jak na trening. Musiałem się nieźle napracować by chodź kilka razy udało mi się ją trafić. Ona w sumie też nie miała lekko. Jako syn Aresa byłem urodzony do walki, więc to nie sprawiało mi żadnego problemu.
Skończyliśmy po mniej-więcej godzinie. Jack była cała oblana potem. Ja prawie w ogóle nie byłem spocony.
- Jak ty to robisz? - wysapała.
- Ma się ten talent - wyszczerzyłem się do niej.
- To było wyśmienite, Brian! - krzyknęła Shann.
Jack posłała mi pytające spojrzenie.
- Ratuj - powiedziałem cicho i zwróciłem się do córki Eola: - Fajnie, że ci się podobało Shann.
Dziewczyna uśmiechnęła się. I ten uśmiech był nieszczery. Jak wszystkie poprzednie.
- To co teraz w planach Rach? - spytałem.

<Rachel?>