Patrzyłem na zjawę z zapartym tchem.
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz