Wzruszyłem ramionami.
- Możesz iść jak chcesz - powiedziałem.
- Ehem - mruknęła Jack.
- Co?
- Jesteś jakiś... Dziwny. Po co idziesz do ogrodu?
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Zaraz sama zobaczysz.
Dotarliśmy do serca ogrodu. Stanąłem przed posągiem Anubisa, a Jack była za mną. Zamknąłem oczy.
- Pojaw się, mój ojcze - wymamrotałem. - Muszę ci odpowiedzieć.
Wokół mnie pojawiło się pełno dymu. Odwróciłem się. Dym opadł, a przede mną stał mój ojciec.
- Witaj, Troy - powiedział, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. - Już wybrałeś?
Wyprostowałem się dumnie i skinąłem głową.
- Tak - odparłem.
- Świetnie - mruknął bóg i zaczął pocierać ręce.
- Postanowiłem, że zostaje.
- Co?! - krzyknęła Jack.
- No właśnie, "co?!" - Anubis zmieszał się.
- Nie chcę iść jeszcze do podziemia. Mam czas.
Ojciec uniósł brwi.
- Masz czas? - prychnął. - Mylisz się, chłopcze. Ze wszystkich swoich dzieci ciebie wybrałem na mego zastępcę, a to się wiąże z pewnymi obowiązkami. A przez to, że się z nich nie wywiązałeś. BA! Nawet mi odmówiłeś! To będą konsekwencje.
Patrzyłem na Anubisa z uniesionymi brwiami.
- Jakie konsekwencje? - spytałem po dłuższej chwili milczenia.
Bóg umarłych uśmiechnął się smutno. Tak jak ja, zanim tu przyszliśmy. Tak różni, a tak podobni - pomyślałem. - Nie dziwię się, że to mnie wybrał.
Dziwna mgła znów się pojawiła, a ojciec mówił:
- Na mocy nadanej mi przez Ozyrysa, odbieram ci nieśmiertelność...
- Nie! - przerwała mu Jack.
Anubis odwrócił się w jej stronę.
- Cicho, dziewucho - syknął i kontynuował, a jego oczy zabłysły czerwienią. - ...i skazuję na wygnanie. Żaden bóg lub bogini nie będą mogli ci pomóc. Dopiero gdy udowodnisz, że nadajesz się na godny tytułu, Syna Anubisa, odzyskasz godność. Teraz żyj pośród ludzi i żegnaj.
Zamknął oczy i pstryknął palcami. Mgła w miarę znikała, a ja miałem mroczki przed oczami. Upadłem i zatopiłem się w ciemności.
<Jack?>
poniedziałek, 13 października 2014
niedziela, 12 października 2014
Od Briana Cd Rachel
- Do jutra - szepnąłem.
- To co teraz? - spytała Shannon biorąc mnie pod ramię.
Spojrzałem na zegarek.
- Jest już późno, ale w sumie mógłbym pokazać ci resztę sal - odparłem.
Pokazałem jej wszystko co będzie potrzebne. Gdy skończyłem zaprowadziłem ją do Akademika.
- Nie wiem co ty w niej widzisz - mruknęła Shann.
Spojrzałem na nią.
- Wiesz o co mi chodzi. Zmieniłeś się, Brian. Nie mogę jedna stwierdzić czy na lepsze.
Stanąłem i wywinąłem się z uścisku Shannon.
- Ach tak? - warknąłem. - To ty się zmieniłaś. I teraz widzę, że na gorsze.
- Brian...
- Mówię prawdę, Shann. Kiedyś byłaś milsza. Teraz jesteś strasznie okrutna dla Rachel. Jesteś zazdrosna, tak?
Dziewczyna milczała i patrzyła się przed siebie pustym wzrokiem.
- Tak, jestem - powiedziała cicho.
- Wiedziałem - mruknąłem. - Wiesz dobrze, że zerwaliśmy. Było mi źle, to fakt, ale trzeba żyć dalej. Zgaduję, że nawet ty znalazłaś sobie kogoś.
- Znalazłam? Znalazłam?! Ty chyba sobie kpisz! Dzień w dzień myślałam, że wrócisz tak nagle jak odszedłeś. Nie doczekałam się! Po jakiś... Nie wiem nawet ilu, pojawiasz się z tobą Rachel i mówisz, że jesteście parą. Jak myślisz, jak ja się czułam?!
- Nie wiem, Shannon. Ale w życiu chodzi o to by iść dalej. Nie zatrzymywać się. Nie czekać.
Nie czekałem już na jej odpowiedź. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do swojego pokoju. Zamknąłem się na klucz i padłem na łóżko, myśląc o tym wszystkim co powiedziała Shannon.
<Rachel? Co u ciebie?>
- To co teraz? - spytała Shannon biorąc mnie pod ramię.
Spojrzałem na zegarek.
- Jest już późno, ale w sumie mógłbym pokazać ci resztę sal - odparłem.
Pokazałem jej wszystko co będzie potrzebne. Gdy skończyłem zaprowadziłem ją do Akademika.
- Nie wiem co ty w niej widzisz - mruknęła Shann.
Spojrzałem na nią.
- Wiesz o co mi chodzi. Zmieniłeś się, Brian. Nie mogę jedna stwierdzić czy na lepsze.
Stanąłem i wywinąłem się z uścisku Shannon.
- Ach tak? - warknąłem. - To ty się zmieniłaś. I teraz widzę, że na gorsze.
- Brian...
- Mówię prawdę, Shann. Kiedyś byłaś milsza. Teraz jesteś strasznie okrutna dla Rachel. Jesteś zazdrosna, tak?
Dziewczyna milczała i patrzyła się przed siebie pustym wzrokiem.
- Tak, jestem - powiedziała cicho.
- Wiedziałem - mruknąłem. - Wiesz dobrze, że zerwaliśmy. Było mi źle, to fakt, ale trzeba żyć dalej. Zgaduję, że nawet ty znalazłaś sobie kogoś.
- Znalazłam? Znalazłam?! Ty chyba sobie kpisz! Dzień w dzień myślałam, że wrócisz tak nagle jak odszedłeś. Nie doczekałam się! Po jakiś... Nie wiem nawet ilu, pojawiasz się z tobą Rachel i mówisz, że jesteście parą. Jak myślisz, jak ja się czułam?!
- Nie wiem, Shannon. Ale w życiu chodzi o to by iść dalej. Nie zatrzymywać się. Nie czekać.
Nie czekałem już na jej odpowiedź. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do swojego pokoju. Zamknąłem się na klucz i padłem na łóżko, myśląc o tym wszystkim co powiedziała Shannon.
<Rachel? Co u ciebie?>
sobota, 11 października 2014
Od Jack Cd Troy
- Dobranoc. - Szepnęłam, kiedy chłopak zamknął za sobą drzwi. Powoli sięgnęłam po telefon. Przez chwilę wpatrywałam się w numer do Nysy. Przygryzłam wargę, aż w końcu wcisnęłam przycisk połączenia. Odebrała po trzecim sygnale.
- Wiesz, która godzina? - Spytał jej senny głos po drugiej stronie.
- Wpół do. - Odpowiedziałam, zerkając na zegarek na szafce nocnej.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. - Westchnęła dziewczyna.
- Tak. Ostatnio, kiedy rozmawiam z takim jednym znajomym ze szkoły, czuję taki dziwny ucisk w brzuchu.
- Normalnie powiedziałabym ci, że się zakochałaś, ale w twoim przypadku pewnie coś zjadłaś. - Wyjaśniła. - To wszystko?
- Dzięki. - Mruknęłam. - Miłego spania leniwcu. - Rozłączyłam się, zanim zaczęła na mnie narzekać. Położyłam się na plecach i zaczęłam wpatrywać się w sufit. To chyba niemożliwe by... Obróciłam się na bok. A jeśli...? Prychnęłam, po czym poszłam do łazienki, by zmyć pastele z rąk. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Cały następny dzień minął bez większych przeszkód. Nie licząc lekcji astronomii, na której zasnęłam i Urania się wkurzyła. Po lekcjach Troy od razu udał się do ogrodu.
- Pójść z tobą? - Spytałam, doganiając go. Spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. - Jak nie będziesz chciał, to zrozumiem.
<Troy?>
- Wiesz, która godzina? - Spytał jej senny głos po drugiej stronie.
- Wpół do. - Odpowiedziałam, zerkając na zegarek na szafce nocnej.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. - Westchnęła dziewczyna.
- Tak. Ostatnio, kiedy rozmawiam z takim jednym znajomym ze szkoły, czuję taki dziwny ucisk w brzuchu.
- Normalnie powiedziałabym ci, że się zakochałaś, ale w twoim przypadku pewnie coś zjadłaś. - Wyjaśniła. - To wszystko?
- Dzięki. - Mruknęłam. - Miłego spania leniwcu. - Rozłączyłam się, zanim zaczęła na mnie narzekać. Położyłam się na plecach i zaczęłam wpatrywać się w sufit. To chyba niemożliwe by... Obróciłam się na bok. A jeśli...? Prychnęłam, po czym poszłam do łazienki, by zmyć pastele z rąk. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Cały następny dzień minął bez większych przeszkód. Nie licząc lekcji astronomii, na której zasnęłam i Urania się wkurzyła. Po lekcjach Troy od razu udał się do ogrodu.
- Pójść z tobą? - Spytałam, doganiając go. Spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. - Jak nie będziesz chciał, to zrozumiem.
<Troy?>
Od Troy'a Cd Jack
Wzruszyłem ramionami.
- Nudzi mi się - powiedziałem. - Bycie duchem jest do kitu.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić - mruknęła Jack.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kłopot w tym, że mój ojciec potrafi przybierać... No... Tak jakby "namacalne" formy.
- To jest w sumie logiczne.
- Namyśliłeś się już? - spytała dziewczyna.
- Tak - odparłem.
- Na serio? - Jack spojrzała na mnie.
- No przecież mówię.
- Ale to chyba dobrze prawda? Możesz mu już powiedzieć, że wybrałeś.
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Jutro - szepnąłem i wstałem. - Nie będę ci już przeszkadzał. Dobranoc Jack.
Wyszedłem z pokoju klnąc pod nosem.
<Jack?>
- Nudzi mi się - powiedziałem. - Bycie duchem jest do kitu.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić - mruknęła Jack.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kłopot w tym, że mój ojciec potrafi przybierać... No... Tak jakby "namacalne" formy.
- To jest w sumie logiczne.
- Namyśliłeś się już? - spytała dziewczyna.
- Tak - odparłem.
- Na serio? - Jack spojrzała na mnie.
- No przecież mówię.
- Ale to chyba dobrze prawda? Możesz mu już powiedzieć, że wybrałeś.
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Jutro - szepnąłem i wstałem. - Nie będę ci już przeszkadzał. Dobranoc Jack.
Wyszedłem z pokoju klnąc pod nosem.
<Jack?>
Od Rachel Cd Brian
Zerknęłam na zegarek.
- Jest już późno, a jutro nad ranem muszę pójść do Uranii, pomóc jej w czymś w obserwatorium. - Zaczęłam. - Możemy pójść do Akademika. Pokażesz Shannon, gdzie może spać a potem pójdziecie dalej zwiedzać we dwójkę. - Zaproponowałam.
- Mi pasuje. - Odpowiedział Brian, ściągając zbroję.
- Do zobaczenia Jack! - Pomachałam przyjaciółce i wyszłam na zewnątrz. W trójkę poszliśmy w stronę świateł akademika.
- Głodny jestem. - Powiedział Brian, skręcając w stronę jadalni.
- Ty zawsze jesteś głodny. - Wzniosłam oczy do nieba. Chłopak zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem, otwierając drzwi. W środku nie było nikogo, oprócz Frani, wycierającej stoły.
- Coś czułam, że was tutaj jeszcze zobaczę. - Posłała Brianowi szeroki uśmiech, jednak zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła Shannon. - A to kto?
- Moja znajoma. Jest boginią. - Wyjaśnił chłopak, siadając przy naszym zwyczajowym stoliku.
- Miło poznać. - Odpowiedziała Frania, znikając w kuchni. Po chwili przyniosła miskę z jakimiś ciastkami oraz talerz z kanapką dla Briana. Postawiła to wszystko przed nami, po czym podała mi jakieś klucze.
- Zamkniesz prawda? - Spytała, ubierając kurtkę. Klucze zostaw tak, gdzie zawsze.
- Okej. - Skinęłam głową, chowając je do kieszeni. Brian posłał mi pytające spojrzenie, przeżuwając kanapkę z kurczakiem.
- Smacznego. - Odpowiedziałam. - Chyba nie sądziłeś, że te ciastka, które jesz czasem przy śniadaniu robią się same. - Usiadłam naprzeciwko niego, sięgając do miski.
- Nie sądziłem, że ty je robisz. - Odpowiedział.
- Mój słodki sekret. - Uśmiechnęłam się. - Chcesz trochę?
- Nie lubię czekolady. - Mruknęła Shannon.
- Taaak? - Brian spojrzał na nią z uniesionymi brwiami. - Pamiętam coś innego.
- Magiaa.. - Mruknęłam, chwytając miskę i zanosząc ją do kuchni. Kiedy wróciłam, Brian akurat skończył kanapkę. Wyszliśmy na korytarz.
- Dobranoc. - Pocałowałam swojego chłopaka w policzek, po czym zamknęłam drzwi. - Do jutra. - Ruszyłam w stronę swojego pokoju.
<Brian?>
- Jest już późno, a jutro nad ranem muszę pójść do Uranii, pomóc jej w czymś w obserwatorium. - Zaczęłam. - Możemy pójść do Akademika. Pokażesz Shannon, gdzie może spać a potem pójdziecie dalej zwiedzać we dwójkę. - Zaproponowałam.
- Mi pasuje. - Odpowiedział Brian, ściągając zbroję.
- Do zobaczenia Jack! - Pomachałam przyjaciółce i wyszłam na zewnątrz. W trójkę poszliśmy w stronę świateł akademika.
- Głodny jestem. - Powiedział Brian, skręcając w stronę jadalni.
- Ty zawsze jesteś głodny. - Wzniosłam oczy do nieba. Chłopak zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem, otwierając drzwi. W środku nie było nikogo, oprócz Frani, wycierającej stoły.
- Coś czułam, że was tutaj jeszcze zobaczę. - Posłała Brianowi szeroki uśmiech, jednak zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła Shannon. - A to kto?
- Moja znajoma. Jest boginią. - Wyjaśnił chłopak, siadając przy naszym zwyczajowym stoliku.
- Miło poznać. - Odpowiedziała Frania, znikając w kuchni. Po chwili przyniosła miskę z jakimiś ciastkami oraz talerz z kanapką dla Briana. Postawiła to wszystko przed nami, po czym podała mi jakieś klucze.
- Zamkniesz prawda? - Spytała, ubierając kurtkę. Klucze zostaw tak, gdzie zawsze.
- Okej. - Skinęłam głową, chowając je do kieszeni. Brian posłał mi pytające spojrzenie, przeżuwając kanapkę z kurczakiem.
- Smacznego. - Odpowiedziałam. - Chyba nie sądziłeś, że te ciastka, które jesz czasem przy śniadaniu robią się same. - Usiadłam naprzeciwko niego, sięgając do miski.
- Nie sądziłem, że ty je robisz. - Odpowiedział.
- Mój słodki sekret. - Uśmiechnęłam się. - Chcesz trochę?
- Nie lubię czekolady. - Mruknęła Shannon.
- Taaak? - Brian spojrzał na nią z uniesionymi brwiami. - Pamiętam coś innego.
- Magiaa.. - Mruknęłam, chwytając miskę i zanosząc ją do kuchni. Kiedy wróciłam, Brian akurat skończył kanapkę. Wyszliśmy na korytarz.
- Dobranoc. - Pocałowałam swojego chłopaka w policzek, po czym zamknęłam drzwi. - Do jutra. - Ruszyłam w stronę swojego pokoju.
<Brian?>
piątek, 10 października 2014
Od Jack Cd Troy
Pokręciłam głową.
- No nie wiem... Już dawno nikomu nie opowiadałam o swoich problemach panie psycholog. - Zaczęłam. Znowu wyciągnęłam z telefonu zniszczone zdjęcie. - Kilka lat temu. Jakieś dwa, może trzy, Chodziłam z moją znajomą po górach. Miała na imię Becka i była ode mnie młodsza o rok. Pewnej nocy coś nas zaatakowało. Nie było to zwierzę. Trudno mi określić. Nie pamiętam za wiele, bo uderzyłam się w głowę i straciłam po części pamięć. W każdym bądź razie udało mi się uciec na drzewo. Becka zrobiła tak samo, ale usiadła za nisko. Stworzenie zerwało ją z gałęzi i... - Głos mi się załamał. Niecierpliwym ruchem otarłam łzy z twarzy. - Rano ledwo dotarłam do domu. Nie pamiętam prawie nic z tej nocy. Ledwo pamiętam Beckę. - Popatrzyłam na rudowłosą dziewczynę na zdjęciu. Uśmiechała się do odbiorcy, napełniając do radością. - Potem spotkałam Nysę.Postanowiła mi pomóc. Przez cały ten czas praktycznie nie wpadłyśmy na żadnej jej trop. Nysie udało się jedynie ustalić, że jest w transie. - Otarłam kolejną łzę. - Muszę ją znaleźć. Ale najpierw muszę ukończyć tą Akademię. Może czegoś się tutaj dowiem, co mi pomoże... A może to będzie tylko strata czasu... - Wzruszyłam ramionami i zamilkłam.
- Na pewno ci się uda. - Troy chciał mnie poklepać po ramieniu, jednak jego ręka znowu przez nie przeszła. Zaklął pod nosem.
- Mam nadzieję. - Mruknęłam wstając. - Pójdę do siebie. A ty powinieneś się namyślić nad tym swoim wyborem czy czymś tam. - Ruszyłam w stronę Akademika. W moim pokoju przywitał mnie wszechobecny bałagan. Wszędzie walały się rzeczy i książki. Jęknęłam, zamykając drzwi. Zabrałam się za porządki. Skończyłam po jakiejś godzinie i wzięłam się za rysowanie komiksów. Nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Ręce miałam całe uwalone od suchych pasteli, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - Krzyknęłam, nie odrywając wzroku od postaci, którą właśnie skończyłam. Ktoś odchrząknął głośno. Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego się mi. Zerwałam się na nogi, zrzucając z kolan zeszyt.
- Nie strasz mnie. - Mruknęłam, siadając z powrotem na łóżku. - Po co przyszedłeś?
<Troy?>
- No nie wiem... Już dawno nikomu nie opowiadałam o swoich problemach panie psycholog. - Zaczęłam. Znowu wyciągnęłam z telefonu zniszczone zdjęcie. - Kilka lat temu. Jakieś dwa, może trzy, Chodziłam z moją znajomą po górach. Miała na imię Becka i była ode mnie młodsza o rok. Pewnej nocy coś nas zaatakowało. Nie było to zwierzę. Trudno mi określić. Nie pamiętam za wiele, bo uderzyłam się w głowę i straciłam po części pamięć. W każdym bądź razie udało mi się uciec na drzewo. Becka zrobiła tak samo, ale usiadła za nisko. Stworzenie zerwało ją z gałęzi i... - Głos mi się załamał. Niecierpliwym ruchem otarłam łzy z twarzy. - Rano ledwo dotarłam do domu. Nie pamiętam prawie nic z tej nocy. Ledwo pamiętam Beckę. - Popatrzyłam na rudowłosą dziewczynę na zdjęciu. Uśmiechała się do odbiorcy, napełniając do radością. - Potem spotkałam Nysę.Postanowiła mi pomóc. Przez cały ten czas praktycznie nie wpadłyśmy na żadnej jej trop. Nysie udało się jedynie ustalić, że jest w transie. - Otarłam kolejną łzę. - Muszę ją znaleźć. Ale najpierw muszę ukończyć tą Akademię. Może czegoś się tutaj dowiem, co mi pomoże... A może to będzie tylko strata czasu... - Wzruszyłam ramionami i zamilkłam.
- Na pewno ci się uda. - Troy chciał mnie poklepać po ramieniu, jednak jego ręka znowu przez nie przeszła. Zaklął pod nosem.
- Mam nadzieję. - Mruknęłam wstając. - Pójdę do siebie. A ty powinieneś się namyślić nad tym swoim wyborem czy czymś tam. - Ruszyłam w stronę Akademika. W moim pokoju przywitał mnie wszechobecny bałagan. Wszędzie walały się rzeczy i książki. Jęknęłam, zamykając drzwi. Zabrałam się za porządki. Skończyłam po jakiejś godzinie i wzięłam się za rysowanie komiksów. Nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Ręce miałam całe uwalone od suchych pasteli, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - Krzyknęłam, nie odrywając wzroku od postaci, którą właśnie skończyłam. Ktoś odchrząknął głośno. Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego się mi. Zerwałam się na nogi, zrzucając z kolan zeszyt.
- Nie strasz mnie. - Mruknęłam, siadając z powrotem na łóżku. - Po co przyszedłeś?
<Troy?>
Od Briana Cd Rachel
Wzruszyłem ramionami.
- Czemu nie - odparłem. - Też muszę poćwiczyć. Rachel, chyba mogę co? - uśmiechnąłem się do niej.Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pozwalam.
- Ale fajnie! - zawołała Shannon i klasnęła w dłonie. - Zawsze chciałam zobaczyć jak walczysz.
Nic nie odpowiedziałem. Poszedłem tylko po swój miecz i zbroję - tak na wszelki wypadek.
Na krzyk Rachel zaczęliśmy ćwiczyć. To była dość zacięta walka, jak na trening. Musiałem się nieźle napracować by chodź kilka razy udało mi się ją trafić. Ona w sumie też nie miała lekko. Jako syn Aresa byłem urodzony do walki, więc to nie sprawiało mi żadnego problemu.
Skończyliśmy po mniej-więcej godzinie. Jack była cała oblana potem. Ja prawie w ogóle nie byłem spocony.
- Jak ty to robisz? - wysapała.
- Ma się ten talent - wyszczerzyłem się do niej.
- To było wyśmienite, Brian! - krzyknęła Shann.
Jack posłała mi pytające spojrzenie.
- Ratuj - powiedziałem cicho i zwróciłem się do córki Eola: - Fajnie, że ci się podobało Shann.
Dziewczyna uśmiechnęła się. I ten uśmiech był nieszczery. Jak wszystkie poprzednie.
- To co teraz w planach Rach? - spytałem.
<Rachel?>
- Czemu nie - odparłem. - Też muszę poćwiczyć. Rachel, chyba mogę co? - uśmiechnąłem się do niej.Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pozwalam.
- Ale fajnie! - zawołała Shannon i klasnęła w dłonie. - Zawsze chciałam zobaczyć jak walczysz.
Nic nie odpowiedziałem. Poszedłem tylko po swój miecz i zbroję - tak na wszelki wypadek.
Na krzyk Rachel zaczęliśmy ćwiczyć. To była dość zacięta walka, jak na trening. Musiałem się nieźle napracować by chodź kilka razy udało mi się ją trafić. Ona w sumie też nie miała lekko. Jako syn Aresa byłem urodzony do walki, więc to nie sprawiało mi żadnego problemu.
Skończyliśmy po mniej-więcej godzinie. Jack była cała oblana potem. Ja prawie w ogóle nie byłem spocony.
- Jak ty to robisz? - wysapała.
- Ma się ten talent - wyszczerzyłem się do niej.
- To było wyśmienite, Brian! - krzyknęła Shann.
Jack posłała mi pytające spojrzenie.
- Ratuj - powiedziałem cicho i zwróciłem się do córki Eola: - Fajnie, że ci się podobało Shann.
Dziewczyna uśmiechnęła się. I ten uśmiech był nieszczery. Jak wszystkie poprzednie.
- To co teraz w planach Rach? - spytałem.
<Rachel?>
Od Rachel Cd Brian
Zastanawiałam się, gdzie podziewa się teraz Jack.
- Więc? - Spytał się ponownie Brian.
- Arena? - Zaproponowałam, strzelając, że dziewczyna będzie tam ćwiczyć przed jutrzejszą lekcją.
- Okej. - Chłopak wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Dogoniłam go, ostrożnie splatając z nim palce. Posłał mi szeroki uśmiech.
- Jakie macie tutaj zajęcia? - Pomiędzy nas wepchnęła się Shannon.
- Astronomię, której nikt nie ogarnia... - Zaczął chłopak. Odchrząknęłam. - Oprócz Rach. Łacina, walka, zajęcia ze zwierzętami. Całkiem ciekawie. - Podsumował Brian. W końcu doszliśmy na Arenę. Ze środka dochodziły odgłosy walki. Jakiś czas temu zamontowano tam parę lamp,by można było trenować, kiedy jest ciemno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jack znęcającą się nad manekinem.
- Jack! - Zawołałam, machając w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się do nas z zmarszczonymi brwiami. Po chwili uśmiechnęła się, odpinając hełm. Włożyła miecz do pochwy, zaczynając rozpinać zbroję.
- Co tam? - Spytała, kiedy tylko pancerz upadł na piasek. Nawet nie zaszczyciła najmniejszym spojrzeniem Shannon.
- A nic. Oprowadzamy moją znajomą po akademii. - Zaczął Brian.
- Hej. - Przywitała się ze sztucznym uśmiechem Shann. - Jestem Shannon a ty?- Jednak dziewczyna zamiast odpowiedzieć, zaczęła kierować się w stronę trybun. Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc za nią.
- Kelly zdążyła przybiec i szybko mi wszystko wyjaśnić. - Szepnęła do mnie, sięgając po butelkę z wodą. - Brian. Ćwiczyłeś na jutro?
- Nie. Nie miałem czasu. - Odpowiedział chłopak, siadając koło mnie. Shannon przypadło miejsce obok Jack.
- Więc jak masz na imię? - Spytała ponownie dziewczyna, znowu się uśmiechając.
- Jacqueline - Odpowiedziała niechętnie, popijając wodę.
- Jesteś z Francji?- Zaciekawiła się Shann,
- A wyglądam ci na francuzkę? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Jack, posyłając jej prowokujące spojrzenie.
- Noo... - Dziewczyna zaczęła się mieszać, nie wiedząc na czym skupić wzrok. - Nieee...? A kto jest twoim rodzicem?
- Nie mówię o sobie. Chyba, że ci zaufam. - Odpowiedziała chłodno Jack. - Czyli raczej na to nie licz.
- Oj no weeź.... - Jęknęła.
- Zaraz się popłaczesz? Moje serduszko z lodu ani trochę się nie stopiło... Rachel. Nie obrazisz się, jeśli na chwile pożyczę Briana, by z nim poćwiczyć? O ile chcesz. - Dziewczyna skierowała na niego pytające spojrzenie. - Muszę z kimś poćwiczyć, bo manekiny mają już chyba dość. - Uśmiechnęła się diabolicznie.
<Brian?>
- Więc? - Spytał się ponownie Brian.
- Arena? - Zaproponowałam, strzelając, że dziewczyna będzie tam ćwiczyć przed jutrzejszą lekcją.
- Okej. - Chłopak wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Dogoniłam go, ostrożnie splatając z nim palce. Posłał mi szeroki uśmiech.
- Jakie macie tutaj zajęcia? - Pomiędzy nas wepchnęła się Shannon.
- Astronomię, której nikt nie ogarnia... - Zaczął chłopak. Odchrząknęłam. - Oprócz Rach. Łacina, walka, zajęcia ze zwierzętami. Całkiem ciekawie. - Podsumował Brian. W końcu doszliśmy na Arenę. Ze środka dochodziły odgłosy walki. Jakiś czas temu zamontowano tam parę lamp,by można było trenować, kiedy jest ciemno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jack znęcającą się nad manekinem.
- Jack! - Zawołałam, machając w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się do nas z zmarszczonymi brwiami. Po chwili uśmiechnęła się, odpinając hełm. Włożyła miecz do pochwy, zaczynając rozpinać zbroję.
- Co tam? - Spytała, kiedy tylko pancerz upadł na piasek. Nawet nie zaszczyciła najmniejszym spojrzeniem Shannon.
- A nic. Oprowadzamy moją znajomą po akademii. - Zaczął Brian.
- Hej. - Przywitała się ze sztucznym uśmiechem Shann. - Jestem Shannon a ty?- Jednak dziewczyna zamiast odpowiedzieć, zaczęła kierować się w stronę trybun. Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc za nią.
- Kelly zdążyła przybiec i szybko mi wszystko wyjaśnić. - Szepnęła do mnie, sięgając po butelkę z wodą. - Brian. Ćwiczyłeś na jutro?
- Nie. Nie miałem czasu. - Odpowiedział chłopak, siadając koło mnie. Shannon przypadło miejsce obok Jack.
- Więc jak masz na imię? - Spytała ponownie dziewczyna, znowu się uśmiechając.
- Jacqueline - Odpowiedziała niechętnie, popijając wodę.
- Jesteś z Francji?- Zaciekawiła się Shann,
- A wyglądam ci na francuzkę? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Jack, posyłając jej prowokujące spojrzenie.
- Noo... - Dziewczyna zaczęła się mieszać, nie wiedząc na czym skupić wzrok. - Nieee...? A kto jest twoim rodzicem?
- Nie mówię o sobie. Chyba, że ci zaufam. - Odpowiedziała chłodno Jack. - Czyli raczej na to nie licz.
- Oj no weeź.... - Jęknęła.
- Zaraz się popłaczesz? Moje serduszko z lodu ani trochę się nie stopiło... Rachel. Nie obrazisz się, jeśli na chwile pożyczę Briana, by z nim poćwiczyć? O ile chcesz. - Dziewczyna skierowała na niego pytające spojrzenie. - Muszę z kimś poćwiczyć, bo manekiny mają już chyba dość. - Uśmiechnęła się diabolicznie.
<Brian?>
Od Troy'a Cd Jack
Usiadłem koło dziewczyny.
- Co się stało, Jack? - spytałem. - To coś poważnego?
- Nie - odparła dziewczyna. - Ja tylko... Nie mogę - zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach.
- Hej - próbowałem ją dotknąć, ale moja ręka przeszła przez jej ramię. Zakląłem w duchu ten pieprzony wybór. - Mi możesz powiedzieć. Gdybym mógł spróbowałbym cię objąć, ale teraz nie mam jak.
Jack uśmiechnęła się lekko.
- Dostałbyś w twarz - powiedziała.
Wzruszyłem ramionami.
- To się nie liczy. - odparłem. - A teraz nie martw się i opowiedz mi co ci leży na sercu. Będzie ci lepiej, zobaczysz.
<Jack?>
- Co się stało, Jack? - spytałem. - To coś poważnego?
- Nie - odparła dziewczyna. - Ja tylko... Nie mogę - zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach.
- Hej - próbowałem ją dotknąć, ale moja ręka przeszła przez jej ramię. Zakląłem w duchu ten pieprzony wybór. - Mi możesz powiedzieć. Gdybym mógł spróbowałbym cię objąć, ale teraz nie mam jak.
Jack uśmiechnęła się lekko.
- Dostałbyś w twarz - powiedziała.
Wzruszyłem ramionami.
- To się nie liczy. - odparłem. - A teraz nie martw się i opowiedz mi co ci leży na sercu. Będzie ci lepiej, zobaczysz.
<Jack?>
środa, 8 października 2014
Od Briana Cd Rachel
- Shannon. Ja nie wiedziałem - powiedziałem.
- A Ares ci nie powiedział? - spytała.
- Szczerze? Nie. Nie rozmawialiśmy z sobą zbyt często. Normalnie rozmawialiśmy. Zazwyczaj tylko się kłóciliśmy.
- Dobra. A ta tu? - wskazała na Rachel. - Ona wie. Skąd?
- Poznaliśmy się... W takim jednym miejscu.
Shannon zmierzyła mnie morderczym wzrokiem, a potem spojrzała na Rachel. Zaczęła rozważać moje słowa.
- Poznaliście się w Akademii Bogów? - zapytała.
- Tak - odparła Rach cicho.
- Też będę tam chodziła - powiedziała Shann. W jej oczach pojawiły się szczęśliwe iskierki. - Gdzie to jest?
Westchnąłem.
- Chodź - mruknąłem.
Zaczęliśmy iść do portalu.
- Więc... Kto jest twoim rodzicem Shann?
- Eol i Eris - odparła beznamiętnie.
- Wszystko o mnie wiesz? - spytałem.
Dziewczyna potaknęła.
- O tobie i twojej dziewczynie - uśmiechnęła się do mnie. Nie był to jednak wesoły uśmiech.
Dalej szliśmy w ciszy. Rachel wolała się nie odzywać. W sumie to tak jak ja.
W końcu doszliśmy przed mury Akademii. Moja dziewczyna podniosła głowę i chyba wpadła na pewien pomysł jak zetrzeć ten wredny uśmieszek z twarzy Shannon.
- Wiem kto nam pomoże - szepnęła. - Musimy iść do biblioteki.
Wzruszyłem ramionami. Niezbyt byłem pewny o co jej chodzi, ale co mam do stracenia?
- Hej, Shann. Może chcesz pozwiedzać? - zaproponowałem. - Zacznijmy od biblioteki.
- No dobra - odparła.
Poszliśmy do biblioteki. Przy jednym ze stołów siedzieli Axel i Kelly.
To był ten jej plan? - pomyślałem.
- Cześć! - zawołała do przyjaciół Rachel.
Axel podniósł głowę znad książki i pomachał nam. Podeszliśmy bliżej. Kelly dopiero wtedy oderwała oczy od książki. Popatrzyła na nas, a jej wzrok zatrzymał się na Shannon.
- Kolejny... śmiertelnik? - spytała. Coś czułem, że chciała powiedzieć "Midgardczyk". - Już i tak mam za dużo kłopotów.
- Nie - odparłem. - Shannon to moja dawna znajoma. Jest boginią.
Kel dalej przyglądała jej się bez cienia entuzjazmu.
- Więc to są twoi przyjaciele, Brian - powiedziała Shann. - Ten miły pan w czapce jak się nazywa? - uśmiechnęła się do Axela.
- Em... Axel. Syn Apolla - odparł.
Mojej byłej zrzedła mina.
- Półbóg?
- Bóg. Nie znam matki - chłopak machnął lekceważąco ręką. - Jakaś z jego kochanek.
- Yhym. A ty? - zwróciła się do Kelly z uśmiechem. Wymuszonym, wielkim, strasznym, uśmiechem.
Córka Thora patrzyła na nią. Jej twarz była bez wyrazu, ale w jej oczach było widać kpinę.
- A po co ci moje imię? - spytała.
- No cóż, skoro mamy chodzić razem do szkoły, przydałoby się byśmy się poznali.
Dziewczyna prychnęła.
- Nie będziemy "najlepszymi przyjaciółkami na zawsze!" - wypowiedziała to tak dziwnie...
- Nie oczekuję tego, ale ja tylko proszę o imię - Shannon powoli zgrzytała zębami.
- Nie jestem jak otwarta księga - odparła Kelly.
- Proszę - jęknęła Shann.
Moja przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Dobra. Skoro tak bardzo ci zależy. Mam na imię Kelly.
Córka Eola zamyśliła się.
- Kelly, tak? Celtyckie imię oznaczające "wojowniczka". Twoi rodzice to bogowie celtyccy, prawda?
- Tak bardzo zła odpowiedź - odparła Kelly i na powrót wróciła do książki.
- Czy ta oprawa, to ludzka skóra? - zapytała Shannon.
- Prawdopodobnie tak - Kel uśmiechnęła się radośnie.
- Żaden człowiek o zdrowych... - przerwała. - Wikingowie...
- Brawo panno-encyklopedia - mruknęła Kelly. - Już, zjeżdżaj stąd.
- Kto jest twoim rodzicem? - zainteresowała się Shann.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Kelly uśmiechają się szyderczo. - Teraz jazda! - krzyknęła i już na dobre wróciła do książki.
- Chodź Shannon. Rachel, co teraz możemy zwiedzić?
<Rachel?>
- A Ares ci nie powiedział? - spytała.
- Szczerze? Nie. Nie rozmawialiśmy z sobą zbyt często. Normalnie rozmawialiśmy. Zazwyczaj tylko się kłóciliśmy.
- Dobra. A ta tu? - wskazała na Rachel. - Ona wie. Skąd?
- Poznaliśmy się... W takim jednym miejscu.
Shannon zmierzyła mnie morderczym wzrokiem, a potem spojrzała na Rachel. Zaczęła rozważać moje słowa.
- Poznaliście się w Akademii Bogów? - zapytała.
- Tak - odparła Rach cicho.
- Też będę tam chodziła - powiedziała Shann. W jej oczach pojawiły się szczęśliwe iskierki. - Gdzie to jest?
Westchnąłem.
- Chodź - mruknąłem.
Zaczęliśmy iść do portalu.
- Więc... Kto jest twoim rodzicem Shann?
- Eol i Eris - odparła beznamiętnie.
- Wszystko o mnie wiesz? - spytałem.
Dziewczyna potaknęła.
- O tobie i twojej dziewczynie - uśmiechnęła się do mnie. Nie był to jednak wesoły uśmiech.
Dalej szliśmy w ciszy. Rachel wolała się nie odzywać. W sumie to tak jak ja.
W końcu doszliśmy przed mury Akademii. Moja dziewczyna podniosła głowę i chyba wpadła na pewien pomysł jak zetrzeć ten wredny uśmieszek z twarzy Shannon.
- Wiem kto nam pomoże - szepnęła. - Musimy iść do biblioteki.
Wzruszyłem ramionami. Niezbyt byłem pewny o co jej chodzi, ale co mam do stracenia?
- Hej, Shann. Może chcesz pozwiedzać? - zaproponowałem. - Zacznijmy od biblioteki.
- No dobra - odparła.
Poszliśmy do biblioteki. Przy jednym ze stołów siedzieli Axel i Kelly.
To był ten jej plan? - pomyślałem.
- Cześć! - zawołała do przyjaciół Rachel.
Axel podniósł głowę znad książki i pomachał nam. Podeszliśmy bliżej. Kelly dopiero wtedy oderwała oczy od książki. Popatrzyła na nas, a jej wzrok zatrzymał się na Shannon.
- Kolejny... śmiertelnik? - spytała. Coś czułem, że chciała powiedzieć "Midgardczyk". - Już i tak mam za dużo kłopotów.
- Nie - odparłem. - Shannon to moja dawna znajoma. Jest boginią.
Kel dalej przyglądała jej się bez cienia entuzjazmu.
- Więc to są twoi przyjaciele, Brian - powiedziała Shann. - Ten miły pan w czapce jak się nazywa? - uśmiechnęła się do Axela.
- Em... Axel. Syn Apolla - odparł.
Mojej byłej zrzedła mina.
- Półbóg?
- Bóg. Nie znam matki - chłopak machnął lekceważąco ręką. - Jakaś z jego kochanek.
- Yhym. A ty? - zwróciła się do Kelly z uśmiechem. Wymuszonym, wielkim, strasznym, uśmiechem.
Córka Thora patrzyła na nią. Jej twarz była bez wyrazu, ale w jej oczach było widać kpinę.
- A po co ci moje imię? - spytała.
- No cóż, skoro mamy chodzić razem do szkoły, przydałoby się byśmy się poznali.
Dziewczyna prychnęła.
- Nie będziemy "najlepszymi przyjaciółkami na zawsze!" - wypowiedziała to tak dziwnie...
- Nie oczekuję tego, ale ja tylko proszę o imię - Shannon powoli zgrzytała zębami.
- Nie jestem jak otwarta księga - odparła Kelly.
- Proszę - jęknęła Shann.
Moja przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Dobra. Skoro tak bardzo ci zależy. Mam na imię Kelly.
Córka Eola zamyśliła się.
- Kelly, tak? Celtyckie imię oznaczające "wojowniczka". Twoi rodzice to bogowie celtyccy, prawda?
- Tak bardzo zła odpowiedź - odparła Kelly i na powrót wróciła do książki.
- Czy ta oprawa, to ludzka skóra? - zapytała Shannon.
- Prawdopodobnie tak - Kel uśmiechnęła się radośnie.
- Żaden człowiek o zdrowych... - przerwała. - Wikingowie...
- Brawo panno-encyklopedia - mruknęła Kelly. - Już, zjeżdżaj stąd.
- Kto jest twoim rodzicem? - zainteresowała się Shann.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Kelly uśmiechają się szyderczo. - Teraz jazda! - krzyknęła i już na dobre wróciła do książki.
- Chodź Shannon. Rachel, co teraz możemy zwiedzić?
<Rachel?>
Od Jack Cd Troy
- Nie patrz na mnie. Nie jestem specjalistką od duchów. - Zdmuchnęłam swoją świecę i postawiłam ją na ziemi. Chłopak w wyczekiwaniu spojrzał na Nysę.
- Duchy wiedzą to, o czym my nie mamy pojęcia. - Odpowiedziała po prostu, zbierając świece i całą resztę do skórzanej torby.
- Mogę z tobą porozmawiać?- Spytałam się przyjaciółki, kiedy skończyła wszystko pakować. Cała drużyna lamy poszła coś tam omówić w związku z Troy'em.
- Jasne. Chodzi ci o Beck'ę prawda?- Zapytała, spoglądając mi w oczy.
- Yhym. - Skinęłam głową, ze zdenerwowaniem jeżdżąc kolczykiem po zębach.
- Nie ma jej ani wśród żywych, ani wśród martwych. Ona po prostu... Jakby wisi między światami. Jest w transie. - Dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu. - Szukam jej tak, jak ty szukałaś. Ale jej po prostu nie ma. Nie obwiniaj się o jej zniknięcie. Muszę lecieć. - Puściła do mnie oczko. - Do usłyszenia. - Powiedziała i zniknęła. Z westchnieniem usiadłam pod posągiem anioła. Z obudowy telefonu wyciągnęłam zdjęcie. Było składane już tyle razy, że powoli zaczynało się drzeć. W paru miejscach wyblakło. Jednak nadal można było n nim zobaczyć wysoką, uśmiechniętą blondynkę oraz rudowłosą dziewczynę, sięgającą jej zaledwie do ramienia.
- Gdzie jesteś Becka?- Szepnęłam, wpatrując się w zdjęcie. Pociągnęłam nosem na wspomnienie dnia, kiedy zniknęła.
- Wszystko dobrze?- Czyjś głos wdarł się w moje wspomnienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego mi się uważnie. Pokręciłam głową, ocierając pojedynczą łzę, spływającą mi po policzku.
- Nie. - Szepnęłam, składając po raz kolejny zdjęcie. - Nic nie jest dobrze. - Oparłam głowę na dłoniach i zapatrzyłam się w las przede mną.
<Troy?>
- Duchy wiedzą to, o czym my nie mamy pojęcia. - Odpowiedziała po prostu, zbierając świece i całą resztę do skórzanej torby.
- Mogę z tobą porozmawiać?- Spytałam się przyjaciółki, kiedy skończyła wszystko pakować. Cała drużyna lamy poszła coś tam omówić w związku z Troy'em.
- Jasne. Chodzi ci o Beck'ę prawda?- Zapytała, spoglądając mi w oczy.
- Yhym. - Skinęłam głową, ze zdenerwowaniem jeżdżąc kolczykiem po zębach.
- Nie ma jej ani wśród żywych, ani wśród martwych. Ona po prostu... Jakby wisi między światami. Jest w transie. - Dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu. - Szukam jej tak, jak ty szukałaś. Ale jej po prostu nie ma. Nie obwiniaj się o jej zniknięcie. Muszę lecieć. - Puściła do mnie oczko. - Do usłyszenia. - Powiedziała i zniknęła. Z westchnieniem usiadłam pod posągiem anioła. Z obudowy telefonu wyciągnęłam zdjęcie. Było składane już tyle razy, że powoli zaczynało się drzeć. W paru miejscach wyblakło. Jednak nadal można było n nim zobaczyć wysoką, uśmiechniętą blondynkę oraz rudowłosą dziewczynę, sięgającą jej zaledwie do ramienia.
- Gdzie jesteś Becka?- Szepnęłam, wpatrując się w zdjęcie. Pociągnęłam nosem na wspomnienie dnia, kiedy zniknęła.
- Wszystko dobrze?- Czyjś głos wdarł się w moje wspomnienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego mi się uważnie. Pokręciłam głową, ocierając pojedynczą łzę, spływającą mi po policzku.
- Nie. - Szepnęłam, składając po raz kolejny zdjęcie. - Nic nie jest dobrze. - Oparłam głowę na dłoniach i zapatrzyłam się w las przede mną.
<Troy?>
wtorek, 7 października 2014
Od Rachel Cd Brian
- Mam imię. - Zaczęła dziewczyna, wpatrując się w Briana. - Podobnie jak twoja koleżanka. - Położyła nacisk na ostatnie słowo, przenosząc na mnie chłodne spojrzenie. Poczułam, jak się w sobie kurczę.
- Rachel. - Przedstawiłam się, wyciągając rękę w jej stronę.
- Shannon. - Dziewczyna uścisnęła ją lekko, jakby była jakąś oślizgłą rybą.
- Co ty tutaj robisz Brian? - spytała Shannon. - Pojawiłeś się... Tak nagle.
- Wiesz, pewne sprawy i takie tam - odparł.
- Yhym. - Dziewczyna zaczęła kiwać głową w zamyśleniu. - A co dokładnie?
- Mieliśmy iść na lody. - Chwyciłam Briana pod ramię.
- W środku parku ?- Shannon uniosła brwi.
- Dopiero na nie szliśmy. - Dopowiedział chłopak. - Przejdziesz się z nami?
- Oczywiście. - Odpowiedziała Shannon z sztucznym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- To chodźmy. - Ruszyliśmy w trójkę przed siebie. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy ulicy.
- Wyglądaliście, jakbyście przed czymś uciekali. - Zaczęła mówić dziewczyna. - Na przykład wściekłym nauczycielem walki... - Zatrzymaliśmy się gwałtownie. - Błagam cię Brian! Eol wszystko mi powiedział. Jak mogłeś mnie okłamywać?!- Dziewczyna lekko pchnęła go w pierś.
- Musiałem Shann...
- Gdyby ci powiedział, bogowie mogliby cię skrzywidzić. - Wtrąciłam się. Brian potwierdził to ruchem głowy.
- Na dodatek zacząłeś spotykać się z jakąś brudnokrwistą. - Wskazała na mnie ruchem ręki.
- Ja tu jestem! - Krzyknęłam, załamującym się głosem. Shannon z wyczekiwaniem wpatrywała się w chłopaka.
<Brian?>
- Rachel. - Przedstawiłam się, wyciągając rękę w jej stronę.
- Shannon. - Dziewczyna uścisnęła ją lekko, jakby była jakąś oślizgłą rybą.
- Co ty tutaj robisz Brian? - spytała Shannon. - Pojawiłeś się... Tak nagle.
- Wiesz, pewne sprawy i takie tam - odparł.
- Yhym. - Dziewczyna zaczęła kiwać głową w zamyśleniu. - A co dokładnie?
- Mieliśmy iść na lody. - Chwyciłam Briana pod ramię.
- W środku parku ?- Shannon uniosła brwi.
- Dopiero na nie szliśmy. - Dopowiedział chłopak. - Przejdziesz się z nami?
- Oczywiście. - Odpowiedziała Shannon z sztucznym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- To chodźmy. - Ruszyliśmy w trójkę przed siebie. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy ulicy.
- Wyglądaliście, jakbyście przed czymś uciekali. - Zaczęła mówić dziewczyna. - Na przykład wściekłym nauczycielem walki... - Zatrzymaliśmy się gwałtownie. - Błagam cię Brian! Eol wszystko mi powiedział. Jak mogłeś mnie okłamywać?!- Dziewczyna lekko pchnęła go w pierś.
- Musiałem Shann...
- Gdyby ci powiedział, bogowie mogliby cię skrzywidzić. - Wtrąciłam się. Brian potwierdził to ruchem głowy.
- Na dodatek zacząłeś spotykać się z jakąś brudnokrwistą. - Wskazała na mnie ruchem ręki.
- Ja tu jestem! - Krzyknęłam, załamującym się głosem. Shannon z wyczekiwaniem wpatrywała się w chłopaka.
<Brian?>
Od Troy'a Cd Jack
Patrzyłem na zjawę z zapartym tchem.
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?
<Jack?>
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?
<Jack?>
poniedziałek, 6 października 2014
Od Briana Cd Rachel
- Zostaliśmy sami... - powiedziałem.
- Tak... - odparła Rachel
Spojrzałem w niebo.
- Popatrz! - wskazałem palcem na niebo. - To chyba...
- Deszcz meteorytów - weszła mi w słowo, zachwycona Rachel.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Usiądziemy?
Dziewczyna potaknęła. Usiedliśmy na ławce wtuleni do siebie, obserwując deszcz meteorów. Popatrzyłem na moją dziewczynę. Była zachwycona tym zjawiskiem. W końcu ona też na mnie popatrzyła. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez ułamek sekundy, aż w końcu zdecydowałem się wykonać pierwszy krok. Pocałowałem Rachel. Smakowała... Słodko. Całowaliśmy się przez jakiś czas, a nagle przerwał nam donośny głos.
- Co wy tu do, cholery robicie?!
Przestałem całować Rachel i spojrzałem za siebie. Stał tam wściekły Ares.
- Wiej - syknąłem do mojej dziewczyny.
Wstaliśmy z ławki i pobiegliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Rachel była oblana potem i zdyszana
- Co teraz? - zapytała.
- Do świata śmiertelników - mruknąłem.
Przebiegliśmy jeszcze trochę aż w końcu znaleźliśmy się w....
- Gdzie jesteśmy? - spytałem. Rachel pokręciła głową.
- Nie wiem - odparła.
- Brian? - usłyszałem za sobą głos. Był on dziewczęcy. Odwróciłem się. Przede mną stała wysoka blondynka o brązowych oczach. Dobrze wiedziałem kim ona jest.
- Brian? - spytała Rachel. - Kim jest ta dziewczyna?
- To moja była - odparłem.
<Rachel?>
- Tak... - odparła Rachel
Spojrzałem w niebo.
- Popatrz! - wskazałem palcem na niebo. - To chyba...
- Deszcz meteorytów - weszła mi w słowo, zachwycona Rachel.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Usiądziemy?
Dziewczyna potaknęła. Usiedliśmy na ławce wtuleni do siebie, obserwując deszcz meteorów. Popatrzyłem na moją dziewczynę. Była zachwycona tym zjawiskiem. W końcu ona też na mnie popatrzyła. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez ułamek sekundy, aż w końcu zdecydowałem się wykonać pierwszy krok. Pocałowałem Rachel. Smakowała... Słodko. Całowaliśmy się przez jakiś czas, a nagle przerwał nam donośny głos.
- Co wy tu do, cholery robicie?!
Przestałem całować Rachel i spojrzałem za siebie. Stał tam wściekły Ares.
- Wiej - syknąłem do mojej dziewczyny.
Wstaliśmy z ławki i pobiegliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Rachel była oblana potem i zdyszana
- Co teraz? - zapytała.
- Do świata śmiertelników - mruknąłem.
Przebiegliśmy jeszcze trochę aż w końcu znaleźliśmy się w....
- Gdzie jesteśmy? - spytałem. Rachel pokręciła głową.
- Nie wiem - odparła.
- Brian? - usłyszałem za sobą głos. Był on dziewczęcy. Odwróciłem się. Przede mną stała wysoka blondynka o brązowych oczach. Dobrze wiedziałem kim ona jest.
- Brian? - spytała Rachel. - Kim jest ta dziewczyna?
- To moja była - odparłem.
<Rachel?>
Od Jack Cd Brian, Troy
- Ja ci dam czary-mary. - Nysa trzepnęła go w ramię. Zachichotałam cicho.
- Ała...- Mruknął Troy, rozcierając bolące miejsce. - Możesz mnie też bić ?
- Nysa jest wpół duchem. - Wyjaśniłam.
- Serio?- Zdziwił się Troy.
- Nie musisz tego mówić wszystkim.
- Tak wyszło. - Wyszczerzyłam zęby w jej stronę. Dziewczyna przewróciła oczami, uśmiechając się pod nosem.
- Dobra. To jak? Zaczynamy?- Spytała moja przyjaciółka, rozglądając się dookoła.
- Jasne. Pójdę po resztę. - Zaczęłam iść w stronę akademika. W połowie drogi wpadłam na Briana i resztę.
- Chodźcie. Nysa już jest. - Powiedziałam, zawracając z powrotem do serca ogrodu. Przyjaciele ruszyli za mną trochę niepewnie. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam już wszystko gotowe.
- Szybko ci poszło. - Przystanęłam tuż przy krawędzi usypanego z soli pentagramu.
- Ani mi się waż go zniszczyć jak kiedyś. - Nysa pogroziła mi palcem.
- Jeden raz przez przypadek mi się zdarzyło... - Cofnęłam się o krok.
- Czyli kto w końcu się pyta?- Spytała Nysa, wyciągając świece. Zapaliła jedną z nich i podała mi. Następną podała Troy'owi i Brian'owi. Pokazała im, gdzie mają stanąć.
- Cofnijcie się. - Ostrzegłam pozostałych. W ciszy nas otaczającej, wzniósł się wysoki, czysty głos Nysy. W kręgu pojawiła się biała zjawa, przypominająca Banshee. Zadrżałam, mocniej ściskając świecę.
<Brian? Troy?>
- Ała...- Mruknął Troy, rozcierając bolące miejsce. - Możesz mnie też bić ?
- Nysa jest wpół duchem. - Wyjaśniłam.
- Serio?- Zdziwił się Troy.
- Nie musisz tego mówić wszystkim.
- Tak wyszło. - Wyszczerzyłam zęby w jej stronę. Dziewczyna przewróciła oczami, uśmiechając się pod nosem.
- Dobra. To jak? Zaczynamy?- Spytała moja przyjaciółka, rozglądając się dookoła.
- Jasne. Pójdę po resztę. - Zaczęłam iść w stronę akademika. W połowie drogi wpadłam na Briana i resztę.
- Chodźcie. Nysa już jest. - Powiedziałam, zawracając z powrotem do serca ogrodu. Przyjaciele ruszyli za mną trochę niepewnie. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam już wszystko gotowe.
- Szybko ci poszło. - Przystanęłam tuż przy krawędzi usypanego z soli pentagramu.
- Ani mi się waż go zniszczyć jak kiedyś. - Nysa pogroziła mi palcem.
- Jeden raz przez przypadek mi się zdarzyło... - Cofnęłam się o krok.
- Czyli kto w końcu się pyta?- Spytała Nysa, wyciągając świece. Zapaliła jedną z nich i podała mi. Następną podała Troy'owi i Brian'owi. Pokazała im, gdzie mają stanąć.
- Cofnijcie się. - Ostrzegłam pozostałych. W ciszy nas otaczającej, wzniósł się wysoki, czysty głos Nysy. W kręgu pojawiła się biała zjawa, przypominająca Banshee. Zadrżałam, mocniej ściskając świecę.
<Brian? Troy?>
Od Troy'a Cd Jack
- Ona wie, że duchy nic nie jedzą, prawda? - spytałem.
Wszyscy wzruszyli ramionami.
- Wiesz, że wpadłeś jej w oko? - powiedziała Kelly, a na jej twarzy wykwitł parszywy uśmiech.
- Już sobie wszystko wyjaśniliśmy - odparłem.
- Czyżby? - Brian uniósł brwi.
- Spadaj - warknąłem wstając od stołu. - Jesteście okropni.
- Nie gniewaj się na nich, Troy - powiedziała Rachel.
Prychnąłem.
- Odezwę się gdy będę w lepszym humorze - mruknąłem i wyszedłem ze stołówki.
Poszedłem do ogrodu przenikając różne rzeczy. Łaskotało. W końcu znalazłem się w sercu ogrodu. Była tam Jack, a obok nie stała drobnej budowy, brunetka. Była ubrana na czarno. Domyśliłem się, że to Nysa.
- Cześć, Troy - przywitała się ze mną Jack. - To jest moja koleżanka Nysa. Nysa to Troy.
Nysa kiwnęła głową na znak powitania.
- Ona mnie widzi? - spytałem zdziwiony.
Przyjaciółka Jack zaśmiała się ponuro.
- Gdybym nie widziała duchów, to nie mogłabym być specjalistką - odparła.
Zmieszałem się.
- Nie kłopocz Troy'a - powiedziała Jack.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Co będziesz robić? - zwróciłem się do Nysy. - Odprawisz jakieś czary-mary, czy jak?
<Jack?>
Wszyscy wzruszyli ramionami.
- Wiesz, że wpadłeś jej w oko? - powiedziała Kelly, a na jej twarzy wykwitł parszywy uśmiech.
- Już sobie wszystko wyjaśniliśmy - odparłem.
- Czyżby? - Brian uniósł brwi.
- Spadaj - warknąłem wstając od stołu. - Jesteście okropni.
- Nie gniewaj się na nich, Troy - powiedziała Rachel.
Prychnąłem.
- Odezwę się gdy będę w lepszym humorze - mruknąłem i wyszedłem ze stołówki.
Poszedłem do ogrodu przenikając różne rzeczy. Łaskotało. W końcu znalazłem się w sercu ogrodu. Była tam Jack, a obok nie stała drobnej budowy, brunetka. Była ubrana na czarno. Domyśliłem się, że to Nysa.
- Cześć, Troy - przywitała się ze mną Jack. - To jest moja koleżanka Nysa. Nysa to Troy.
Nysa kiwnęła głową na znak powitania.
- Ona mnie widzi? - spytałem zdziwiony.
Przyjaciółka Jack zaśmiała się ponuro.
- Gdybym nie widziała duchów, to nie mogłabym być specjalistką - odparła.
Zmieszałem się.
- Nie kłopocz Troy'a - powiedziała Jack.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Co będziesz robić? - zwróciłem się do Nysy. - Odprawisz jakieś czary-mary, czy jak?
<Jack?>
niedziela, 5 października 2014
Od Rachel Cd Brian
Ruszyliśmy szukać Kelly i reszty. Z jednej strony byłam zadowolona, że znaleźliśmy książkę a z drugiej było mi głupio, że wyciągnęłam Briana z dyskoteki.
- Nie jesteś na mnie zły prawda? - Spytałam cicho.
- Czemu miałbym być zły? - Zdziwił się chłopak, spoglądając na mnie.
- Bo ciebie wyciągnęłam z dyskoteki... - Zaczęłam.
- To nic. - Zaśmiał się chłopak. - Ważne, że jestem z tobą. - Objął mnie wolnym ramieniem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Chyba tam siedzą. - Wskazałam na jedną z ławek w parku.
- Chodź. - Chłopak chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę przyjaciół.
- Brian! Rachel! - Zawołała Kel, stając na równe nogi. - Zniknęliście nam...
- Tak nagle... Nikomu nie mówiąc... - Axel zaczął wkurzająco ruszać brwiami. Brian posłał mu mordercze spojrzenie, na co chłopak wyszczerzył się w jego stronę.
- Szukałam czegoś w bibliotece i Brian znalazł coś, co ci pomoże. - Wzięłam książkę i usiadłam na ławce, rozkładając sobie tomiszcze na kolanach. Delikatnie przewracałam ciemnożółte kartki, szukając odpowiedniej strony. W końcu ją znalazłam.
- Tutaj piszą, że aby "być godnym" jak to ujęłaś. - Spojrzałam na przyjaciółkę. - Musisz wykazywać się kilkoma cechami. Przede wszystkim pokorą, skromnością...
- Przecież jestem skromna. - Przerwała mi Kelly. Przypatrzyłam jej się przez chwilę. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, po czym wróciłam do książki.
- Miłość, przyjaźń, odwaga i poświęcenie. - Recytowałam dalej. - Przynajmniej tak piszą.
- Fajnie. Czyli została mi pokora i poświęcenie. - Podsumowała Kelly, wstając.
- I skromność. - Dodałam, zamykając książkę. - Przyda ci się to. - Wcisnęłam jej tomiszcze do ręki.
- Czy to ludzka skóra? - Zainteresował się Axel.
- Pewnie tak. - Odpowiedziała Kelly, ruszając w stronę Akademika. - Ja już lepiej pójdę, jeszcze poczytać. Miłego wieczoru. - Pomachała nam.
- Pójdę z tobą. - Axel pobiegł za dziewczyną. Zostałam sama z Brianem.
<Brian?>
- Nie jesteś na mnie zły prawda? - Spytałam cicho.
- Czemu miałbym być zły? - Zdziwił się chłopak, spoglądając na mnie.
- Bo ciebie wyciągnęłam z dyskoteki... - Zaczęłam.
- To nic. - Zaśmiał się chłopak. - Ważne, że jestem z tobą. - Objął mnie wolnym ramieniem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Chyba tam siedzą. - Wskazałam na jedną z ławek w parku.
- Chodź. - Chłopak chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę przyjaciół.
- Brian! Rachel! - Zawołała Kel, stając na równe nogi. - Zniknęliście nam...
- Tak nagle... Nikomu nie mówiąc... - Axel zaczął wkurzająco ruszać brwiami. Brian posłał mu mordercze spojrzenie, na co chłopak wyszczerzył się w jego stronę.
- Szukałam czegoś w bibliotece i Brian znalazł coś, co ci pomoże. - Wzięłam książkę i usiadłam na ławce, rozkładając sobie tomiszcze na kolanach. Delikatnie przewracałam ciemnożółte kartki, szukając odpowiedniej strony. W końcu ją znalazłam.
- Tutaj piszą, że aby "być godnym" jak to ujęłaś. - Spojrzałam na przyjaciółkę. - Musisz wykazywać się kilkoma cechami. Przede wszystkim pokorą, skromnością...
- Przecież jestem skromna. - Przerwała mi Kelly. Przypatrzyłam jej się przez chwilę. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, po czym wróciłam do książki.
- Miłość, przyjaźń, odwaga i poświęcenie. - Recytowałam dalej. - Przynajmniej tak piszą.
- Fajnie. Czyli została mi pokora i poświęcenie. - Podsumowała Kelly, wstając.
- I skromność. - Dodałam, zamykając książkę. - Przyda ci się to. - Wcisnęłam jej tomiszcze do ręki.
- Czy to ludzka skóra? - Zainteresował się Axel.
- Pewnie tak. - Odpowiedziała Kelly, ruszając w stronę Akademika. - Ja już lepiej pójdę, jeszcze poczytać. Miłego wieczoru. - Pomachała nam.
- Pójdę z tobą. - Axel pobiegł za dziewczyną. Zostałam sama z Brianem.
<Brian?>
sobota, 4 października 2014
Od Jack Cd Drużyna Lamy
- Po co ci duchy?- Spytałam, skubiąc paznokcie.
- Można ustalić, czego Anubis będzie chciał od Troy'a. - Odpowiedział Brian. Skrzywiłam się.
- Nie wiem, czy to coś da. Duchy raczej nie wiedzą takich rzeczy. Jeśli bardzo chcecie mogę sprowadzić moją znajomą z Walii. Całkiem nieźle się na tym zna.
- Za ile by była?- Spytała się Kelly.
- Godzinka. Max dwie. - Ruszyłam w stronę akademika. - Ale to na was wszystko zrzucę, jeśli zacznie się wydzierać. A ma bardzo, bardzo wkurzający głos. - Ostrzegłam i zaczęłam biec. Po jakiś pięciu minutach byłam na miejscu. Oddychając głęboko, usiadłam przy jednym z wolnych stolików. Udało mi się zadzwonić do Nysy, kiedy przyszła drużyna lamy.
- I jak?- Spytała się Rachel, siadając koło mnie.
- Przyjedzie. - Odpowiedziałam, wkładając do ust porcję makaronu. - Będzie za jakieś półgodziny.
- Szybko. - Zdziwił się Troy, siadając naprzeciwko.
- Powiedziałam, że to pilne. - Wyjaśniłam, odsuwając talerz do chłopaka . - Zjedz coś. Nic innego nie dostaniesz. - Dodałam, widząc jego minę. - Będę u siebie, szukając jeszcze czegoś przydatnego. - Wstałam i wyszłam ze stołówki.
<Drużyno Lamy?>
- Można ustalić, czego Anubis będzie chciał od Troy'a. - Odpowiedział Brian. Skrzywiłam się.
- Nie wiem, czy to coś da. Duchy raczej nie wiedzą takich rzeczy. Jeśli bardzo chcecie mogę sprowadzić moją znajomą z Walii. Całkiem nieźle się na tym zna.
- Za ile by była?- Spytała się Kelly.
- Godzinka. Max dwie. - Ruszyłam w stronę akademika. - Ale to na was wszystko zrzucę, jeśli zacznie się wydzierać. A ma bardzo, bardzo wkurzający głos. - Ostrzegłam i zaczęłam biec. Po jakiś pięciu minutach byłam na miejscu. Oddychając głęboko, usiadłam przy jednym z wolnych stolików. Udało mi się zadzwonić do Nysy, kiedy przyszła drużyna lamy.
- I jak?- Spytała się Rachel, siadając koło mnie.
- Przyjedzie. - Odpowiedziałam, wkładając do ust porcję makaronu. - Będzie za jakieś półgodziny.
- Szybko. - Zdziwił się Troy, siadając naprzeciwko.
- Powiedziałam, że to pilne. - Wyjaśniłam, odsuwając talerz do chłopaka . - Zjedz coś. Nic innego nie dostaniesz. - Dodałam, widząc jego minę. - Będę u siebie, szukając jeszcze czegoś przydatnego. - Wstałam i wyszłam ze stołówki.
<Drużyno Lamy?>
Od Briana Cd Drużyna Lamy, Jack
- Nie zabij mnie - ostrzegł mnie Axel. - Jeśli to zrobisz, będę nawiedzał cię w snach.
Uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Spróbuję, ale nic nie poradzę - odparłem.
- Walczmy - warknął Pyskacz.
Axel natarł na mnie i zaatakował pierwszy. Odparowałem jego cios bez trudu.
- Postarałbyś się - powiedziałem z uśmiechem.
Walczyliśmy przez dłuższy czas aż w końcu udało mi się go pokonać. Axel upadł na piach.
- Wygrałem - oznajmiłem z uśmiechem.
- Gratulację - mruknął.
Podałem mu dłoń by wstał.
- Gratulacje dla zwycięzców! - usłyszałem donośny, znudzony głos Aresa. - Kelly Night, Darkness Gloom, Brain Gormack i Jacqueline Mayo! Stawcie się tu jutro o tej samej godzinie! A teraz, rozejść się!
Razem z Axelem podszedłem do przyjaciół.
- Dobrze wam poszło - uśmiechnąłem się do nich.
- Tak - przyznała Kelly. - Ale następnym razem, Cameron będzie się musiał bardziej postarać.
- Teraz będziesz ze mnie szydzić? - spytał.
- No oczywiście - Kel uśmiechnęła się szelmowsko. - Dobra, skoro już skończyliśmy to... Idziemy na obiad?
Wszyscy spojrzeliśmy na dziewczynę.
- No co? - mruknęła. - Głodna jestem.
- W to nie wątpię - powiedziałem. - Chodźmy. Potem... Trzeba coś wymyślić.
Kelly przekrzywiła głowę, ale chyba wiedziała co mam na myśli.
- Okej... - zaczęła Jack. - Rachel! - pomachała jej, dając wyraźny znak by razem z Troy'em tu podeszli.
Byli po chwili.
- Idziemy na obiad - oznajmiłem. - Potem będzie trzeba iść do biblioteki. Można jeszcze spróbować się skontaktować z jakimiś duchami. Wtedy podzielilibyśmy się na grupy. Odpowiada wam taki plan?
<Lamy? Jack?
Uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Spróbuję, ale nic nie poradzę - odparłem.
- Walczmy - warknął Pyskacz.
Axel natarł na mnie i zaatakował pierwszy. Odparowałem jego cios bez trudu.
- Postarałbyś się - powiedziałem z uśmiechem.
Walczyliśmy przez dłuższy czas aż w końcu udało mi się go pokonać. Axel upadł na piach.
- Wygrałem - oznajmiłem z uśmiechem.
- Gratulację - mruknął.
Podałem mu dłoń by wstał.
- Gratulacje dla zwycięzców! - usłyszałem donośny, znudzony głos Aresa. - Kelly Night, Darkness Gloom, Brain Gormack i Jacqueline Mayo! Stawcie się tu jutro o tej samej godzinie! A teraz, rozejść się!
Razem z Axelem podszedłem do przyjaciół.
- Dobrze wam poszło - uśmiechnąłem się do nich.
- Tak - przyznała Kelly. - Ale następnym razem, Cameron będzie się musiał bardziej postarać.
- Teraz będziesz ze mnie szydzić? - spytał.
- No oczywiście - Kel uśmiechnęła się szelmowsko. - Dobra, skoro już skończyliśmy to... Idziemy na obiad?
Wszyscy spojrzeliśmy na dziewczynę.
- No co? - mruknęła. - Głodna jestem.
- W to nie wątpię - powiedziałem. - Chodźmy. Potem... Trzeba coś wymyślić.
Kelly przekrzywiła głowę, ale chyba wiedziała co mam na myśli.
- Okej... - zaczęła Jack. - Rachel! - pomachała jej, dając wyraźny znak by razem z Troy'em tu podeszli.
Byli po chwili.
- Idziemy na obiad - oznajmiłem. - Potem będzie trzeba iść do biblioteki. Można jeszcze spróbować się skontaktować z jakimiś duchami. Wtedy podzielilibyśmy się na grupy. Odpowiada wam taki plan?
<Lamy? Jack?
Subskrybuj:
Posty (Atom)