Spochmurniałam.
- Tule, że ja nic nie umiem. Nic. Zero.
- Na pewno nie jest tak źle... - próbował mnie pocieszyć.
- Kiedyś próbowałam zabić muchę i mało co nie zabiłam siebie.
- To faktycznie może być problem - zauważyła kucharkę, która stawia miskę jakiś ciastek. Brian wyciągnął po nie rękę, jednak kobieta pacnęła go dłonią.
- Daj dziewczynie zjeść pierwszej Nie widzisz, jak blada? - spytała, wskazują na mnie kościstym paluchem.
- Nie jestem głodna - kąciki ust mimowolnie uniosły mi się do góry na widok naburmuszonego chłopaka.
- Jedz - kucharka podetknęła mi miskę pod nos. Posłusznie wzięłam jedno czekoladowe ciastko i zaczęłam je powolutku skubać. Było całkiem dobre. Brian wyciągał rękę po chyba piąte a ja jeszcze nie byłam w połowie.
- To co? Chcesz poćwiczyć? - spytał, kiedy opróżnił już miskę.
- Jak mnie nie zabijesz - chwyciłam naczynie i odniosłam do kuchni. Potem razem z Brianem udałam się na arenę. Nie było nikogo. Na szczęście. Nie chciałam, by ktoś widział tą porażkę. Chłopak pomógł mi dobrać miecz i pokazał parę w miarę łatwych ruchów. Ostrze jednak nadal ciążyło mi ku dołowi. Po jakiejś godzinie zaczął boleć mnie nadgarstek.
- Możemy przerwać na dziś? - spytałam, prawie wypuszczając klingę dłoni.
- Już się zmęczyłaś? - zdziwił się.
- Zobaczymy co powiesz, kiedy będziesz musiał stać na puentach dwie godziny - mruknęłam, odkładając miecz.
- Dlatego nie tańczę.
- Czyli gdyby nie to, to biegałbyś w rajtuzach po scenie? - spytałam z uśmieszkiem.
<Brian xd?>
sobota, 31 maja 2014
Od Briana Cd Rachel
- Oczywiście, że nie - odparłem. Rachel uniosła brew.
- Czyżby?
- Tak. Przyszedłem bo jestem głodny.
- Zazwyczaj przychodzi kilka razy dziennie - powiedziała kucharka. - Dziś był tylko cztery.
- Ile dni jesteś w Akademii? - spytała dziewczyna.
- A ja wiem - wzruszyłem ramionami. - Chyba z tydzień. Ty przyjechałaś dziś, prawda?
- Tak. Dzisiaj. Ogólnie planem by tutaj przetrwać było zaszycie się w bibliotece...
Uśmiechnąłem się.
- Ale niestety są lekcje walki. Dla kogoś kto ich nie lubi, będzie to istną katorgą.
- Niestety - Rachel westchnęła. - Zwłaszcza teraz.
- Boję się, że Ares się na ciebie uweźmie. Nikogo nie faworyzuje, ale lubi mieć kozła ofiarnego.
- I oczywiście musiało wypaść na mnie. Dlaczego muszę mieć takiego pecha?
- Tylko, że to on jest moim ojcem - mruknąłem. Dziewczyna trochę się rozpromieniła.
- Może jednak nie mam tak źle.
- Pewnie, że nie - szturchnąłem ją przyjacielsko. - Ktoś musi cię podszkolić.
<Rachel?>
- Czyżby?
- Tak. Przyszedłem bo jestem głodny.
- Zazwyczaj przychodzi kilka razy dziennie - powiedziała kucharka. - Dziś był tylko cztery.
- Ile dni jesteś w Akademii? - spytała dziewczyna.
- A ja wiem - wzruszyłem ramionami. - Chyba z tydzień. Ty przyjechałaś dziś, prawda?
- Tak. Dzisiaj. Ogólnie planem by tutaj przetrwać było zaszycie się w bibliotece...
Uśmiechnąłem się.
- Ale niestety są lekcje walki. Dla kogoś kto ich nie lubi, będzie to istną katorgą.
- Niestety - Rachel westchnęła. - Zwłaszcza teraz.
- Boję się, że Ares się na ciebie uweźmie. Nikogo nie faworyzuje, ale lubi mieć kozła ofiarnego.
- I oczywiście musiało wypaść na mnie. Dlaczego muszę mieć takiego pecha?
- Tylko, że to on jest moim ojcem - mruknąłem. Dziewczyna trochę się rozpromieniła.
- Może jednak nie mam tak źle.
- Pewnie, że nie - szturchnąłem ją przyjacielsko. - Ktoś musi cię podszkolić.
<Rachel?>
Od Rachel Cd Brian
- Przykro mi z powodu rozstania. - powiedziałam tylko. Przez chwilę staliśmy w ciszy - Muszę się przygotować na jutro. Do zobaczenia - zamknęłam mu drzwi przed nosem. Podłączyłam telefon do ładowarki. 7 nieodebranych. Wszystkie od taty. I chyba z 10 wiadomości od Sam, zdrowo rąbniętej przyjaciółki. Oddzwoniłam do ojca, uspokajając do, że nic mi nie jest i tak dalej. Pierwsze pytania Sam dotyczyły oczywiście chłopaków. Te zignorowałam. Inaczej. Wszystkie 10 dotyczyły chłopaków. Przewróciłam oczami, usuwając je po kolei. Przeglądnęłam jutrzejsze zajęcia. Tutaj też są nauki ścisłe? O matko... Za co? Nigdy nie przepadałam za matmą ani chemią. A fizyka to ogólnie zło. Ogólnie to nawet nie jest źle. Najbardziej chyba martwiła mnie lekcja walki... Z Aresem. Umrę jak nic. Ciekawe, czy jest tutaj kuchnia? Wyszłam by to sprawdzić. Weszłam do przestronnej jadalni. Wszędzie było pełno stołów. Przeszłam na drugi koniec pomieszczenia, tuż pod duże, stalowe drzwi. Niepewnie je otworzyłam. Za nimi znajdowała się nowoczesna i duża kuchnia. Uśmiechnęłam się pod nosem, wchodząc do środka. Rozejrzałam się dookoła.
- Czegoś tutaj szukasz? - spytał ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam młodą kobietę.
- Ja tylko chciałam zobaczyć czy tutaj jest kuchnia - powiedziałam, wbijając wzrok w podłogę.
- Jak widzisz jest. A co?
- Nic. Tylko lubię czasami coś upiec i zastanawiam się czy nie było by problemem, gdyby...
- Żadnego problemu kochana - kobieta objęła mnie opiekuńczo ramieniem. Wyślizgnęłam się z jej uścisku.
- Dziękuję - pisnęłam, szybko wychodząc do jadalni. Przy stole ktoś siedział.
- Czy ty mnie śledzisz? - spytałam, siadając naprzeciwko Briana.
<Brian? Tłumacz się xd>
- Czegoś tutaj szukasz? - spytał ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam młodą kobietę.
- Ja tylko chciałam zobaczyć czy tutaj jest kuchnia - powiedziałam, wbijając wzrok w podłogę.
- Jak widzisz jest. A co?
- Nic. Tylko lubię czasami coś upiec i zastanawiam się czy nie było by problemem, gdyby...
- Żadnego problemu kochana - kobieta objęła mnie opiekuńczo ramieniem. Wyślizgnęłam się z jej uścisku.
- Dziękuję - pisnęłam, szybko wychodząc do jadalni. Przy stole ktoś siedział.
- Czy ty mnie śledzisz? - spytałam, siadając naprzeciwko Briana.
<Brian? Tłumacz się xd>
Od Briana Cd Rachel
Popatrzyłem na Rachel.
- Ćwiczyłaś balet? - spytałem w końcu.
- Wow. Nie wiedziałam, że taka osoba jak ty...
- Się na tym zna - dokończyłem za nią. - Owszem. Znam się na tym, ale na szczęście nigdy nie tańczyłem.
- To skąd tyle wiesz? - zapytała dziewczyna ciekawa.
- Tak jakoś - westchnąłem. - Apollo.
Rachel zmarszczyła brwi.
- Proszę?
- Apollo. On nauczyła mnie poezji, śpiewu i innych dyrdymałów.
- A ojciec nie szkolił cię na zabójcę? - dopytywała się.
- Afrodyta. Jeśli mam być taki brutalny to żebym chociaż znał też kilka innych rzeczy. I tak ściągnęła kilku bogów by mnie nauczyli, nauczalnych rzeczy.
- Trochę pogmatwane - stwierdziła.
- Właśnie, że nie. Miałem tylko sporo na głowie w dzieciństwie. Z dużym naciskiem na sporo.
- A teraz?
- Mieszkam - chrząknąłem. - Mieszkałem z dziewczyną. Rozstaliśmy się jak przylazł Hermes i oznajmił, że trafię do Akademii.
- Wiedziała kim jesteś? - zdziwiła się Rachel. Pokręciłem głową.
- Nie. Mimo iż była moją dziewczyną i ją kochałem, to nie mogła wiedzieć. Byłoby to dla niej niebezpieczne. I to bardzo. Jednak może teraz jest lepiej. Może znajdę kogoś podobnego do siebie.
<Rachel? Nie znudziły cię wyznania? xD>
- Ćwiczyłaś balet? - spytałem w końcu.
- Wow. Nie wiedziałam, że taka osoba jak ty...
- Się na tym zna - dokończyłem za nią. - Owszem. Znam się na tym, ale na szczęście nigdy nie tańczyłem.
- To skąd tyle wiesz? - zapytała dziewczyna ciekawa.
- Tak jakoś - westchnąłem. - Apollo.
Rachel zmarszczyła brwi.
- Proszę?
- Apollo. On nauczyła mnie poezji, śpiewu i innych dyrdymałów.
- A ojciec nie szkolił cię na zabójcę? - dopytywała się.
- Afrodyta. Jeśli mam być taki brutalny to żebym chociaż znał też kilka innych rzeczy. I tak ściągnęła kilku bogów by mnie nauczyli, nauczalnych rzeczy.
- Trochę pogmatwane - stwierdziła.
- Właśnie, że nie. Miałem tylko sporo na głowie w dzieciństwie. Z dużym naciskiem na sporo.
- A teraz?
- Mieszkam - chrząknąłem. - Mieszkałem z dziewczyną. Rozstaliśmy się jak przylazł Hermes i oznajmił, że trafię do Akademii.
- Wiedziała kim jesteś? - zdziwiła się Rachel. Pokręciłem głową.
- Nie. Mimo iż była moją dziewczyną i ją kochałem, to nie mogła wiedzieć. Byłoby to dla niej niebezpieczne. I to bardzo. Jednak może teraz jest lepiej. Może znajdę kogoś podobnego do siebie.
<Rachel? Nie znudziły cię wyznania? xD>
Od Rachel Cd Brian
Prawie jak z "Gwiezdnych Wojen". Tyle, że bez uciętej ręki. Skinęłam lekko głową, również podnosząc się na nogi, otrzepując spodnie.
- To moja wina. - powiedziałam cicho, próbując patrzeć w oczy Aresa - Przepraszam. To się więcej nie powtórzy - walczyłam z sobą, by nie spuszczać wzroku. W końcu jednak nie wytrzymałam, ponownie wracając do swoich tenisówek. Pozwoliłam by włosy ponownie zasłoniły mnie przed światem - Lepiej już pójdę - szepnęłam, odwracając się i odchodząc w stronę akademiku. Wetknęłam ręce do kieszeni swetra, rozkoszując się pogodą. Mam nadzieję, że jeszcze dam radę kiedyś spojrzeć komukolwiek w oczy. Ostrożnie przekroczyłam próg budynku. Tym razem na nikogo nie wpadłam. Cicho przeszłam do swojego pokoju. Otaczała mnie cisza. Wyciągnęłam mp3 z torby podręcznej i podłączyłam do przenośnego głośnika. Otoczyły mnie ciche nuty "Jeziora Łabędziego". Rozpakowując się do końca, odruchowo wykonywałam jakiś krok. Tyle lat baletu... To były tortury. Przyjemne tortury. Lubiłam czuć, kiedy rozciągałam mięśnie do granic możliwości. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ściszyłam. Przed drzwiami stał oczywiście dobrze znany mi Brian.
- Tak? - spytałam. przyglądał mi się uważnie. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nadal stoję prawie na palcach. Opuściłam się powoli na ziemię.
<Brian?>
- To moja wina. - powiedziałam cicho, próbując patrzeć w oczy Aresa - Przepraszam. To się więcej nie powtórzy - walczyłam z sobą, by nie spuszczać wzroku. W końcu jednak nie wytrzymałam, ponownie wracając do swoich tenisówek. Pozwoliłam by włosy ponownie zasłoniły mnie przed światem - Lepiej już pójdę - szepnęłam, odwracając się i odchodząc w stronę akademiku. Wetknęłam ręce do kieszeni swetra, rozkoszując się pogodą. Mam nadzieję, że jeszcze dam radę kiedyś spojrzeć komukolwiek w oczy. Ostrożnie przekroczyłam próg budynku. Tym razem na nikogo nie wpadłam. Cicho przeszłam do swojego pokoju. Otaczała mnie cisza. Wyciągnęłam mp3 z torby podręcznej i podłączyłam do przenośnego głośnika. Otoczyły mnie ciche nuty "Jeziora Łabędziego". Rozpakowując się do końca, odruchowo wykonywałam jakiś krok. Tyle lat baletu... To były tortury. Przyjemne tortury. Lubiłam czuć, kiedy rozciągałam mięśnie do granic możliwości. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Ściszyłam. Przed drzwiami stał oczywiście dobrze znany mi Brian.
- Tak? - spytałam. przyglądał mi się uważnie. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nadal stoję prawie na palcach. Opuściłam się powoli na ziemię.
<Brian?>
Od Briana Cd Rachel
- Nie - powiedziałem i usiadłem koło niej. Rachel otarła łzę.
- Wybacz - szepnęła.
- Dlaczego uciekłaś? - spytałem.
- Teraz?
- Nie. Wcześniej. Co się wtedy stało - naciskałem na nią, ale miałem wrażenie, że to zły pomysł, a Rachel popłacze się bardziej.
- Więc... - wydukała przez łzy. - Poczułam mocny ścisk w żołądku. Zawsze tak mam gdy wyczuwam jak komuś ma się coś stać.
Uniosłem brew.
- I wyczułaś, że mi się coś stanie? - zapytałem by być pewny.
Dziewczyna potaknęła.
- Ciekawe, wiesz. I to bardzo. Może opowiesz mi o sobie?
- Ja? - spytała cicho.
- Tak. Ty - uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Jestem półboginią. Moją matką jest Nemezis, a ojciec jest profesorem na uniwersytecie. Ma na imię Johnatan Verne.
Zauważyłem, że Rachel już nie płacze. Była tylko trochę spięta.
- Teraz twoja kolej - powiedziała.
- Co?
- Opowiedz mi coś o... - nie dokończyła bo dało się usłyszeć głośny krzyk.
- Brian!
- Nie dobrze.
Przez jedną z uliczek szła bardzo wysoka postać w pełnej greckiej zbroi. Była coraz bliżej.
- Ares - szepnęła Rachel.
- Tak, wiem.
Stał już przed nami. Zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
- Jak możesz uciec z pola bitwy? Przecież nie tego cię uczyłem!
Wstałem. Nie byłem tak wysoki jak ojciec, ale jednak wysoki.
- Nie uciekłem z pola walki. Przecież skończyliśmy.
- Zawsze walczy się do rozlewu krwi mój synu. Dobrze o tym wiesz.
- Twoim ojcem jest Ares? - zapytała cicho dziewczyna. Spojrzałem na nią.
Westchnąłem.
- Tak. On jest moim ojcem.
<Rachel?>
- Wybacz - szepnęła.
- Dlaczego uciekłaś? - spytałem.
- Teraz?
- Nie. Wcześniej. Co się wtedy stało - naciskałem na nią, ale miałem wrażenie, że to zły pomysł, a Rachel popłacze się bardziej.
- Więc... - wydukała przez łzy. - Poczułam mocny ścisk w żołądku. Zawsze tak mam gdy wyczuwam jak komuś ma się coś stać.
Uniosłem brew.
- I wyczułaś, że mi się coś stanie? - zapytałem by być pewny.
Dziewczyna potaknęła.
- Ciekawe, wiesz. I to bardzo. Może opowiesz mi o sobie?
- Ja? - spytała cicho.
- Tak. Ty - uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Jestem półboginią. Moją matką jest Nemezis, a ojciec jest profesorem na uniwersytecie. Ma na imię Johnatan Verne.
Zauważyłem, że Rachel już nie płacze. Była tylko trochę spięta.
- Teraz twoja kolej - powiedziała.
- Co?
- Opowiedz mi coś o... - nie dokończyła bo dało się usłyszeć głośny krzyk.
- Brian!
- Nie dobrze.
Przez jedną z uliczek szła bardzo wysoka postać w pełnej greckiej zbroi. Była coraz bliżej.
- Ares - szepnęła Rachel.
- Tak, wiem.
Stał już przed nami. Zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
- Jak możesz uciec z pola bitwy? Przecież nie tego cię uczyłem!
Wstałem. Nie byłem tak wysoki jak ojciec, ale jednak wysoki.
- Nie uciekłem z pola walki. Przecież skończyliśmy.
- Zawsze walczy się do rozlewu krwi mój synu. Dobrze o tym wiesz.
- Twoim ojcem jest Ares? - zapytała cicho dziewczyna. Spojrzałem na nią.
Westchnąłem.
- Tak. On jest moim ojcem.
<Rachel?>
Od Rachel Cd Brian
- Rachel - niepewnie ścisnęłam dłoń chłopaka. I wtedy się stało. Poczułam mocny ścisk w żołądku. Źle. Bardzo źle.
- Coś nie tak? - spytał, nawet przyjaźnie brzmiącym tonem.
- Uważaj na siebie - szepnęłam tylko, odwracając się na pięcie.
- Co?! - zawołał rozdrażniony. Jednak ja weszłam do swojego pokoju. Oparłam się plecami o zamknięte drzwi, nasłuchując kroków chłopaka. Chyba jednak sobie dopuścił. Popatrzyłam na pokój. Nadal był tak samo wielki. Na łóżku w kącie leżała moja skromna walizka. Podeszłam do niej i zaczęłam się powoli rozpakowywać. Rzeczy nie zajęły nawet połowy wielkiej szafy. Jakoś nigdy nie lubiłam zakupów (dzięki tato...). Przeszłam do całkiem skromnej łazienki. Rozpakowałam parę kosmetyków i ponownie wróciłam do pokoju głównego. Na razie i tak nie mam nic do roboty. Postanowiłam się ponownie przejść. Ubrałam biały, miękki sweter, z ulga wychodząc na dwór. Zanurzyłam się w ogród. Po paru minutach jednak, ciszę przerwały odgłosy walki. Więc tutaj jest Arena... Ostrożnie otworzyłam drzwi. Brian walczył tam z jakimś facetem. Wyglądali na dość zmęczonych. Stali całkiem daleko ode mnie, jednak widziałam dokładnie każdy ruch. I znowu ten ścisk w żołądku. Coś się wydarzy. Tylko ja widziałam jak nieubłaganie ostrze kieruje się w nieosłonięty bok chłopaka. Udało mi się jedynie krzyknąć. Miecz przesunął się trochę, o parę centymetrów mijając Briana. Mężczyzna zaczął na mnie krzyczeć.
- Co ty tutaj robisz?! - podbiegł do mnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to Ares. Spuściłam głowę, zastanawiając się nad szybką ucieczką - Kto ci pozwolił wejść?
- Ja... - zaczęłam niepewnie, wpatrując się w moje tenisówki. Bałam się jak nigdy wcześniej.
- Patrz na mnie, jak mówisz! - krzyknął ponownie bóg. Zaczęły mi się trząść ręce. Zrobiłam jedyne, co uważałam za słuszne. Zwiałam. Wybiegłam i skierowałam się do serca ogrodu. Po policzkach ciekły mi łzy. Jaki ze mnie mazgaj... Usiadłam na schodach otaczających figurę anioła. Spróbowałam się jakoś opanować. Co jakiś czas ocierałam łzę z i tak mokrego już policzka. Znowu miałam ten straszny ścisk w żołądku. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Rozładował się. Potrzebowałam usłyszeć kojący głos taty, uspokoić się trochę. Do końca szkoły będę zapamiętana jako rycząca z byle powodu. Moje przemyślenia przerwały czyjeś kroki.
- Idź sobie - mruknęłam na widok Briana.
Brian?
- Coś nie tak? - spytał, nawet przyjaźnie brzmiącym tonem.
- Uważaj na siebie - szepnęłam tylko, odwracając się na pięcie.
- Co?! - zawołał rozdrażniony. Jednak ja weszłam do swojego pokoju. Oparłam się plecami o zamknięte drzwi, nasłuchując kroków chłopaka. Chyba jednak sobie dopuścił. Popatrzyłam na pokój. Nadal był tak samo wielki. Na łóżku w kącie leżała moja skromna walizka. Podeszłam do niej i zaczęłam się powoli rozpakowywać. Rzeczy nie zajęły nawet połowy wielkiej szafy. Jakoś nigdy nie lubiłam zakupów (dzięki tato...). Przeszłam do całkiem skromnej łazienki. Rozpakowałam parę kosmetyków i ponownie wróciłam do pokoju głównego. Na razie i tak nie mam nic do roboty. Postanowiłam się ponownie przejść. Ubrałam biały, miękki sweter, z ulga wychodząc na dwór. Zanurzyłam się w ogród. Po paru minutach jednak, ciszę przerwały odgłosy walki. Więc tutaj jest Arena... Ostrożnie otworzyłam drzwi. Brian walczył tam z jakimś facetem. Wyglądali na dość zmęczonych. Stali całkiem daleko ode mnie, jednak widziałam dokładnie każdy ruch. I znowu ten ścisk w żołądku. Coś się wydarzy. Tylko ja widziałam jak nieubłaganie ostrze kieruje się w nieosłonięty bok chłopaka. Udało mi się jedynie krzyknąć. Miecz przesunął się trochę, o parę centymetrów mijając Briana. Mężczyzna zaczął na mnie krzyczeć.
- Co ty tutaj robisz?! - podbiegł do mnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to Ares. Spuściłam głowę, zastanawiając się nad szybką ucieczką - Kto ci pozwolił wejść?
- Ja... - zaczęłam niepewnie, wpatrując się w moje tenisówki. Bałam się jak nigdy wcześniej.
- Patrz na mnie, jak mówisz! - krzyknął ponownie bóg. Zaczęły mi się trząść ręce. Zrobiłam jedyne, co uważałam za słuszne. Zwiałam. Wybiegłam i skierowałam się do serca ogrodu. Po policzkach ciekły mi łzy. Jaki ze mnie mazgaj... Usiadłam na schodach otaczających figurę anioła. Spróbowałam się jakoś opanować. Co jakiś czas ocierałam łzę z i tak mokrego już policzka. Znowu miałam ten straszny ścisk w żołądku. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Rozładował się. Potrzebowałam usłyszeć kojący głos taty, uspokoić się trochę. Do końca szkoły będę zapamiętana jako rycząca z byle powodu. Moje przemyślenia przerwały czyjeś kroki.
- Idź sobie - mruknęłam na widok Briana.
Brian?
Od Briana Cd Rachel
Przechodząc przez akademik kląłem na ojca za to, że mnie tutaj sprowadził. Po co mu to było?! Przecież i tak się mną nie interesuje, tak samo jak Afrodyt!. Mogli mnie zostawić tam gdzie byłem! Miałem prace, mieszkanie i dziewczynę. Ale nie! Oni musieli wszystko spieprzyć! Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę! Nic mi nie było! Nagle musiał zacząć się mną interesować! Bo jak było mi ciężko, to nawet nie chciał mnie znać! Też mi ojciec. Nawet nie zasłużył na takie miano!
Byłem cały sfrustrowany przez co paliło mnie coś od środka. Wiadomo, że nie powinno się przezywać bogów, ale on jest moim ojcem. To taka rodzinna kłótnia, która może zakończyć się śmiercią jednego z nas. Nic specjalnego.
Chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Wpadła na mnie jakaś dziewczyna. Po prostu dzień idealny! Miałem się na nią wydrzeć i powiedzieć coś w stylu: ,,jak łazisz?!" i iść dalej nie zwracając na nią uwagi, ale ona odezwała się pierwsza.
- Sorka - pisnęła i opuściła głowę w dół. Ruszyła w głąb korytarza. Zrobiło mi się trochę głupio. Wyczułem jej strach. Trochę się przestraszyła.
- Zaczekaj! - zawołałem za nią. Ona stanęła jakoś tak sztywno i niepewnie.
- Tak? - spytała. Dalej miała głowę opuszczoną w dół.
- Wybacz - to słowo ledwie przeszło mi przez gardło, ale bała się mnie. Musiałem coś zrobić.
- Nie, to ja przepraszam - wykrztusiła i popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się.
- Jestem Brian - starałem się by mój ton brzmiał przyjaźnie. Wyciągnąłem do niej rękę. - A ty jak masz na imię?
<Rachel?>
Byłem cały sfrustrowany przez co paliło mnie coś od środka. Wiadomo, że nie powinno się przezywać bogów, ale on jest moim ojcem. To taka rodzinna kłótnia, która może zakończyć się śmiercią jednego z nas. Nic specjalnego.
Chwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi. Wpadła na mnie jakaś dziewczyna. Po prostu dzień idealny! Miałem się na nią wydrzeć i powiedzieć coś w stylu: ,,jak łazisz?!" i iść dalej nie zwracając na nią uwagi, ale ona odezwała się pierwsza.
- Sorka - pisnęła i opuściła głowę w dół. Ruszyła w głąb korytarza. Zrobiło mi się trochę głupio. Wyczułem jej strach. Trochę się przestraszyła.
- Zaczekaj! - zawołałem za nią. Ona stanęła jakoś tak sztywno i niepewnie.
- Tak? - spytała. Dalej miała głowę opuszczoną w dół.
- Wybacz - to słowo ledwie przeszło mi przez gardło, ale bała się mnie. Musiałem coś zrobić.
- Nie, to ja przepraszam - wykrztusiła i popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się.
- Jestem Brian - starałem się by mój ton brzmiał przyjaźnie. Wyciągnąłem do niej rękę. - A ty jak masz na imię?
<Rachel?>
Od Kelly Cd Darkness
Walczyłam. Z każdej strony nadciągali przeciwnicy. Jak dotąd udało mi się odparować ich ciosy, jednak było ich zbyt wielu. Przywołałam burzę. Kilka osób uderzył piorun. Reszta dalej na mnie szła. Podbiegłam do jednego i zrobiłam wślizg między jego nogami. Stanęłam szybko i wbiłam mu sztylet w plecy. Tłum szalał. Sięgnęłam do pochwy po miecz, ale poczułam czyjąś dłoń na ramieniu...
Obudziłam się. Przede mną stała moja matka.
- Czemu mnie obudziłaś - powiedziałam przeciągając każdą literę. Ona tego nienawidziła.
- Już ranek - odparła. Uniosłam brew i dałam sobie poduszkę na twarz. - Wstawaj. Musisz jechać - potrząsnęła mną.
- Nie che mi się - mruknęłam.
- Musisz. Czas jechać do akademii. Na pewno spotkasz kogoś kto także będzie uwielbiał walki i to co ty.
Ściągnęłam jaśka z głowy.
- Niezbyt przekonujące, ale dobrze.
Matka uśmiechnęła się i wyszła. Ja wstałam niechętnie i poszłam do toalety. Szybko się umyłam, uczesałam, a na sam koniec przebrałam. Po jakimś czasie wyszłam z pokoju.
- Mamo gdzie tata? - zapytałam.
- Czeka na ciebie w holu - odparła.
Skinęłam głową.
- Cześć mamo - pożegnałam się z nią.
- Pa.
Odeszłam, by po chwili ujrzeć mojego ojca, Lokiego i Darkness
- Witaj tato - uśmiechnęłam się do Thora.
- Pożegnałaś się z matką? -zapytał.
- Oczywiście. Hej wujku, hej Drekaness.
- Darkness - poprawiła mnie kuzynka.
Otoczyła nas mgła, zbyt gęsta, by wzrok kogo kogokolwiek się przez nią przedarł. Opadła, a ja zamrugałam. Przed nami stała Akademia.
- Naprawdę muszę tam iść? - zapytałam Thora, chociaż wiedziałam, że jak się uprze to nie będzie sprzeciwu. Teraz było tak samo. Posłał mi tylko chłodne spojrzenie.
Westchnęłam.
Ojciec i Loki odprowadzili nas do akademika, a potem sobie gdzieś poleźli zostawiając mnie z Darkness.
Bez słowa odnalazłyśmy swoje pokoje, które na były na przeciwko siebie. Weszłam do pokoju.
Nie zrobił na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. W Asgardzie pokoje są ze sto razy większe. A tu to była jakaś mała klita. Jak Midgardczycy - pomyślałam.
Zaczęłam się rozpakowywać. I wtedy jednak pokoik wydał się większy. Zostało mi jeszcze trochę miejsca, które na pewno się przyda.
Wyszłam z pokoju. Przed swoim stała Darkness.
<Darkness?>
Obudziłam się. Przede mną stała moja matka.
- Czemu mnie obudziłaś - powiedziałam przeciągając każdą literę. Ona tego nienawidziła.
- Już ranek - odparła. Uniosłam brew i dałam sobie poduszkę na twarz. - Wstawaj. Musisz jechać - potrząsnęła mną.
- Nie che mi się - mruknęłam.
- Musisz. Czas jechać do akademii. Na pewno spotkasz kogoś kto także będzie uwielbiał walki i to co ty.
Ściągnęłam jaśka z głowy.
- Niezbyt przekonujące, ale dobrze.
Matka uśmiechnęła się i wyszła. Ja wstałam niechętnie i poszłam do toalety. Szybko się umyłam, uczesałam, a na sam koniec przebrałam. Po jakimś czasie wyszłam z pokoju.
- Mamo gdzie tata? - zapytałam.
- Czeka na ciebie w holu - odparła.
Skinęłam głową.
- Cześć mamo - pożegnałam się z nią.
- Pa.
Odeszłam, by po chwili ujrzeć mojego ojca, Lokiego i Darkness
- Witaj tato - uśmiechnęłam się do Thora.
- Pożegnałaś się z matką? -zapytał.
- Oczywiście. Hej wujku, hej Drekaness.
- Darkness - poprawiła mnie kuzynka.
Otoczyła nas mgła, zbyt gęsta, by wzrok kogo kogokolwiek się przez nią przedarł. Opadła, a ja zamrugałam. Przed nami stała Akademia.
- Naprawdę muszę tam iść? - zapytałam Thora, chociaż wiedziałam, że jak się uprze to nie będzie sprzeciwu. Teraz było tak samo. Posłał mi tylko chłodne spojrzenie.
Westchnęłam.
Ojciec i Loki odprowadzili nas do akademika, a potem sobie gdzieś poleźli zostawiając mnie z Darkness.
Bez słowa odnalazłyśmy swoje pokoje, które na były na przeciwko siebie. Weszłam do pokoju.
Nie zrobił na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. W Asgardzie pokoje są ze sto razy większe. A tu to była jakaś mała klita. Jak Midgardczycy - pomyślałam.
Zaczęłam się rozpakowywać. I wtedy jednak pokoik wydał się większy. Zostało mi jeszcze trochę miejsca, które na pewno się przyda.
Wyszłam z pokoju. Przed swoim stała Darkness.
<Darkness?>
Od Rachel Cd Brian
Spokojnym krokiem przemierzałam cichy korytarz szkolny. Z tego co wiedziałam, byłam na razie tylko ja. Mam nadzieję, że niedługo ktoś przyjdzie. Już zaczynałam się tutaj czuć jak w domu. No prawie. Brakowało mi wszech obecnego, słodkiego zapachu z fajki ojca. Oraz książek. Mnóstwa książek. Była tutaj imponująca biblioteka, całkiem nieźle zaopatrzona. Ale i tak nie mogła równać się z Archiwum Uniwersyteckim, gdzie czasem tata mnie zabierał. Lubiłam wtedy usiąść w spokoju, z termosem kawy pod ręką i przeglądać stare zwoje oraz pergaminy. Potrafiłam spędzić całe dnie na przeglądaniu różnych mitologii. Nikt nie ukrywał przede mną faktu, kim była moja matka. Widziałam ją może z dwa razy i na tym koniec. Ale co mam zrobić? Nic. Otworzyłam potężne drzwi od budynku, wciągając do płuc świeże powietrze. Zawiał nawet lekki wietrzyk, rozwiewając mi grzywkę. Ruszyłam spokojnie w stronę ogrodów. Musiałam przejść je całe, by dotrzeć do Akademiku. W pierwszym momencie robiły dość mroczne wrażenie, ale za każdym następnym razem wydawały się milsze. Uśmiechnęłam się, kiedy w końcu zobaczyłam drzwi. Chwyciłam za klamkę i wpadłam na jakiegoś chłopaka, wychodzącego w tym samym momencie.
- Sorka - pisnęłam, automatycznie opuszczając głowę, by uchronić resztkę godności. Szybkim krokiem ruszyłam w głąb korytarza.
- Zaczekaj! - zawołał za mną chłopak. Stanęłam w miejscu, cała sztywniejąc. Czemu nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi?!
- Tak? - spytałam, nadal wpatrując się w podłogę.
Brian?
- Sorka - pisnęłam, automatycznie opuszczając głowę, by uchronić resztkę godności. Szybkim krokiem ruszyłam w głąb korytarza.
- Zaczekaj! - zawołał za mną chłopak. Stanęłam w miejscu, cała sztywniejąc. Czemu nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi?!
- Tak? - spytałam, nadal wpatrując się w podłogę.
Brian?
Od Darkness Cd. Kelly
Gdy się obudziłam natrafiłam na zielone oczy mojego ojca. siedział na moim łóżku. Wsparłam się na łokciach.
-Która godzina? -zapytałam sennie.
-Już świta - odpowiedział. - Spakowana?
-Tsaa- odpowiedziałam i osunęłam się znów na poduszki.
-Wstawaj Dark - powiedział łagodnie. - Wiem, że nie chcesz tam jechać, ale musisz.
-Nie lubię tłumów tato, wolę samotność...
-Nie musisz się z nikim zaprzyjaźniać, jest tam dość duża biblioteka...
-To o której jedziemy? - zapytałam wstając ożywiona.
-Jak tylko się przebierzesz - powiedział wstając i wyszedł z mojego pokoju, a ja pobiegłam do swojej toalety stąpając na zimnych kafelkach. Po szybkim prysznicu ubrałam się, uczesałam włosy i pożegnałam z Jormungandem - ogromnym wężem swobodnie pełzającym po moim pokoju., sięgał mi łbem do pasa, Loki stworzył go przed moimi narodzinami, a teraz kazał mu strzec mnie i mojego pokoju. Razem z Fenrisem - wilkiem i moim przyjacielem.
Wyszłam, będzie mi brakować tego gada. Na holu stał Loki podeszłam do niego.
-Jestem gotowa, możemy już iść? - zapytałam.
-Tak - odpowiedział i przeszliśmy do głównego holu, gdzie stały już moje bagaże. Thor już tam czekał.
-Hej wuju - powiedziałam bez cienia entuzjazmu w głosie. - Na kogoś czekamy? -zapytałam jakbym nie wiedziała na kogo.
-Chyba nie myślałaś, że jedziemy bez Kelly? - zapytał podnosząc jedną brew do góry.
Przewróciłam oczami zaplatając ręce na piersi. Po jakimś kwadransie przyszła moja ,,kochana'' kuzyneczka. On narodzin unikałyśmy się, a każde nasze spotkanie kończyło się bójką albo kłótnią.
-Witaj tato - uśmiechnęła się do Thora.
-Pożegnałaś się z matką? -zapytał.
-Oczywiście. Hej wujku, hej Drekaness.
-Darkness - poprawiłam ją, chociaż wiedziałam, że robi to specjalnie.
Otoczyła nas mgła, zbyt gęsta, by wzrok kogo kogokolwiek się przez nią przedarł. Gdy opadła zamrugałam kilka razy przyzwyczajając się do jasnego światła słońca, a przed nami wznosiła się dumnie Akademia.
-Nawet nawet - mruknęłam pod nosem, tak by tylko Loki słyszał.
-Wiedziałem, że ci się spodoba - powiedział i razem z Thorem odprowadzili nas do akademiku, a potem sami gdzieś poszli zostawiając mnie z Kelly. Bez słowa odnalazłyśmy swoje pokoje, które na nieszczęście były na przeciwko siebie. Weszłam do pokoju, chociaż był duży, to był maleńki w porównaniu do mojego.
Zaczęłam się rozpakowywać niechętnie.
Kelly? A twoja pobudka jak wyglądała?
-Która godzina? -zapytałam sennie.
-Już świta - odpowiedział. - Spakowana?
-Tsaa- odpowiedziałam i osunęłam się znów na poduszki.
-Wstawaj Dark - powiedział łagodnie. - Wiem, że nie chcesz tam jechać, ale musisz.
-Nie lubię tłumów tato, wolę samotność...
-Nie musisz się z nikim zaprzyjaźniać, jest tam dość duża biblioteka...
-To o której jedziemy? - zapytałam wstając ożywiona.
-Jak tylko się przebierzesz - powiedział wstając i wyszedł z mojego pokoju, a ja pobiegłam do swojej toalety stąpając na zimnych kafelkach. Po szybkim prysznicu ubrałam się, uczesałam włosy i pożegnałam z Jormungandem - ogromnym wężem swobodnie pełzającym po moim pokoju., sięgał mi łbem do pasa, Loki stworzył go przed moimi narodzinami, a teraz kazał mu strzec mnie i mojego pokoju. Razem z Fenrisem - wilkiem i moim przyjacielem.
Wyszłam, będzie mi brakować tego gada. Na holu stał Loki podeszłam do niego.
-Jestem gotowa, możemy już iść? - zapytałam.
-Tak - odpowiedział i przeszliśmy do głównego holu, gdzie stały już moje bagaże. Thor już tam czekał.
-Hej wuju - powiedziałam bez cienia entuzjazmu w głosie. - Na kogoś czekamy? -zapytałam jakbym nie wiedziała na kogo.
-Chyba nie myślałaś, że jedziemy bez Kelly? - zapytał podnosząc jedną brew do góry.
Przewróciłam oczami zaplatając ręce na piersi. Po jakimś kwadransie przyszła moja ,,kochana'' kuzyneczka. On narodzin unikałyśmy się, a każde nasze spotkanie kończyło się bójką albo kłótnią.
-Witaj tato - uśmiechnęła się do Thora.
-Pożegnałaś się z matką? -zapytał.
-Oczywiście. Hej wujku, hej Drekaness.
-Darkness - poprawiłam ją, chociaż wiedziałam, że robi to specjalnie.
Otoczyła nas mgła, zbyt gęsta, by wzrok kogo kogokolwiek się przez nią przedarł. Gdy opadła zamrugałam kilka razy przyzwyczajając się do jasnego światła słońca, a przed nami wznosiła się dumnie Akademia.
-Nawet nawet - mruknęłam pod nosem, tak by tylko Loki słyszał.
-Wiedziałem, że ci się spodoba - powiedział i razem z Thorem odprowadzili nas do akademiku, a potem sami gdzieś poszli zostawiając mnie z Kelly. Bez słowa odnalazłyśmy swoje pokoje, które na nieszczęście były na przeciwko siebie. Weszłam do pokoju, chociaż był duży, to był maleńki w porównaniu do mojego.
Zaczęłam się rozpakowywać niechętnie.
Kelly? A twoja pobudka jak wyglądała?
Powitajmy...
Oto nowa uczennica - Rachel. Córka Nemezis i Johnatana Verne. Jest półkrwi.
Imię: Rachel
Nazwisko: Verne
Pseudonim: -
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 16 lat
Krew: Półkrwi - Półbogini
Rodzina: Nemezis i Johnatan Verne
Poziom: Pierwszy
Wygląd: Rachel ma długie do ramion, czarne włosy oraz niezwykle denerwującą grzywkę, za którą łatwo może się chować i pozostać niezauważona. Jej wzrost dużo ludzi określa jako średni albo niski ( 160cm). Całkiem wysportowana, po latach tańca oraz gry w koszykówkę. Lubi ubierać się na biało i w jasne kolory.
Charakter: Rachel jest odludkiem społecznym. Trudno jej zawierać nowe znajomości. Na dodatek łatwo się peszy i chowa głowę w piasek. Niezwykle nieśmiała, wrażliwa oraz współczująca. Nienawidzi, kiedy ktoś znęca się nad słabszymi. Mało się odzywa i nie lubi, kiedy ktoś każe jej mówić.
Umiejętności: Potrafi wyczuć czy przytrafi się jej coś złego.
Związek: Na razie chyba podziękuje.
Zainteresowania: Lubi w wolnym czasie pograć w kosza i zaszyć się gdzieś w bibliotece. Lubi przebywać w samotności oraz ciszy. Kiedyś tańczyła w balecie i czasami lubi do tego powrócić.
Steruje: cholka121

Imię: Rachel
Nazwisko: Verne
Pseudonim: -
Płeć: Dziewczyna
Wiek: 16 lat
Krew: Półkrwi - Półbogini
Rodzina: Nemezis i Johnatan Verne
Poziom: Pierwszy
Wygląd: Rachel ma długie do ramion, czarne włosy oraz niezwykle denerwującą grzywkę, za którą łatwo może się chować i pozostać niezauważona. Jej wzrost dużo ludzi określa jako średni albo niski ( 160cm). Całkiem wysportowana, po latach tańca oraz gry w koszykówkę. Lubi ubierać się na biało i w jasne kolory.
Charakter: Rachel jest odludkiem społecznym. Trudno jej zawierać nowe znajomości. Na dodatek łatwo się peszy i chowa głowę w piasek. Niezwykle nieśmiała, wrażliwa oraz współczująca. Nienawidzi, kiedy ktoś znęca się nad słabszymi. Mało się odzywa i nie lubi, kiedy ktoś każe jej mówić.
Umiejętności: Potrafi wyczuć czy przytrafi się jej coś złego.
Związek: Na razie chyba podziękuje.
Zainteresowania: Lubi w wolnym czasie pograć w kosza i zaszyć się gdzieś w bibliotece. Lubi przebywać w samotności oraz ciszy. Kiedyś tańczyła w balecie i czasami lubi do tego powrócić.
Steruje: cholka121
piątek, 30 maja 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)
