Spochmurniałam.
- Tule, że ja nic nie umiem. Nic. Zero.
- Na pewno nie jest tak źle... - próbował mnie pocieszyć.
- Kiedyś próbowałam zabić muchę i mało co nie zabiłam siebie.
- To faktycznie może być problem - zauważyła kucharkę, która stawia miskę jakiś ciastek. Brian wyciągnął po nie rękę, jednak kobieta pacnęła go dłonią.
- Daj dziewczynie zjeść pierwszej Nie widzisz, jak blada? - spytała, wskazują na mnie kościstym paluchem.
- Nie jestem głodna - kąciki ust mimowolnie uniosły mi się do góry na widok naburmuszonego chłopaka.
- Jedz - kucharka podetknęła mi miskę pod nos. Posłusznie wzięłam jedno czekoladowe ciastko i zaczęłam je powolutku skubać. Było całkiem dobre. Brian wyciągał rękę po chyba piąte a ja jeszcze nie byłam w połowie.
- To co? Chcesz poćwiczyć? - spytał, kiedy opróżnił już miskę.
- Jak mnie nie zabijesz - chwyciłam naczynie i odniosłam do kuchni. Potem razem z Brianem udałam się na arenę. Nie było nikogo. Na szczęście. Nie chciałam, by ktoś widział tą porażkę. Chłopak pomógł mi dobrać miecz i pokazał parę w miarę łatwych ruchów. Ostrze jednak nadal ciążyło mi ku dołowi. Po jakiejś godzinie zaczął boleć mnie nadgarstek.
- Możemy przerwać na dziś? - spytałam, prawie wypuszczając klingę dłoni.
- Już się zmęczyłaś? - zdziwił się.
- Zobaczymy co powiesz, kiedy będziesz musiał stać na puentach dwie godziny - mruknęłam, odkładając miecz.
- Dlatego nie tańczę.
- Czyli gdyby nie to, to biegałbyś w rajtuzach po scenie? - spytałam z uśmieszkiem.
<Brian xd?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz