- Ale przecież mówiłeś...
- Pamiętam co mówiłem. Może nie wyraziłem się dość jasno.
Rachel zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów i parsknęła śmiechem.
- Co sobie wyobraziłaś? - mruknąłem.
- Jakbyś wyglądał w stroju baletowym. Nawet ci pasuje - uśmiechnęła się.
- Nie sądzę bym był do tego stworzony - odparłem.
- Masz pojęcie, że chłopcy mniej więcej twojego wzrostu ćwiczą balet?
- A czy oni umieją coś takiego? - zapytałem. Rachel popatrzyła na mnie. Uśmiechnąłem się i wziąłem jeden ze sztyletów.

- Czy wbijesz sobie tą broń w serce i będę obserwować jak się odradzasz? - spytała dziewczyna.
- Jasne, że nie - mruknąłem. - Popatrz na tego manekina - wskazałem na niego ręką.
Zacząłem biec. Najpierw wolno, później się rozpędziłem. W połowie drogi zrobiłem wyskok, a następnie salto. Jak wylądowałem zrobiłem szybki wślizg i z impetem wrzuciłem sztylet w w bok manekina gdzie zazwyczaj jest serce. Broń zagłębiła się aż po rękojeść.
Wstałem i bez najmniejszego problemu wyciągnąłem sztylet.
- Czy ci chłoptasie z baletu też tak potrafią?
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz