Przez chwilę mierzyłem chłopaka wzrokiem. Posłałem mu szelmowski uśmiech.
- Wiedziałem, że skądś ciebie znam. - zamyśliłem się - Aż dziw, że ciebie nie poznałem od razu.
- Chwila, chwila, chwila... - przerwała mi Rachel - Wyjaśnijcie mi, bo nie rozumiem.
- Opowiadałem ci, że Apollo przychodził do mnie czasami.Pamiętasz? - zaczął tłumaczyć Brian. Kelly również mu się przysłuchiwała uważnie - Często przychodził z swoim upierdliwym synem...
- Upierdliwym? - oburzyłem się - To ty mało co mnie nie zabiłeś.
- Ten koń sam się spłoszył - wyjaśnił mi chyba po raz setny.
- Bo jeszcze ci uwierzę, że nie stałeś z tamtą włócznią specjalnie - mruknąłem, wciskając ręce do kieszeni.
- Co to za kłótnie? - odezwał się ktoś za nami. Odwróciliśmy się wszyscy jednocześnie, by zobaczyć zgniewaną Faunę.
- Nic. Mała, drobna sprzeczka. - wyjaśniła szybko Rachel - Już będziemy stąd szli. - ruszyła w stronę drzwi a my za nią. W końcu po części uratowała nam tyłki. Kiedy wyszliśmy na dwór, odwróciła się do mnie - I tak. Jestem półkrwi. - odpowiedziała, odchodząc szybko - I też mam uczucia, więc nie wgapiaj się we mnie, jakbym była eksponatem w muzeum - musiała stanąć na palcach, by spojrzeć mi w oczy. Jakby na podkreślenie swoich słów, dźgnęła mnie palcem w pierś i odeszła.
- Ał... - roztarłem bolące miejsce.
- Do zobaczenie Kelly - zawołał Brian i odszedł za dziewczyną.
- Zostaliśmy sami - powiedziałem cicho.
<Kelly? Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz