niedziela, 29 czerwca 2014

Od Kelly Cd Axel, Darkness, Rachel, Brian, Troy, Cameron

Spojrzałam na siebie i na resztę. Byliśmy czyści. Jak Dark to... Spojrzałam na podłogę.
- Pięknie - mruknęłam.
- Przynajmniej nie musisz iść do swojego pokoju pod prysznic - odparła Darkness.
Uśmiechnęłam się mimowolnie.
- Ciekawe co by się stało gdyby z Zeusem był sam Ares - zastanowiła się Rachel.
- Nic - odparłam. - Nie stało by się tak. To Loki i Thor są zastępcami Zeusa. Owszem, był nim kiedyś Ares, ale zbyt szybko się denerwował i zaczynał na wszystkich wrzeszczeć.
- Nawet jak ktoś nie spuścił wody w kiblu? - spytał Axel.
- Wow, jesteś taki zabawny - powiedziałam z wyczuwalnym sarkazmem w głosie.
Cameron zmierzył Rachel wzrokiem. Brian chyba to zauważył bo ją przytulił patrząc na niego morderczym wzrokiem. Syn Anubisa uśmiechnął się.
- Co będziemy teraz robić? - zapytał Troy. - Będziemy tak stać, czy pójdziemy sobie gdzieś i już nigdy się nie spotkamy w takim gronie?
Wzruszyłam ramionami.
- Chuligani - powiedział ktoś za nami. Odwróciłam się. Stał tam woźny Florian. Nie dobrze.
- Wiejmy - syknęłam i skinęłam na Dark by nas przeniosła w jakieś inne miejsce.
Trafiliśmy znów do Akademii.
- Czemu akurat tu? - spytał Axel.
- Ponieważ ja muszę iść do skrzydła szpitalnego - odparłam spokojnie. - By w końcu zdjęli mi ten głupi bandaż.
- A jakoś jedzeniem mogłaś się bić - skwitował Brian.
Wzniosłam oczy ku niebu.
- Chodźcie. Pewnie znowu będzie ta piguła co szyła mi tą rękę. Nie przepadam za nią.
- Czemu? - zainteresował się Troy.
Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. No już. Idziemy.
Ruszyłam do skrzydła szpitalnego. Za mną pomaszerowali moi znajomi. Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Otworzyłam wielkie drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był tam tylko wysoki mężczyzna w białym fartuchu lekarskim. Przeglądał jakieś papiery.
Odchrząknęłam i weszłam głębiej do pomieszczenia. Napotkałam spojrzenie doktora.
- Siadaj - powiedział wskazując na łóżko zanim ja się odezwałam. Znowu zaczął przeglądać papiery, a ja posłusznie wykonałam jego polecenie. - Niech twoi znajomi wejdą. Przecież nic im nie zrobię.
Gestem wskazałam by także weszli. Zrobili tylko kilka kroków do przodu po czym zatrzymali się udając, że sufit jest zajebisty. No dzięki.
- Już mogę się tobą zająć - powiedział lekarz odstawiając papiery na komodę koło łóżka.
- Co z pielęgniarką, która zszywała mi rękę? - spytałam.
- Emilią? Nie, nie dziś. Miała jakąś pilną sprawę do załatwienia.
- Aha...
- A co? Boisz się mnie? - zaśmiał się doktor.
- A skądże znowu! Ja jestem...
- Wiem kim jesteś. Znam was. Wy nie znacie mnie.
- Jaki tajemniczy - mruknęłam.
- Możliwe - uśmiechnął się.
Przyjrzałam się jego twarzy. Było w niej dużo znajomego.
- Jest pan podobny do mojego ojca - stwierdziłam.
- Do Thora? Naprawdę? Nikt, nigdy czegoś takiego mi nie powiedział.
- Bo nie znają Thora tak dobrze jak ja.
- Możliwe, Kelly, możliwe.
Nie żartował. Na serio nas zna...
- I gotowe - powiedział wyrywając mnie z zamyślenia.
- Kolejna blizna - uśmiechnęłam się pod nosem.
- To trofeum - wyszeptał z uśmiechem i wstał by znów zacząć przeglądać papiery. Też wstałam.
Co było tak zajmującego w tych papierach? Ale w sumie... Musi znać wszystkich by wiedzieć jak się ich leczy.
- Dziękuje panu...
- Mów mi Chris - rzucił przez ramię.
- Dobrze. Do widzenia Chris.
Wyszłam ze skrzydła szpitalnego ze znajomymi.
- Nie uważacie, że on jest bardzo podobny do Thora? - spytałam.
- Nie widzieliśmy go z bliska - powiedziała Rachel. - Może naprawdę tak jest, a może masz jakieś omamy.
- I wszędzie zaczniesz widzieć swojego ojca - zaśmiał się Axel.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- Może gdzieś pójdziemy? Na jakąś przejażdżkę konną, czy coś?

Axel? Darkness? Rachel? Brian? Troy? Cameron?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz