- Nie liczcie na mnie - pokręciłam głową.
- No weź. Będzie fajnie - próbowała mnie przekonać Kelly.
- Naprawdę nie mogę. - uśmiechnęłam się, wywijając się z uścisku Briana - Ale życzę wam dobrej zabawy. - Ruszyłam w stronę Akademika. Od razu skierowałam się do siebie do pokoju. Przywitał mnie dzwonek telefonu. Podbiegłam, ale nie zdążyłam odebrać. Spojrzałam na wyświetlacz. 15 nieodebranych połączeń. Wszystkie od taty. Oddzwoniłam do niego, musząc się gęsto tłumaczyć. Następnym razem muszę mu wyperswadować tak częste dzwonienie. Po zdecydowanie za długiej rozmowie, ruszyłam do kuchni.
- Przyszłaś - ucieszyła się Frania.
- Tak - uśmiechnęłam się. Wyrabiała jakieś ciasto, zanurzając ręce po łokcie. Twarz miała brudną od mąki.
- Potrzebujesz czegoś?- spytała, próbując oczyścić twarz z mąki. Pomogłam jej, wycierając ją mokrą ścierką.
- Znajdę wszystko - odpowiedziałam, zakasając rękawy. Jedyny przepis, jaki miałam w głowie były ciastka czekoladowe. Zabrałam się za ciasto. Zawsze lubiłam gotować. I musiałam wcześnie się tego nauczyć. Nie przeżyłabym na kuchni taty. Jakieś dwadzieścia minut później , ciasteczka piekły się spokojnie w piekarniku. Potem pomogłam jeszcze Frani z kolacją. Zanim się spostrzegłam, ciastka się upiekły a w jadalni odezwały się znajome głosy.
- To ja pójdę - powiedziałam, wychodząc z kuchni. Brian siedział z Kelly przy jednym ze stołów.
- Co tam? - Spytałam, siadając koło chłopaka.
<Brian? Kelly?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz