- Mam stąd mniej niż dziesięć metrów. Chyba nikt nie będzie chciał mnie zabić. - zaśmiałam się - Nawet Ares. Mam przynajmniej taką nadzieję. Ale jeśli chcesz to możesz mnie odprowadzić - wstałam od stołu. Powoli ruszyliśmy korytarzem do mojego pokoju. Stanęliśmy przed drzwiami.
- Dobranoc - uśmiechnęłam się do Briana.
- Przyjdę po ciebie rano - odpowiedział, odchodząc powoli korytarzem. Przez chwilę jeszcze patrzyłam, jak znika za zakrętem. Weszłam do siebie i przeżyłam szok. Wszystko było... moje. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Zakryłam usta dłonią, by nie wybuchnąć szlochem. Wszystkie meble łącznie z pluszakami (jaki wstyd!) oraz kolekcją figurek. Na pościeli w kwiaty leżała karteczka. Drżącymi rękami podniosłam ją i przeczytałam.
- Nie wierzę - wyszeptałam. List był od mamy. Jak i cała reszta. Wytłumaczyła mi wszystko. Teraz zrozumiałam. A przynajmniej próbowałam. Przebrałam się w piżamę, sięgając do szafki obklejonej różnymi naklejkami. Z ulgą wtuliłam się w pachnącą lawendą oraz fajną kołdrę. Zapach domu. Wciągnęłam go głęboko, zamykając oczy. Zasnęłam, kiedy tylko moja głowa dotknęła poduszki. Rano obudziło mnie uderzanie deszczu o szybę. Z niechęcią spojrzałam na zegarek. Za jakieś półgodziny zaczynały się pierwsze zajęcia. Ponownie spojrzałam na okno, jednocześnie wtulając się w ciepłą pościel. Chwilę później ktoś zapukał do drzwi. I chyba nawet wiedziałam kto.
- Idź sobie! Ja się nigdzie nie ruszam! - zawołałam w ich stronę.
- Dalej Rachel! - odezwał się głos Briana.
- Powiedz, że dostałam migreny! - odkrzyknęłam.
- Wstawaj, albo wyciągnę cię z łóżka. - Niechętnie zwlokłam się na nogi, nadal otulona kołdrą. Otworzyłam drzwi z rozmachem. Chłopak stał tam z triumfalnym uśmiechem.
- Dwa zero dla mnie - odpowiedział.
- Wchodzisz czy będziesz stać? - spytałam. Spojrzał ponad moim ramieniem.
- Jakoś tam inaczej. Jak ty to...
- Tajemnica zawodowa. A teraz czekaj, tylko się ubiorę. - mruknęłam, wracając do środka. Ubrałam ciemne jeansy, bluzkę z napisem "Broken", którą dostałam na urodziny od Sam oraz szarą, rozpinaną bluzę. Wciągnęłam tenisówki, umyłam się i rozczesałam włosy tak, by opadały łagodną falą na ramiona. Sprawdziłam jeszcze tylko plan.
- Już jestem. - wyszłam do Briana, wciskając ręce do kieszeni - Masz parasol czy coś? Czy będziemy biec w deszczu?
<Brian? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz