Tysiące myśli przeleciały mi przez głowę. Tak. Nie. Nie wiem. Arghhh...
- Och Brian... - Westchnęłam - Znamy się tak krótko - nie byłam pewna co do niego czuję - Nie boisz się?
- Czego miałbym się bać?- zdziwił się, patrząc mi w oczy.
- Jestem półboginią. Brudnokrwistą - ostatnie słowo ledwo przeszło mi przez gardło.
- Jesteś inna. - poprawił mnie, odkładając różę na koc - Nie zamierzasz mnie zabić ani nic. Nie czujesz do mnie wściekłości.
- Co powie Ares? I inni?
- Rachel. Jesteś inna niż pozostali półbogowie. - Lekko musnął dłonią mój policzek.
- Musisz mi obiecać jedno. Jak nam coś nie wyjdzie, to nadal będziemy przyjaciółmi - chwyciłam delikatny kwiat, ostrożnie dotykając płatków.
- Czyli się zgadzasz?- jego twarz rozpromieniła się.
- Jak obiecasz - wetknęłam różę za ucho. Pochylił się w moją stronę.
- Obiecuję - szepnął. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy jego ciepły oddech musnął mój policzek.
- Dobrze. - szepnęłam, sięgając jedną ręką po zostawione cistko. Popatrzyłam na las dookoła, powolutku je skubiąc. Kątek oka widziałam, że Brian obserwuje mnie z głupim uśmieszkiem.
- Co? - Spytałam zdezorientowana.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz