poniedziałek, 13 października 2014

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- Możesz iść jak chcesz - powiedziałem.
- Ehem - mruknęła Jack.
- Co?
- Jesteś jakiś... Dziwny. Po co idziesz do ogrodu?
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Zaraz sama zobaczysz.
Dotarliśmy do serca ogrodu. Stanąłem przed posągiem Anubisa, a Jack była za mną. Zamknąłem oczy.
- Pojaw się, mój ojcze - wymamrotałem. - Muszę ci odpowiedzieć.
Wokół mnie pojawiło się pełno dymu. Odwróciłem się. Dym opadł, a przede mną stał mój ojciec.
- Witaj, Troy - powiedział, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. - Już wybrałeś?
Wyprostowałem się dumnie i skinąłem głową.
- Tak - odparłem.
- Świetnie - mruknął bóg i zaczął pocierać ręce.
- Postanowiłem, że zostaje.
- Co?! - krzyknęła Jack.
- No właśnie, "co?!" - Anubis zmieszał się.
- Nie chcę iść jeszcze do podziemia. Mam czas.
Ojciec uniósł brwi.
- Masz czas? - prychnął. - Mylisz się, chłopcze. Ze wszystkich swoich dzieci ciebie wybrałem na mego zastępcę, a to się wiąże z pewnymi obowiązkami. A przez to, że się z nich nie wywiązałeś. BA! Nawet mi odmówiłeś! To będą konsekwencje.
Patrzyłem na Anubisa z uniesionymi brwiami.
- Jakie konsekwencje? - spytałem po dłuższej chwili milczenia.
Bóg umarłych uśmiechnął się smutno.  Tak jak ja, zanim tu przyszliśmy. Tak różni, a tak podobni - pomyślałem. - Nie dziwię się, że to mnie wybrał.
Dziwna mgła znów się pojawiła, a ojciec mówił:
- Na mocy nadanej mi przez Ozyrysa, odbieram ci nieśmiertelność...
- Nie! - przerwała mu Jack.
Anubis odwrócił się w jej stronę.
- Cicho, dziewucho - syknął i kontynuował, a jego oczy zabłysły czerwienią. - ...i skazuję na wygnanie. Żaden bóg lub bogini nie będą mogli ci pomóc. Dopiero gdy udowodnisz, że nadajesz się na godny tytułu, Syna Anubisa, odzyskasz godność. Teraz żyj pośród ludzi i żegnaj.
Zamknął oczy i pstryknął palcami. Mgła w miarę znikała, a ja miałem mroczki przed oczami. Upadłem i zatopiłem się w ciemności.

<Jack?>

niedziela, 12 października 2014

Od Briana Cd Rachel

- Do jutra - szepnąłem.
- To co teraz? - spytała Shannon biorąc mnie pod ramię.
Spojrzałem na zegarek.
- Jest już późno, ale w sumie mógłbym pokazać ci resztę sal - odparłem.
Pokazałem jej wszystko co będzie potrzebne. Gdy skończyłem zaprowadziłem ją do Akademika.
- Nie wiem co ty w niej widzisz - mruknęła Shann.
Spojrzałem na nią.
- Wiesz o co mi chodzi. Zmieniłeś się, Brian. Nie mogę jedna stwierdzić czy na lepsze.
Stanąłem i wywinąłem się z uścisku Shannon.
- Ach tak? - warknąłem. - To ty się zmieniłaś. I teraz widzę, że na gorsze.
- Brian...
- Mówię prawdę, Shann. Kiedyś byłaś milsza. Teraz jesteś strasznie okrutna dla Rachel. Jesteś zazdrosna, tak?
Dziewczyna milczała i patrzyła się przed siebie pustym wzrokiem.
- Tak, jestem - powiedziała cicho.
- Wiedziałem - mruknąłem. - Wiesz dobrze, że zerwaliśmy. Było mi źle, to fakt, ale trzeba żyć dalej. Zgaduję, że nawet ty znalazłaś sobie kogoś.
- Znalazłam? Znalazłam?! Ty chyba sobie kpisz! Dzień w dzień myślałam, że wrócisz tak nagle jak odszedłeś. Nie doczekałam się! Po jakiś... Nie wiem nawet ilu, pojawiasz się z tobą Rachel i mówisz, że jesteście parą. Jak myślisz, jak ja się czułam?!
- Nie wiem, Shannon. Ale w życiu chodzi o to by iść dalej. Nie zatrzymywać się. Nie czekać.
Nie czekałem już na jej odpowiedź. Odwróciłem się na pięcie i wróciłem do swojego pokoju. Zamknąłem się na klucz i padłem na łóżko, myśląc o tym wszystkim co powiedziała Shannon.

<Rachel? Co u ciebie?>

sobota, 11 października 2014

Od Jack Cd Troy

- Dobranoc. - Szepnęłam, kiedy chłopak zamknął za sobą drzwi. Powoli sięgnęłam po telefon. Przez chwilę wpatrywałam się w numer do Nysy. Przygryzłam wargę, aż w końcu wcisnęłam przycisk połączenia. Odebrała po trzecim sygnale.
- Wiesz, która godzina? - Spytał jej senny głos po drugiej stronie.
- Wpół do. - Odpowiedziałam, zerkając na zegarek na szafce nocnej.
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. - Westchnęła dziewczyna.
- Tak. Ostatnio, kiedy rozmawiam z takim jednym znajomym ze szkoły, czuję taki dziwny ucisk w brzuchu.
- Normalnie powiedziałabym ci, że się zakochałaś, ale w twoim przypadku pewnie coś zjadłaś. - Wyjaśniła. - To wszystko?
- Dzięki. - Mruknęłam. - Miłego spania leniwcu. - Rozłączyłam się, zanim zaczęła na mnie narzekać. Położyłam się na plecach i zaczęłam wpatrywać się w sufit. To chyba niemożliwe by... Obróciłam się na bok. A jeśli...? Prychnęłam, po czym poszłam do łazienki, by zmyć pastele z rąk. Przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Cały następny dzień minął bez większych przeszkód. Nie licząc lekcji astronomii, na której zasnęłam i Urania się wkurzyła. Po lekcjach Troy od razu udał się do ogrodu.
- Pójść z tobą? - Spytałam, doganiając go. Spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. - Jak nie będziesz chciał, to zrozumiem.
<Troy?>

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- Nudzi mi się - powiedziałem. - Bycie duchem jest do kitu.
- Będziesz musiał się przyzwyczaić - mruknęła Jack.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Kłopot w tym, że mój ojciec potrafi przybierać... No... Tak jakby "namacalne" formy.
- To jest w sumie logiczne.
- Namyśliłeś się już? - spytała dziewczyna.
- Tak - odparłem.
- Na serio? - Jack spojrzała na mnie.
- No przecież mówię.
- Ale to chyba dobrze prawda? Możesz mu już powiedzieć, że wybrałeś.
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Jutro - szepnąłem i wstałem. - Nie będę ci już przeszkadzał. Dobranoc Jack.
Wyszedłem z pokoju klnąc pod nosem.

<Jack?>

Od Rachel Cd Brian

Zerknęłam na zegarek.
- Jest już późno, a jutro nad ranem muszę pójść do Uranii, pomóc jej w czymś w obserwatorium. - Zaczęłam. - Możemy pójść do Akademika. Pokażesz Shannon, gdzie może spać a potem pójdziecie dalej zwiedzać we dwójkę. - Zaproponowałam.
- Mi pasuje. - Odpowiedział Brian, ściągając zbroję.
- Do zobaczenia Jack! - Pomachałam przyjaciółce i wyszłam na zewnątrz. W trójkę poszliśmy w stronę świateł akademika.
- Głodny jestem. - Powiedział Brian, skręcając w stronę jadalni.
- Ty zawsze jesteś głodny. - Wzniosłam oczy do nieba. Chłopak zaśmiał się, obejmując mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się pod nosem, otwierając drzwi.  W środku nie było nikogo, oprócz Frani, wycierającej stoły.
- Coś czułam, że was tutaj jeszcze zobaczę. - Posłała Brianowi szeroki uśmiech, jednak zmarszczyła brwi, kiedy zobaczyła Shannon. - A to kto?
- Moja znajoma. Jest boginią. - Wyjaśnił chłopak, siadając przy naszym zwyczajowym stoliku.
- Miło poznać. - Odpowiedziała Frania, znikając w kuchni. Po chwili przyniosła miskę z jakimiś ciastkami oraz talerz z kanapką dla Briana. Postawiła to wszystko przed nami, po czym podała mi jakieś klucze.
- Zamkniesz prawda? - Spytała, ubierając kurtkę. Klucze zostaw tak, gdzie zawsze.
- Okej. - Skinęłam głową, chowając je do kieszeni. Brian posłał mi pytające spojrzenie, przeżuwając kanapkę z kurczakiem.
- Smacznego. - Odpowiedziałam. - Chyba nie sądziłeś, że te ciastka, które jesz czasem przy śniadaniu robią się same. - Usiadłam naprzeciwko niego, sięgając do miski.
- Nie sądziłem, że ty je robisz. - Odpowiedział.
- Mój słodki sekret. - Uśmiechnęłam się. - Chcesz trochę?
- Nie lubię czekolady. - Mruknęła Shannon.
- Taaak? - Brian spojrzał na nią z uniesionymi brwiami. - Pamiętam coś innego.
- Magiaa.. - Mruknęłam, chwytając miskę i zanosząc ją do kuchni. Kiedy wróciłam, Brian akurat skończył kanapkę. Wyszliśmy na korytarz.
- Dobranoc. - Pocałowałam swojego chłopaka w policzek, po czym zamknęłam drzwi. - Do jutra. - Ruszyłam w stronę swojego pokoju.
<Brian?>

piątek, 10 października 2014

Od Jack Cd Troy

Pokręciłam głową.
- No nie wiem... Już dawno nikomu nie opowiadałam o swoich problemach panie psycholog. - Zaczęłam. Znowu wyciągnęłam z telefonu zniszczone zdjęcie. - Kilka lat temu. Jakieś dwa, może trzy, Chodziłam z moją znajomą po górach. Miała na imię Becka i była ode mnie młodsza o rok. Pewnej nocy coś nas zaatakowało. Nie było to zwierzę. Trudno mi określić. Nie pamiętam za wiele, bo uderzyłam się w głowę i straciłam po części pamięć.  W każdym bądź razie udało mi się uciec na drzewo. Becka zrobiła tak samo, ale usiadła za nisko. Stworzenie zerwało ją z gałęzi i... - Głos mi się załamał. Niecierpliwym ruchem otarłam łzy z twarzy. - Rano ledwo dotarłam do domu. Nie pamiętam prawie nic z tej nocy. Ledwo pamiętam Beckę.  - Popatrzyłam na rudowłosą dziewczynę na zdjęciu. Uśmiechała się do odbiorcy, napełniając do radością. - Potem spotkałam Nysę.Postanowiła mi pomóc. Przez cały ten czas praktycznie nie wpadłyśmy na żadnej jej trop. Nysie udało się jedynie ustalić, że jest w transie. - Otarłam kolejną łzę. - Muszę ją znaleźć. Ale najpierw muszę ukończyć tą Akademię. Może czegoś się tutaj dowiem, co mi pomoże... A może to będzie tylko strata czasu... - Wzruszyłam ramionami i zamilkłam.
- Na pewno ci się uda. - Troy chciał mnie poklepać po ramieniu, jednak jego ręka znowu przez nie przeszła. Zaklął pod nosem.
- Mam nadzieję. - Mruknęłam wstając. - Pójdę do siebie. A ty powinieneś się namyślić nad tym swoim wyborem czy czymś tam. - Ruszyłam w stronę Akademika. W moim pokoju przywitał mnie wszechobecny bałagan. Wszędzie walały się rzeczy i książki. Jęknęłam, zamykając drzwi. Zabrałam się za porządki. Skończyłam po jakiejś godzinie i wzięłam się za rysowanie komiksów. Nie zauważyłam, kiedy zrobiło się ciemno. Ręce miałam całe uwalone od suchych pasteli, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - Krzyknęłam, nie odrywając wzroku od postaci, którą właśnie skończyłam. Ktoś odchrząknął głośno. Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego się mi. Zerwałam się na nogi, zrzucając z kolan zeszyt.
- Nie strasz mnie. - Mruknęłam, siadając z powrotem na łóżku. - Po co przyszedłeś?
<Troy?>

Od Briana Cd Rachel

Wzruszyłem ramionami.
- Czemu nie - odparłem. - Też muszę poćwiczyć. Rachel, chyba mogę co? - uśmiechnąłem się do niej.Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pozwalam.
- Ale fajnie! - zawołała Shannon i klasnęła w dłonie. - Zawsze chciałam zobaczyć jak walczysz.
Nic nie odpowiedziałem. Poszedłem tylko po swój miecz i zbroję - tak na wszelki wypadek.
Na krzyk Rachel zaczęliśmy ćwiczyć. To była dość zacięta walka, jak na trening. Musiałem się nieźle napracować by chodź kilka razy udało mi się ją trafić. Ona w sumie też nie miała lekko. Jako syn Aresa byłem urodzony do walki, więc to nie sprawiało mi żadnego problemu.
Skończyliśmy po mniej-więcej godzinie. Jack była cała oblana potem. Ja prawie w ogóle nie byłem spocony.
- Jak ty to robisz? - wysapała.
- Ma się ten talent - wyszczerzyłem się do niej.
- To było wyśmienite, Brian! - krzyknęła Shann.
Jack posłała mi pytające spojrzenie.
- Ratuj - powiedziałem cicho i zwróciłem się do córki Eola: - Fajnie, że ci się podobało Shann.
Dziewczyna uśmiechnęła się. I ten uśmiech był nieszczery. Jak wszystkie poprzednie.
- To co teraz w planach Rach? - spytałem.

<Rachel?>

Od Rachel Cd Brian

Zastanawiałam się, gdzie podziewa się teraz Jack.
- Więc? - Spytał się ponownie Brian.
- Arena? - Zaproponowałam, strzelając, że dziewczyna będzie tam ćwiczyć przed jutrzejszą lekcją.
- Okej. - Chłopak wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Dogoniłam go, ostrożnie splatając z nim palce. Posłał mi szeroki uśmiech.
- Jakie macie tutaj zajęcia? - Pomiędzy nas wepchnęła się Shannon.
- Astronomię, której nikt nie ogarnia... - Zaczął chłopak. Odchrząknęłam. - Oprócz Rach. Łacina, walka, zajęcia ze zwierzętami. Całkiem ciekawie. - Podsumował Brian. W końcu doszliśmy na Arenę. Ze środka dochodziły odgłosy walki. Jakiś czas temu zamontowano tam parę lamp,by można było trenować, kiedy jest ciemno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jack znęcającą się nad manekinem.
- Jack! - Zawołałam, machając w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się do nas z zmarszczonymi brwiami. Po chwili uśmiechnęła się, odpinając hełm. Włożyła miecz do pochwy, zaczynając rozpinać zbroję.
- Co tam? - Spytała, kiedy tylko pancerz upadł na piasek. Nawet nie zaszczyciła najmniejszym spojrzeniem Shannon.
- A nic. Oprowadzamy moją znajomą po akademii. - Zaczął Brian.
- Hej. - Przywitała się ze sztucznym uśmiechem Shann. - Jestem Shannon a ty?- Jednak dziewczyna zamiast odpowiedzieć, zaczęła kierować się w stronę trybun. Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc za nią.
- Kelly zdążyła przybiec i szybko mi wszystko wyjaśnić. - Szepnęła do mnie, sięgając po butelkę z wodą. - Brian. Ćwiczyłeś na jutro?
- Nie. Nie miałem czasu. - Odpowiedział chłopak, siadając koło mnie. Shannon przypadło miejsce obok Jack.
- Więc jak masz na imię? - Spytała ponownie dziewczyna, znowu się uśmiechając.
- Jacqueline - Odpowiedziała niechętnie, popijając wodę.
- Jesteś z Francji?- Zaciekawiła się Shann,
- A wyglądam ci na francuzkę? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Jack, posyłając jej prowokujące spojrzenie.
- Noo... - Dziewczyna zaczęła się mieszać, nie wiedząc na czym skupić wzrok. - Nieee...? A kto jest twoim rodzicem?
 - Nie mówię o sobie. Chyba, że ci zaufam. - Odpowiedziała chłodno Jack. - Czyli raczej na to nie licz.
- Oj no weeź.... - Jęknęła.
- Zaraz się popłaczesz? Moje serduszko z lodu ani trochę się nie stopiło... Rachel. Nie obrazisz się, jeśli na chwile pożyczę Briana, by z nim poćwiczyć? O ile chcesz. - Dziewczyna skierowała na niego pytające spojrzenie. - Muszę z kimś poćwiczyć, bo manekiny mają już chyba dość. - Uśmiechnęła się diabolicznie.
<Brian?>

Od Troy'a Cd Jack

Usiadłem koło dziewczyny.
- Co się stało, Jack? - spytałem. - To coś poważnego?
- Nie - odparła dziewczyna. - Ja tylko... Nie mogę - zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach.
- Hej - próbowałem ją dotknąć, ale moja ręka przeszła przez jej ramię. Zakląłem w duchu ten pieprzony wybór. - Mi możesz powiedzieć. Gdybym mógł spróbowałbym cię objąć, ale teraz nie mam jak.
Jack uśmiechnęła się lekko.
- Dostałbyś w twarz - powiedziała.
Wzruszyłem ramionami.
- To się nie liczy. - odparłem. - A teraz nie martw się i opowiedz mi co ci leży na sercu. Będzie ci lepiej, zobaczysz.

<Jack?>

środa, 8 października 2014

Od Briana Cd Rachel

- Shannon. Ja nie wiedziałem - powiedziałem.
- A Ares ci nie powiedział? - spytała.
- Szczerze? Nie. Nie rozmawialiśmy z sobą zbyt często. Normalnie rozmawialiśmy. Zazwyczaj tylko się kłóciliśmy.
- Dobra. A ta tu? - wskazała na Rachel. - Ona wie. Skąd?
- Poznaliśmy się... W takim jednym miejscu.
Shannon zmierzyła mnie morderczym wzrokiem, a potem spojrzała na Rachel. Zaczęła rozważać moje słowa.
- Poznaliście się w Akademii Bogów? - zapytała.
- Tak - odparła Rach cicho.
- Też będę tam chodziła - powiedziała Shann. W jej oczach pojawiły się szczęśliwe iskierki. - Gdzie to jest?
Westchnąłem.
- Chodź - mruknąłem.
Zaczęliśmy iść do portalu.
- Więc... Kto jest twoim rodzicem Shann?
- Eol i Eris - odparła beznamiętnie.
- Wszystko o mnie wiesz? - spytałem.
Dziewczyna potaknęła.
- O tobie i twojej dziewczynie - uśmiechnęła się do mnie. Nie był to jednak wesoły uśmiech.
Dalej szliśmy w ciszy. Rachel wolała się nie odzywać. W sumie to tak jak ja.
W końcu doszliśmy przed mury Akademii. Moja dziewczyna podniosła głowę i chyba wpadła na pewien pomysł jak zetrzeć ten wredny uśmieszek z twarzy Shannon.
- Wiem kto nam pomoże - szepnęła. - Musimy iść do biblioteki.
Wzruszyłem ramionami. Niezbyt byłem pewny o co jej chodzi, ale co mam do stracenia?
- Hej, Shann. Może chcesz pozwiedzać? - zaproponowałem. - Zacznijmy od biblioteki.
- No dobra - odparła.
Poszliśmy do biblioteki. Przy jednym ze stołów siedzieli Axel i Kelly.
To był ten jej plan? - pomyślałem.
- Cześć! - zawołała do przyjaciół Rachel.
Axel podniósł głowę znad książki i pomachał nam. Podeszliśmy bliżej. Kelly dopiero wtedy oderwała oczy od książki. Popatrzyła na nas, a jej wzrok zatrzymał się na Shannon.
- Kolejny... śmiertelnik? - spytała. Coś czułem, że chciała powiedzieć "Midgardczyk". - Już i tak mam za dużo kłopotów.
- Nie - odparłem. - Shannon to moja dawna znajoma. Jest boginią.
Kel dalej przyglądała jej się bez cienia entuzjazmu.
- Więc to są twoi przyjaciele, Brian - powiedziała Shann. - Ten miły pan w czapce jak się nazywa? - uśmiechnęła się do Axela.
- Em... Axel. Syn Apolla - odparł.
Mojej byłej zrzedła mina.
- Półbóg?
- Bóg. Nie znam matki - chłopak machnął lekceważąco ręką. - Jakaś z jego kochanek.
- Yhym. A ty? - zwróciła się do Kelly z uśmiechem. Wymuszonym, wielkim, strasznym, uśmiechem.
Córka Thora patrzyła na nią. Jej twarz była bez wyrazu, ale w jej oczach było widać kpinę.
- A po co ci moje imię? - spytała.
- No cóż, skoro mamy chodzić razem do szkoły, przydałoby się byśmy się poznali.
Dziewczyna prychnęła.
- Nie będziemy "najlepszymi przyjaciółkami na zawsze!" - wypowiedziała to tak dziwnie...
- Nie oczekuję tego, ale ja tylko proszę o imię - Shannon powoli zgrzytała zębami.
- Nie jestem jak otwarta księga - odparła Kelly.
- Proszę - jęknęła Shann.
Moja przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Dobra. Skoro tak bardzo ci zależy. Mam na imię Kelly.
Córka Eola zamyśliła się.
- Kelly, tak? Celtyckie imię oznaczające "wojowniczka". Twoi rodzice to bogowie celtyccy, prawda?
- Tak bardzo zła odpowiedź - odparła Kelly i na powrót wróciła do książki.
- Czy ta oprawa, to ludzka skóra? - zapytała Shannon.
- Prawdopodobnie tak - Kel uśmiechnęła się radośnie.
- Żaden człowiek o zdrowych... - przerwała. - Wikingowie...
- Brawo panno-encyklopedia - mruknęła Kelly. - Już, zjeżdżaj stąd.
- Kto jest twoim rodzicem? - zainteresowała się Shann.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Kelly uśmiechają się szyderczo. - Teraz jazda! - krzyknęła i już na dobre wróciła do książki.
- Chodź Shannon. Rachel, co teraz możemy zwiedzić?

<Rachel?>

Od Jack Cd Troy

- Nie patrz na mnie. Nie jestem specjalistką od duchów.  - Zdmuchnęłam swoją świecę i postawiłam ją na ziemi. Chłopak w wyczekiwaniu spojrzał na Nysę.
- Duchy wiedzą to,  o czym my nie mamy pojęcia. - Odpowiedziała po prostu,  zbierając świece i całą resztę do skórzanej torby.
- Mogę z tobą porozmawiać?- Spytałam się przyjaciółki,  kiedy skończyła wszystko pakować. Cała drużyna lamy poszła coś tam omówić w związku z Troy'em.
- Jasne. Chodzi ci o Beck'ę prawda?- Zapytała,  spoglądając mi w oczy.
- Yhym. - Skinęłam głową,  ze zdenerwowaniem jeżdżąc kolczykiem po zębach.
- Nie ma jej ani wśród żywych,  ani wśród martwych. Ona po prostu... Jakby wisi między światami. Jest w transie. - Dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu. - Szukam jej tak,  jak ty szukałaś. Ale jej po prostu nie ma. Nie obwiniaj się o jej zniknięcie. Muszę lecieć. - Puściła do mnie oczko. - Do usłyszenia. - Powiedziała i zniknęła. Z westchnieniem usiadłam pod posągiem anioła. Z obudowy telefonu wyciągnęłam zdjęcie. Było składane już tyle razy,  że powoli zaczynało się drzeć. W paru miejscach wyblakło. Jednak nadal można było n nim zobaczyć wysoką,  uśmiechniętą blondynkę oraz rudowłosą dziewczynę,  sięgającą jej zaledwie do ramienia.
- Gdzie jesteś Becka?- Szepnęłam,  wpatrując się w zdjęcie. Pociągnęłam nosem na wspomnienie dnia,  kiedy zniknęła.
- Wszystko dobrze?- Czyjś głos wdarł się w moje wspomnienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Troy'a,  przyglądającego mi się uważnie. Pokręciłam głową,  ocierając pojedynczą łzę,  spływającą mi po policzku.
- Nie. - Szepnęłam,  składając po raz kolejny zdjęcie. - Nic nie jest dobrze.  - Oparłam głowę na dłoniach i zapatrzyłam się w las przede mną.
<Troy?>

wtorek, 7 października 2014

Od Rachel Cd Brian

- Mam imię. - Zaczęła dziewczyna, wpatrując się w Briana. - Podobnie jak twoja koleżanka. - Położyła nacisk na ostatnie słowo,  przenosząc na mnie chłodne spojrzenie. Poczułam,  jak się w sobie kurczę.
- Rachel. -  Przedstawiłam się,  wyciągając rękę w jej stronę.
- Shannon. - Dziewczyna uścisnęła ją lekko, jakby była jakąś oślizgłą rybą.
- Co ty tutaj robisz Brian? - spytała Shannon. - Pojawiłeś się... Tak nagle.
- Wiesz, pewne sprawy i takie tam - odparł.
- Yhym. - Dziewczyna zaczęła kiwać głową w zamyśleniu. - A co dokładnie?
- Mieliśmy iść na lody. - Chwyciłam Briana pod ramię.
- W środku parku ?- Shannon uniosła brwi.
- Dopiero na nie szliśmy. - Dopowiedział chłopak. - Przejdziesz się z nami?
- Oczywiście. - Odpowiedziała Shannon z sztucznym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- To chodźmy. - Ruszyliśmy w trójkę przed siebie. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy ulicy.
- Wyglądaliście,  jakbyście przed czymś uciekali. - Zaczęła mówić dziewczyna. - Na przykład wściekłym nauczycielem walki... - Zatrzymaliśmy się gwałtownie. - Błagam cię Brian! Eol wszystko mi powiedział. Jak mogłeś mnie okłamywać?!- Dziewczyna lekko pchnęła go w pierś.
- Musiałem Shann...
- Gdyby ci powiedział,  bogowie mogliby cię skrzywidzić. - Wtrąciłam się. Brian potwierdził to ruchem głowy.
- Na dodatek zacząłeś spotykać się z jakąś brudnokrwistą. - Wskazała na mnie ruchem ręki.
- Ja tu jestem! - Krzyknęłam, załamującym się głosem.  Shannon z wyczekiwaniem wpatrywała się w chłopaka.
<Brian?>

Od Troy'a Cd Jack

Patrzyłem na zjawę z zapartym tchem.
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są  śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?

<Jack?>

poniedziałek, 6 października 2014

Od Briana Cd Rachel

- Zostaliśmy sami... - powiedziałem.
- Tak... - odparła Rachel
Spojrzałem w niebo.
- Popatrz! - wskazałem palcem na niebo. - To chyba...
- Deszcz meteorytów - weszła mi w słowo, zachwycona Rachel.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Usiądziemy?
Dziewczyna potaknęła. Usiedliśmy na ławce wtuleni do siebie, obserwując deszcz meteorów. Popatrzyłem na moją dziewczynę. Była zachwycona tym zjawiskiem. W końcu ona też na mnie popatrzyła. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez ułamek sekundy, aż w końcu zdecydowałem się wykonać pierwszy krok. Pocałowałem Rachel. Smakowała... Słodko. Całowaliśmy się przez jakiś czas, a nagle przerwał nam donośny głos.
- Co wy tu do, cholery robicie?!
Przestałem całować Rachel i spojrzałem za siebie. Stał tam wściekły Ares.
- Wiej - syknąłem do mojej dziewczyny.
Wstaliśmy z ławki i pobiegliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Rachel była oblana potem i zdyszana
- Co teraz? - zapytała.
- Do świata śmiertelników - mruknąłem.
Przebiegliśmy jeszcze trochę aż w końcu znaleźliśmy się w....
- Gdzie jesteśmy? - spytałem. Rachel pokręciła głową.
- Nie wiem - odparła.
- Brian? - usłyszałem za sobą głos. Był on dziewczęcy. Odwróciłem się. Przede mną stała wysoka blondynka o brązowych oczach. Dobrze wiedziałem kim ona jest.
- Brian? - spytała Rachel. - Kim jest ta dziewczyna?
- To moja była - odparłem.

<Rachel?>

Od Jack Cd Brian, Troy

- Ja ci dam czary-mary. - Nysa trzepnęła go w ramię. Zachichotałam cicho.
- Ała...- Mruknął Troy,  rozcierając bolące miejsce. - Możesz mnie też bić ?
- Nysa jest wpół duchem. - Wyjaśniłam.
- Serio?- Zdziwił się Troy.
- Nie musisz tego mówić wszystkim.
- Tak wyszło. - Wyszczerzyłam zęby w jej stronę. Dziewczyna przewróciła oczami,  uśmiechając się pod nosem.
- Dobra. To jak?  Zaczynamy?- Spytała moja przyjaciółka, rozglądając się dookoła.
- Jasne. Pójdę po resztę. - Zaczęłam iść w stronę akademika. W połowie drogi wpadłam na Briana i resztę.
- Chodźcie. Nysa już jest. - Powiedziałam, zawracając z powrotem do serca ogrodu. Przyjaciele ruszyli za mną trochę niepewnie. Zdziwiłam się,  kiedy zauważyłam już wszystko gotowe.
- Szybko ci poszło. - Przystanęłam tuż przy krawędzi usypanego z soli pentagramu.
- Ani mi się waż go zniszczyć jak kiedyś. - Nysa pogroziła mi palcem.
- Jeden raz przez przypadek mi się zdarzyło... - Cofnęłam się o krok.
- Czyli kto w końcu się pyta?- Spytała Nysa,  wyciągając świece. Zapaliła jedną z nich i podała mi. Następną podała Troy'owi i Brian'owi. Pokazała im, gdzie mają stanąć.
- Cofnijcie się. - Ostrzegłam pozostałych. W ciszy nas otaczającej, wzniósł się wysoki, czysty głos Nysy. W kręgu pojawiła się biała zjawa,  przypominająca Banshee. Zadrżałam,  mocniej ściskając świecę.
<Brian? Troy?>

Od Troy'a Cd Jack

- Ona wie, że duchy nic nie jedzą, prawda? - spytałem.
Wszyscy wzruszyli ramionami.
- Wiesz, że wpadłeś jej w oko? - powiedziała Kelly, a na jej twarzy wykwitł parszywy uśmiech.
- Już sobie wszystko wyjaśniliśmy - odparłem.
- Czyżby? - Brian uniósł brwi.
- Spadaj - warknąłem wstając od stołu. - Jesteście okropni.
- Nie gniewaj się na nich, Troy - powiedziała Rachel.
Prychnąłem.
- Odezwę się gdy będę w lepszym humorze - mruknąłem i wyszedłem ze stołówki.
Poszedłem do ogrodu przenikając różne rzeczy. Łaskotało. W końcu znalazłem się w sercu ogrodu. Była tam Jack, a obok nie stała drobnej budowy, brunetka. Była ubrana na czarno. Domyśliłem się, że to Nysa.
- Cześć, Troy - przywitała się ze mną Jack. - To jest moja koleżanka Nysa. Nysa to Troy.
Nysa kiwnęła głową na znak powitania.
- Ona mnie widzi? - spytałem zdziwiony.
Przyjaciółka Jack zaśmiała się ponuro.
- Gdybym nie widziała duchów, to nie mogłabym być specjalistką - odparła.
Zmieszałem się.
- Nie kłopocz Troy'a - powiedziała Jack.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Co będziesz robić? - zwróciłem  się do Nysy. - Odprawisz jakieś czary-mary, czy jak?

<Jack?>

niedziela, 5 października 2014

Od Rachel Cd Brian

Ruszyliśmy szukać Kelly i reszty. Z jednej strony byłam zadowolona, że znaleźliśmy książkę a z drugiej było mi głupio, że wyciągnęłam Briana z dyskoteki.
- Nie jesteś na mnie zły prawda? - Spytałam cicho.
- Czemu miałbym być zły? - Zdziwił się chłopak, spoglądając na mnie.
- Bo ciebie wyciągnęłam z dyskoteki... - Zaczęłam.
- To nic. - Zaśmiał się chłopak. - Ważne, że jestem z tobą. - Objął mnie wolnym ramieniem. Uśmiechnęłam się lekko.
- Chyba tam siedzą. - Wskazałam na jedną z ławek w parku.
- Chodź. - Chłopak chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę przyjaciół.
- Brian! Rachel! - Zawołała Kel, stając na równe nogi. - Zniknęliście nam...
- Tak nagle... Nikomu nie mówiąc... - Axel zaczął wkurzająco ruszać brwiami. Brian posłał mu mordercze spojrzenie, na co chłopak wyszczerzył się w jego stronę.
- Szukałam czegoś w bibliotece i Brian znalazł coś, co ci pomoże. - Wzięłam książkę i usiadłam na ławce, rozkładając sobie tomiszcze na kolanach. Delikatnie przewracałam ciemnożółte kartki, szukając odpowiedniej strony. W końcu ją znalazłam.
- Tutaj piszą, że aby "być godnym" jak to ujęłaś. - Spojrzałam na przyjaciółkę. - Musisz wykazywać się kilkoma cechami. Przede wszystkim pokorą, skromnością...
- Przecież jestem skromna. - Przerwała mi Kelly. Przypatrzyłam jej się przez chwilę. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, po czym wróciłam do książki.
- Miłość, przyjaźń, odwaga i poświęcenie. - Recytowałam dalej. - Przynajmniej tak piszą.
- Fajnie. Czyli została mi pokora i poświęcenie. - Podsumowała Kelly, wstając.
- I skromność. - Dodałam, zamykając książkę. - Przyda ci się to. - Wcisnęłam jej tomiszcze do ręki.
- Czy to ludzka skóra? - Zainteresował się Axel.
- Pewnie tak. - Odpowiedziała Kelly, ruszając w stronę Akademika. - Ja już lepiej pójdę, jeszcze poczytać. Miłego wieczoru. - Pomachała nam.
- Pójdę z tobą. - Axel pobiegł za dziewczyną. Zostałam sama z Brianem.
<Brian?>

sobota, 4 października 2014

Od Jack Cd Drużyna Lamy

- Po co ci duchy?- Spytałam, skubiąc paznokcie.
- Można ustalić,  czego Anubis będzie chciał od Troy'a. - Odpowiedział Brian. Skrzywiłam się.
- Nie wiem,  czy to coś da. Duchy raczej nie wiedzą takich rzeczy. Jeśli bardzo chcecie mogę sprowadzić moją znajomą z Walii. Całkiem nieźle się na tym zna.
- Za ile by była?- Spytała się Kelly.
- Godzinka. Max dwie. - Ruszyłam w stronę akademika. - Ale to na was wszystko zrzucę,  jeśli zacznie się wydzierać. A ma bardzo,  bardzo wkurzający głos. - Ostrzegłam i zaczęłam biec. Po jakiś pięciu minutach byłam na miejscu. Oddychając głęboko, usiadłam przy jednym z wolnych stolików. Udało mi się zadzwonić do Nysy,  kiedy przyszła drużyna lamy.
- I jak?- Spytała się Rachel,  siadając koło mnie.
- Przyjedzie. - Odpowiedziałam,  wkładając do ust porcję makaronu. - Będzie za jakieś półgodziny.
- Szybko. - Zdziwił się Troy,  siadając naprzeciwko.
- Powiedziałam,  że to pilne. - Wyjaśniłam, odsuwając talerz do chłopaka . - Zjedz coś. Nic innego nie dostaniesz. - Dodałam,  widząc jego minę. - Będę u siebie,  szukając jeszcze czegoś przydatnego. - Wstałam i wyszłam ze stołówki.
<Drużyno Lamy?>

Od Briana Cd Drużyna Lamy, Jack

- Nie zabij mnie - ostrzegł mnie Axel. - Jeśli to zrobisz, będę nawiedzał cię w snach.
Uśmiechnąłem się szelmowsko.
- Spróbuję, ale nic nie poradzę - odparłem.
- Walczmy - warknął Pyskacz.
Axel natarł na mnie i zaatakował pierwszy. Odparowałem jego cios bez trudu.
- Postarałbyś się - powiedziałem z uśmiechem.
Walczyliśmy przez dłuższy czas aż w końcu udało mi się go pokonać. Axel upadł na piach.
- Wygrałem - oznajmiłem z uśmiechem.
- Gratulację - mruknął.
Podałem mu dłoń by wstał.
- Gratulacje dla zwycięzców! - usłyszałem donośny, znudzony głos Aresa. - Kelly Night, Darkness Gloom, Brain Gormack i Jacqueline Mayo! Stawcie się tu jutro o tej samej godzinie! A teraz, rozejść się!
Razem z Axelem podszedłem do przyjaciół.
- Dobrze wam poszło - uśmiechnąłem się do nich.
- Tak - przyznała Kelly. - Ale następnym razem, Cameron będzie się musiał bardziej postarać.
- Teraz będziesz ze mnie szydzić? - spytał.
- No oczywiście - Kel uśmiechnęła się szelmowsko. - Dobra, skoro już skończyliśmy to... Idziemy na obiad?
Wszyscy spojrzeliśmy na dziewczynę.
- No co? - mruknęła. - Głodna jestem.
- W to nie wątpię - powiedziałem. - Chodźmy. Potem... Trzeba coś wymyślić.
Kelly przekrzywiła głowę, ale chyba wiedziała co mam na myśli.
- Okej... - zaczęła Jack. - Rachel! - pomachała jej, dając wyraźny znak by razem z Troy'em tu podeszli.
Byli po chwili.
- Idziemy na obiad - oznajmiłem. - Potem będzie trzeba iść do biblioteki. Można jeszcze spróbować się skontaktować z jakimiś duchami. Wtedy podzielilibyśmy się na grupy. Odpowiada wam taki plan?

<Lamy? Jack?

poniedziałek, 29 września 2014

Od Jack Cd Kelly, Brian, Darkness

- Nie Troy. - zaczęłam sarkastycznym tonem. - Cieszę się na lekcję z Aresem i nie chcę na nią iść.
- Co mu powiemy,  kiedy zobaczy Troy'a? - Spytała się Rachel.
- Wyjaśnimy?- Zaproponowałam.
- Taak. Świetny pomysł. - Powiedziała Kelly. - Dzień dobry. Troy tak naprawdę nie umarł,  choć jakiś chłopak przekuł go mieczem. Stał się półduchem i tylko parę osób go widzi. - Spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- To wymyśl coś lepszego. - Prychnęłam,  otrzepując się z siana. - A ja w tym czasie już pójdę,  bo nie zamierzam się spóźnić. - Odwróciłam się na pięcie,  po czym wyszłam ze stajni. Byłam na Arenie jakieś pięć minut przed dzwonkiem. Weszłam do środka,  czekając na przyjaciół. Zagadałam się z jakimś chłopakiem,  więc nawet nie zauważyłam ich wejścia ani Aresa,  czekającego na spokój. Dopiero,  kiedy się na nas wydarł,  była w końcu cisza.
- Dziękuję bardzo. - Mruknął. - Za dwa tygodnie jest turniej walk w Akademii. Przyjadą inni uczniowie z innych szkół. Wybierzemy dzisiaj trzy osoby,  które będą nas reprezentować. - Ciągnął bóg dalej. - Ci,  którzy wiedzą,  że na pewno nie będą brać udziału siadają na trybunach. - Kilka osób ruszyło na siedzenia, na których siedział również Troy,  przyglądając nam się z zainteresowaniem.  Została nas ósemka.
- Do broni!- Wrzasnął Ares,  rzucając nam miecze. Na początek walczyłam z tym kolesiem,  z którym wcześniej gadałam. Brian trafił na Axel'a, Kelly na Cam'a, a Darkness na kogoś tam. Nie znam go. Na znak Aresa zaczęliśmy walczyć.
<Kelly? Brian? Darkness?>

Od Troy'a Cd Jack, Drużyna Lamy

- Można się przespać - powiedziałem i wskoczyłem w siano.
Konie zaczęły rżeć.
- Ależ jesteś produktywny - mruknęła Jack i także weszła do siana. - Jak ty w ogóle możesz leżeć skoro jesteś duchem?
Wzruszyłem ramionami.
- Chyba umiem się zmaterializować - rzekłem i zamknąłem oczy.
- Słodko wyglądacie - powiedziała Kelly. Zmusiłem się do otwarcia oczu. Uśmiechała się szelmowsko.
- Jakbym była w złym humorze miałabyś pięć sekund na ucieczkę - warknęła.
- Pff... - machnęła lekceważąco ręką Kel. - Nie boję się ciebie.
Jack już prawie wstała.
- Uspokójcie się - powiedział Brian.  - Jak wam się coś stanie trzeba będzie wyjść z ukrycia. A na to wygląda, że jednym z najmilszych nauczycieli jest Thor. I Loki, w sumie też.
- Dzięki - burknęła Dark.
- Ale w taka prawda- potwierdziłem.
- Troy, nie wolałbyś... No nie wiem... Myśleć nad swoim wyborem? I ty wiesz w ogóle, co to mają być za... Konsekwencje, o których mówiła Jack?
- Nie wiem i nie. Nie mam bladego pojęcia o co chodzi z tymi "konsekwencjami". Cam?
Mój brat pokręcił głową.
- Też nie. Na pewno nic miłego cię nie spotka.
- Dzięki. Myślałem, że to będzie atak miłych puchatych króliczków, ale dzięki twojej odpowiedzi mogę wykreślić je z listy - mruknąłem.
- Ja tylko... Ech nie ważne - powiedział i odszedł.
- Przestańcie kłócić jak stare małżeństwo. Wyjdzie to wam na dobre.
- Dzięki za "radę", Jack - warknąłem i wstałem. - Kel? Godzina?
- No, już to dwadzieścia minut minęło - odparła. -  Teraz jest przerwa, a po niej... Lekcje z Aresem.
- W końcu konkret - ucieszyła się Jack.
- Ja się z was wszystkich pośmieję - uśmiechnąłem się szelmowsko. Bo chyba tam idziemy, co nie?

<Jack? Lamy?

środa, 24 września 2014

Od Jack Cd Troy, Darkness, Kelly, Cameron, Brian

Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam ochoty iść na astronomię. Powiedzcie,  że się źle czułam czy coś. - Machnęłam ręką, kierując się do wyjścia.
- Hej!- Zawołała Kelly. - Nie ma tak dobrze. Idziemy z tobą.
- O. - Zdziwiłam się. - Miło. To gdzie idziemy?- Spytałam.
- Co powiedzie, by ukryć się w stajni? - Zaproponował Brian, obejmując Rachel, która oparła się o jego rękę.
- Oki doki. - Powiedział Cameron,  dołączając do mnie. W ósemkę ruszyliśmy bocznymi ścieżkami w stronę stajni,  tak by nie nakrył nas żaden nauczyciel. Idealnie kiedy weszliśmy do środka,  zadzwonił dzwonek.
- To co teraz?- Spytał Axel,  siadając na jednaj z bel siana.
- Co powiecie na małą przejażdżkę?- Zaproponowała Kelly,  kierując się do boksu swojego pegaza.
- Ja zostaję. - Mruknęłam,  kładąc się na sianie. - I nie zamierzam się stąd ruszać. - Przewróciłam się na bok,  zamykając oczy. Przysłuchiwałam się rozmowie reszty,  po części będąc we własnych przemyśleniach. Dopiero kiedy usłyszałam stukot kopyt o beton,  otworzyłam oczy.
Została jedynie Rachel,  grzebiąc coś w telefonie. Westchnęłam,  obracając się na drugi bok. W stajni zapanowała głucha cisza.
Udało mi się na chwilę zasnąć,  kiedy drzwi otworzyły się na oścież. Na zewnątrz padało, ale moi przyjaciele śmiali się,  cali mokrzy.
- Złapał was deszczyk?- Spytałam sennie, siadając.
- Tak. Na dodatek prawie nas złapali. - Zaśmiała się Kelly,  zeskakując na ziemię.
- Było blisko. - Zaśmiał się Brian.
- Do końca lekcji zostało jakieś dwadzieścia minut. - Powiedziałam,  podnosząc się na nogi. - Co robimy?
< Troy? Darkness? Kelly? Cameron? Brian?>

sobota, 20 września 2014

Od Blink Cd Josh

- To miło.... - odpowiedziałam nie pewnie.
Po chwili starszy człowiek, zaprowadził nas do małej piwniczki.
Było tam pełno, eliksirów i mikstur. Nicolas zaczął szperać między półkami.
- Mam ! - powiedział zadowolony.
Uniosłam brew. Przelał jakiś płyn do dwóch szklanek.
- Do dna ! -podał na szklanki.
- To za łatwe. - rzekłam.
- Ale co ? - spytał Josh w moim ciele.
- Jeden łyk i wszystkie problemy znikają. Nie wydaje Ci się to dziwne...?
- Pij i nie marudź !
Wypiłam tajemniczą miksturę, smakowała trochę jak zgniłe jajo.
Nie czułam żadnej zmiany. Może tylko okropny posmak.
- Widzisz ?! Nic się nie stało. - machnęłam ręką.
Wpadłam w portal który sama otworzyłam.

Od razu wróciłam do Josha.
- Dobra, miałeś racje. - powiedziałam z trudem.

Josh?

środa, 17 września 2014

Od Briana Cd Rachel

Byliśmy już w bibliotece. Wzięliśmy pełno książek. Rachel siedziała przy stoliku i kolejno je przeglądała. Ja szukałem jeszcze na regałach.
- Nic tu nie ma - mruknęła dziewczyna odstawiając chyba szóstą książkę.
- Szukaj dalej. Na pewno coś znajdziemy - pocieszyłem ją.
Przechodziłem na kolejne regały, ale nic nie znalazłem. Już miałem się poddać lecz zauważyłem książkę która się wyróżniała. Wziąłem ją. Była bardzo duża i ciężka. Prawdopodobnie oprawiona w... ludzką skórę.
- Rachel?! - zawołałem. - Chodź tutaj!.
- Już idę - odparła i przyszła tutaj.
- Popatrz - podałem jej księgę.
Zaczęła ją przeglądać.
- Brian! - wykrzyknęła. - Właśnie znalazłeś jedną z najstarszych ksiąg o mitologii nordyckiej!
- Czyli to dobrze? - wyszczerzyłem się.
- No pewnie - uśmiechnęłam się do mnie dziewczyna. - Idziemy szukać Kelly?
Potaknąłem.
- Chodź - wziąłem od niej książkę i poszliśmy szukać naszą przyjaciółkę.

<Rachel?>

Od Troy'a Cd Jack, drużyna Lamy

- Hej! - mruknąłem.
- To prawda - powiedziała Darkness.
Odwróciłem się do niej.
- Myślałem, że jesteś po mojej stronie.
- Jestem po stronie zwycięzców - poprawiła mnie i zaczęła coś rysować w zeszycie.
Westchnąłem.
- Kto jeszcze mnie widzi? - spytałem Thora. - I niby, czemu mnie widzisz?
- Widzę cię ja, Ares, twój brat i twoi znajomi - odparł. - A ja widzę cię dlatego, że jestem bardzo dobrym znajomym twego ojca i mam mieć na ciebie oko.
- Przecież oni mają na mnie oko! - zaprotestowałem.
Bóg uniósł brwi.
- Tylko, że nie powstrzymali cię przed głupim parodiowaniem mnie - rzekł sucho. - A wiedzieli, że to... Cóż. Wiedzieli, że poniesiesz konsekwencje. Zwłaszcza Kelly - spojrzał na nią.
Dziewczyna odwróciła głowę.
- Nie ważne - mruknął.
- A czemu nas pan tu zatrzymał? - zapytałem. - Raczej nie po to by na mnie powrzeszczeć, prawda?
- Wiem, że masz siedem dni - odparł. - I wiem, że ty byś o to nie poprosił, więc robię to za ciebie. Zwracam się do was wszystkich. Musicie pomóc Troy'owi wybrać mądrze, gdyż jeśli wybierze "źle" będą konsekwencje.
Wszyscy potaknęli.
- I jeszcze jedno - dodał. - W miarę swoich możliwości także wam pomogę, ale nic nie obiecuję. Teraz możecie się rozejść - machnął ręką. - Ale ty zostań na chwilkę Kelly.
Dziewczyna potaknęła i podeszła do ojca. Wyszliśmy wszyscy z sali czekając na nią. Pojawiła się po chwili.
- Co chciał twój ojciec? - spytałem.
- Nic ważnego - odpowiedziała.
- Echem - przytaknąłem. - To co teraz?

<Jack? Drużyno Lamy?>

wtorek, 16 września 2014

Od Rachel Cd Brian

- Zatańczysz?- Spytał się Brian,  chwytając mnie za rękę i nie czekając na odpowiedź,  wyciągnął mnie na parkiet. Wmieszaliśmy się w tłum tańczących. W połowie piosenki,  melodia się urwała. Nagle z głośników zaczęła lecieć belgijka. Na szczęście Brian też umiał to tańczyć. Ustawiamy się w kółku, przygotowując się do tańca. Po drugiej stronie zauważyłam Axel'a z Kelly.
Zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki. Pod koniec piosenki ledwo mogłam oddychać. Na szczęście byłam blisko drzwi. Rozejrzałam się dookoła,  uprawniając się,  że nigdzie nie ma Kelly ani Briana. Ledwo wyszłam na dwór,  poczułam czyjeś ręce na talii.
- Rachel. - Brian odwrócił mnie do siebie. - Znasz takie słowo jak zabawa?
- Wyszłam się przewietrzyć. - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Yhym... - Chłopak kiwnął głową. - Już ci uwierzę.
- Naprawdę!- Zawołałam. - Przynajmniej na razie.
- Oj Rachel,  Rachel... - Brian pokręcił głową. - Pójdę z tobą jak chcesz.
- Naprawdę? - Spytałam,  chwytając go za rękę.
- Nie. Dla żartów. - Spojrzał na mnie,  uśmiechając się do mnie.
- Dziękuję. - Wspięłam się na palce,  całując go w policzek.  Trzymając się za ręce,  ruszyliśmy do biblioteki.

<Brian?>

Od Jack Cd Troy

- To jakieś szaleństwo. - Mruknęłam pod nosem,  kierując się w stronę Troy'a. - Ktoś cię widzi?- Spytałam.
- Z tego,  co mówił mi ojciec to ty i reszta drużyny Lamy. Oraz Ares, bo był przy mojej śmierci.
- Wiesz już, co wybierzesz?- spytałam cicho. Chłopak nie odpowiedział, patrząc przed siebie.
- Nie. - Odpowiedział, równie cicho. - Co teraz masz?
- Lekcję z Thor'em. - Powiedziałam, skręcając do odpowiedniej sali. Chłopak poruszył znacząco brwiami.
- Trochę się rozerwę, skoro mnie nie widzi. - Uśmiechnął się szelmowsko,  wchodząc do klasy. Usiadłam jak zwykle przy oknie. Wszyscy byli jakoś przygnębieni. Na widok Troy'a,  Kelly mało co nie zaczęła krzyczeć. W porę zatkałam jej usta. Na zmianę z chłopakiem opowiedziałam o co chodzi. Nagle do klasy wszedł Thor.
Bóg zaczął prowadzić normalną lekcję. Zauważyłam, że nigdzie nie było tego chłopaka z Areny. Jasona czy jakoś tak. Przez połowę lekcji Troy wygłupiał się, parodiując nauczyciela. Nagle odwrócił się w jego stronę.
- Wiesz,  że ciebie widzę tak?- Spytał Thor, patrząc na chłopaka.
- Mam kłopoty?- Spytał, Troy przybierając minę niewiniątka.  Bóg zaśmiał się złowrogo.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedział,  odwracając się się ponownie do tablicy. Zatkałam usta ręką, by nie wybuchnąć śmiechem.  Kelly położyła głowę na ławce, aż trzęsły jej się ramiona ze śmiechu.
- O kurde.. - Mruknął Troy,  podchodząc do ławki Camerona. Odsunął ze zgrzytem krzesło i usiadł na nim, kładąc nogi na stole. W końcu zadzwonił dzwonek.
- Jack. Kelly,  Rachel i reszta. Zostańcie proszę.- Powiedział Thor, nie odrywając wzroku od dziennika.
- Mamy kłopoty. - Szepnęła do mnie Kelly.
- Nie my tylko Troy. - Odpowiedziałam, siadając na ławce najbliżej biurka.
<Troy?>

niedziela, 14 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Cameron wypchnął Jack na korytarz. Wrócił po chwili sam, zamykając drzwi.
- Dlaczego nie pozwoliłeś jej zostać? - spytałem.
- Musisz odpoczywać - odparł Cam.
- Cammy...
- Nic nie rozumiesz, Troy! - wykrzyknął brat.
- Och, czyżby? Tylko, że to ja zobaczyłem Banshee! I wtedy była ze mną Jack! - podniosłem głos lekko skręcając się z bólu.
- Wybacz - wymamrotał.
- Nic się nie stało. A teraz powiedz Jack, żeby tu weszła.
Cameron mruknął coś pod nosem po czym wyszedł. Chwilkę później drzwi ponownie otworzyły się i na początek przeszła przez nie Jack.
- Troy! - wykrzyknęła i podbiegła do mnie. Próbowała chwycić mnie za rękę, ale jej dłoń przeszła przez nią. - Co do...
- On nie żyje - powiedział mój ojciec.
Dziewczyna spojrzała na niego.
- Kim jesteś? - spytała.
- Jestem Anubis, ojciec Troy'a - rzekł.
- Och - westchnęła dziewczyna.
- Troy - bóg spojrzał na mnie. - Już czas. Musisz dokonać wyboru.
- Jakiego wyboru? - Jack spojrzała to na mnie to na Anubisa.
- Gdy tylko pojawiła się Banshee, wiedziałem, że to mój czas. Wiedziałem, że za niedługo zginę.
- Że, co?! - wykrzyknęła dziewczyna.
- Daj mi skończyć - powiedziałem. - Chodzi o to, że gdy zginąłem... Nie wiem jakby to ująć... Zostałem zastępcą Anubisa. Kiedyś przejmę jego obowiązki.
- Nie mogę robić tego do końca - wtrącił ojciec.
- I jeszcze przed śmiercią usłyszałem głos...
- Głos śmierci - dodał bóg śmierci.
- Wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś?! - wydarła się na mnie Jack. - Szaleństwo!
- Wiem... - westchnąłem.
- A co z tym wyborem? - dopytała.
- Troy... Ma jako taki wybór - rzekł Anubis. - Może wybrać. Czy pójdzie ze mną, czy zostanie na ziemi.
- To dobrze, prawda? - spytała bogini.
- Nie do końca - ciągnął. - Jeśli powróci będą liczne konsekwencje...
- Jakie?
- Dowiesz się - mruknął ojciec. - Troy, masz tydzień. Siódmego dnia, od razu po zachodzie słońca przyjdę i spytam cię o twój wybór. Wybieraj mądrze... - dodał cicho i zniknął.
- Mógłbyś mi to wytłumaczyć?! - spytała Jack.
- Potem - odparłem. - A i gwoli ścisłości. Jestem ducho-człowiekiem. Nie będę ci tego tłumaczył potem zobaczysz.
Wstałem z łóżka.
- Na razie, Cam - uśmiechnąłem się do brata i wyszedłem. - Na co czekasz, Jack? - krzyknąłem do dziewczyny, która stała w tym samym miejscu co przedtem.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Upadłam w piach. Nadal dzwoniło mi w głowie po uderzeniu. Otworzyłam lekko oczy. Kelly stała nade mną, dysząc ciężko. Przystawiła grot włóczni do mojego gardła. Chwyciłam w dłoń garść piasku.
- Poddajesz się? - Spytała dziewczyna. Ostrze było zaledwie centymetr od mojego przełyku. Sypnęłam jej piachem w oczy. Odskoczyła do tyłu, mijając o milimetry moją twarz. Zerwałam się na nogi i kopnęłam ją mocno w brzuch. Zgięła się w pół, jęcząc cicho. Dysząc usiadłam koło niej.
- Niezła jesteś - Wysapałam, kładąc się na piachu. - Już dawno się tak nie zmęczyłam. Remis?
- Na Odyna! Troy! - Odpowiedziała dziewczyna, zrywając się na nogi. Podniosłam głowę w momencie, kiedy chłopak opadał na ziemię. Nad nim stał jakiś osiłek z nieogarem na twarzy. Bóg wojny już biegł w ich stronę. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co się stało.
- Nie! - Zawołałam, zrywając się na nogi i chcąc biec w jego stronę. Powstrzymały mnie silne ręce, przytrzymujące w pasie. Próbowałam je od siebie odepchnąć, jednak trzymały mocno.
- Już dobrze... - Kelly odwróciła mnie w swoją stronę. W jej niebieskich oczach był ból. - Nie patrz tam. - Zawyłam cicho, wbijając paznokcie w jej ramiona. Słyszałam jak Ares coś wykrzykuje, a po chwili nastąpiła cisza.
- Przenieśli go do skrzydła szpitalnego. - Odpowiedziała dziewczyna, przytulając mnie do siebie. Zaczęłam pociągać nosem. To niemożliwe... Nagle w wejściu ukazała się biała postać Banshee. Zalała mnie fala wściekłości. Oderwałam się od dziewczyny i chwyciłam najbliższą włócznię.
- Zadowolona jesteś?! - Zawołałam w jej stronę. Wzięłam zamach i rzuciłam bronią jak oszczepem. Gdyby był tu Ares, wkurzyłby się tak jak moja matka kilka lat temu. "Włócznia to nie oszczep. Nie możesz nim sobie tak po prostu rzucać!" Okrzyczała  mnie wtedy. Teraz jednak jej tutaj nie było. Broń wbiła się zaledwie metr od zjawy. Przekrzywiła głowę. Nagle w mojej głowie odezwał się jej melodyjne głos.
- Powinnaś bardziej uważać głupia dziewucho. - Powiedziała tylko, po czym zniknęła. Na Arenie panowała przygnębiająca cisza. Chłopak, z którym walczył Troy, chyba przechodził jakieś załamanie nerwowe. Na Arenę wszedł Thor .
- Rozejść się wszyscy! - Zawołał władca piorunów. - Nie wychodzicie z pokojów do odwołania. - Na trzęsących się nogach ruszyłam przed siebie. Cała drużyna Lamy zebrała się w jednym miejscu, rozmawiając po cichu z Thorem. Nie mogłam siedzieć w pokoju, kiedy mój przyjaciel umiera. Albo już umarł. Wymknęłam się wąską ścieżką w stronę Akademii. Cicho przemknęłam się korytarzem do skrzydła szpitalnego. Przed drzwiami stał Cameron.
- Co tutaj robisz? - Spytał, patrząc na mnie nieufnie. Ciekawe czy Troy opowiedział mu o Banshee?
- Co z nim? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Chłopak się zmieszał.
- Jest w środku. Nie powinnaś tam... - W tym momencie przerwało mu pukanie. Otworzył drzwi na tyle wąsko, że nic nie zobaczyłam oprócz jakiegoś chłopaka ubranego na czarno. Szeptali między sobą, po czym Cameron wszedł na salę. Widziałam to. Troy siedział oparty o łóżko z przymkniętymi oczami oraz bandażem na brzuchu. Pchnęłam drzwi, tak że otworzyły się na oścież. Chłopak spojrzał na mnie.
- Ty żyjesz... - Wydukałam tylko, zanim wściekły Cameron wypchnął mnie z powrotem na korytarz.
<Troy?>

sobota, 13 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

- Jak widać - posłałem jej słaby uśmiech. - Też śniła ci się Banshee, prawda?
Dziewczyna skinęła głową.
- Okropne koszmary - mruknęła.
- Spokojnie. Będziemy walczyć i się wyluzujesz. Ja postaram się nie doznać kontuzji.
Jack zaśmiała się.
- Chodźmy do środka - powiedziała.
Weszliśmy na arenę. Było tutaj pełno uczniów. Wszyscy stali w kole, blisko Aresa. Podeszliśmy bliżej.
- Słuchajcie! - wykrzyknął, jak to ma w zwyczaju. - Dziś mamy dwie lekcje, a to oznacza, że będziemy walczyć na miecze i włócznie! Dobierzcie się w pary! Potem ja sam wybiorę wam przeciwników by nie było nudno! Powodzenia... - dodał niechętnie.
Wszyscy rozeszli się.
- Będziesz ze mną walczyła? - spytałem Jack.
- Spróbuję cię nie okaleczyć - uśmiechnęła się do mnie szyderczo.
Walczyliśmy przynajmniej godzinę. Raz wygrywałem ja, a raz Jack. Nie odnieśliśmy poważniejszych ran niż parę siniaków i kilka zadrapań.
Po jakimś czasie rozbrzmiał krzyk boga wojny:
- Dobra! Teraz włócznie!
Podeszliśmy do broni. Gdy już je zabraliśmy Ares wydzielił nam partnerów. Jack walczyła z Kelly (no, będzie się musiała postarać), a ja z jakimś chłopakiem imieniem Jason. Nie był ani zbyt inteligentny, ani silny. Nie powalał też urodą. Od taki, można by rzec, zwykły śmiertelnik. A to nawet dość trafne określenie gdyż jest bogiem w jednej czwartej.
Gdy z nim walczyłem  dawałem mu kilka wskazówek między innymi, dlatego, że nie chciałem by ochrzanił nas Ares, a także, bo nie chciałem się nudzić.
W pewnym momencie Jason przybrał pozę do szarży. Ja taką by albo się obronić, albo żebym łatwo uskoczył. Chłopak wystrzelił jak z procy. Byłem przygotowany, ale usłyszałem szept. Potem głos się nasilał i odwróciłem się. Nie zobaczyłem nic za sobą. Poczułem jednak piekący ból. Z trudem spojrzałem w dół. Grot włóczni przebił mój brzuch. Traciłem powoli siły.
- Nie! - usłyszałem krzyk. Być może to była Jack, ale nie jestem pewien. Nie miałem na nic siły.
Przed oczami zobaczyłem już tylko ciemność i poczułem jak bezwładnie padam na ziemię.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Zmieszałam się.
- Rozmawiałam krótko z rodzicami. Nie powiedzieli mi niczego, czego bym już nie wiedziała. - Spochmurniałam.
- Szkoda. - Chłopak również nie wydawał się jakoś szczęśliwy.
- Jeśli masz rodzeństwo czy coś, to lepiej do niego pójdź i coś mu powiedz. Że ma uważać czy coś. - Posłałam mu słaby uśmiech. - Powinniśmy już iść. Jutro czeka nas wycisk od Aresa.
- Pewnie nie możesz się doczekać. - Zaśmiał się cicho Troy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo nie mogę się doczekać. - Wyszczerzyłam zęby w jego stronę. - Dobranoc. - Pomachałam mu i zniknęłam u siebie w pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Zerknęłam jeszcze na zegarek, leżący na szafce nocnej. Zbliżała się północ. Usnęłam, nie mogąc przestać myśleć o białej kobiecie. Obudziłam się z krzykiem, kiedy zadzwonił budzik. Wyłączyłam go i pobiegłam do łazienki. Trzęsącymi dłońmi macałam szyję. Żadnej rany. Nic.
- To tylko sen. - Mruczałam pod nosem, wracając do pokoju.  Przebrałam się w czarne legginsy oraz ciemnoniebieski podkoszulek. Związałam włosy w wysoką kitkę i umyłam się. Chwyciłam jeszcze swój miecz, po czym wyszłam z pokoju. Na korytarzach było pełno uczniów, w większości zaspanych. Przedarłam się na zewnątrz, oddychając świeżym powietrzem. W ciszy ruszyłam na Arenę. Przed wejściem czekał Troy. Uśmiechnął sie do mnie.
- Wiedzę, że nie ja jako jedyna miałam kiepską noc. - Wskazałam na jego rozczochrane włosy.
<Troy?>

czwartek, 11 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Jack odeszła zostawiając mnie samego z Bucky'm.
- Wiesz co to oznacza, Narwańcu, prawda? - spytałem.
Koń potrząsnął łbem.
- Za niedługo to się stanie - westchnąłem. - I nic już na to nie poradzę.
Zaprowadziłem Bucky'ego do boksu i zdjąłem mu uzdę.
- Cześć, Buck - poklepałem konia po szyi po czym wyszedłem. Spędziłem kilka godzin na chodzeniu po ogrodach, ćwiczeniu walki, graniu na instrumentach...
Nudziłem się ogromnie, aż w końcu na jednym z Akademickich korytarzy zobaczyłem Jack. Podbiegłem do niej.
- Hej, Jack - przywitałem się z nią.
- O... Hej, Troy - odparła.
- Wiesz już dlaczego Banshee się tam pojawiła? - spytałem.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Chwyciłam się mocno chłopaka, by nie spaść. Przytrzymałam się kolanami i po chwili złapałam odpowiedni rytm. Wyjechaliśmy całkiem daleko w las. Wspaniale czułam się ponownie na końskim grzbiecie. Objęłam mocniej Troy'a, chwytając się jego koszuli. W końcu zwolniliśmy do kłusa. Po jakimś czasie zobaczyliśmy polanę. Przystanęliśmy. Była ze wszystkich stron otoczona drzewami. Bucky zaczął niecierpliwie grzebać kopytem w ziemi.Poczułam na plecach dreszcze.
- Nie powinniśmy tutaj być. - Mocno chwyciłam Troy'a za ramię.
- Czemu? - Zdziwił się chłopak, odwracając się do mnie.
- Po prostu. Coś jest z nią nie tak. - Próbowałam wypatrzyć cokolwiek, co sprawiło, że jestem taka przestraszona. Aż czułam jak w środku coś mnie skręca. Nagle zobaczyłam stojącą na drugim końcu polany biała postać.
- Widzisz ją? - Spytałam, wskazując na nią palcem. Chłopak skupił wzrok na miejscu, które pokazywałam. Ledwo zauważalnie skinął głową. Dopiero po chwili rozpoznałam tą kobietę. Włosy zjeżyły mi się na karku. Kiedy byłam mała, mama straszyła mnie nimi. A za każdym razem, kiedy była burza, wyobrażałam sobie, jak podchodzą do mojego okna, zawodząc żałośnie.
- Jedź! - Krzyknęłam, klepiąc konia w zad. Wystrzelił jak z procy, w drugą stronę. Byle dalej od białej kobiety. Troy chyba wyczuł, że jest coś nie tak, bo nie zadawał żadnych pytań. Zwolniliśmy dopiero, kiedy dojechaliśmy do stajni. Wjechaliśmy do środka. Zsunęłam się na ziemie, jeszcze zanim stanęliśmy.
- Co to było? - Spytał Troy. Głos mu lekko drżał, choć starał się tego nie okazywać.
- Banshee. - Odpowiedziałam, opierając się o ścianę boksu. - Biała kobieta zwiastująca śmierć.
- Czyli, że... - Chłopak głaskał niepewnie Bucky'ego.
- Nie. Nic się nie stanie.  - Skłamałam. - Muszę porozmawiać z rodzicami. - Odpowiedziałam, zostawiając chłopaka samego.
<Troy?>

wtorek, 9 września 2014

Od Kelly Cd Rachel, Axel

- Dalej, Rachel, będzie fajnie - powiedziałam uśmiechając się.
- A nie mieliśmy robić przypadkiem czegoś innego? - spytała.
Machnęłam lekceważąco ręką.
- Potem się to załatwi - mruknęłam. - Teraz trzeba się zabawić. To jak?
Moja przyjaciółka przewróciła oczami.
- No dobra. Ale nie obiecuję, że będę tańczyć.
- Zobaczymy - rzekł Brian i poruszył znacząco brwiami,
- Ręce mi przy was opadają - oznajmiła.
- Ale nas uwielbiasz - wyszczerzyłam zęby w szyderczym uśmiechu.
- Dobra. Spotykamy się za dwie godziny na dyskotece, okej? - zaczął ustalać Axel.
- Jasne - powiedzieliśmy zgodnym chórem, a potem rozeszliśmy się w swoje strony.
Te dwie godziny spędziłam na ogarnianiu się. Jak zostało mi mniej więcej dziesięć minut wyszłam z pokoju i pomaszerowałam na salę. Przed nią stali moi przyjaciele.
- Hejka - uśmiechnęłam się do nich. - Jesteście gotowi?
- Urodziłem się gotowy - odparł Brian z uśmiechem.
- No i prawidłowo - powiedziałam.
- Chodźcie.
Weszliśmy na salę. Widać było, że prawie cała szkoła była na imprezce. Parkiet pękał w szwach.
- To co, gotowi? - spytałam z figlarskim uśmiechem, a następnie pociągnęłam Axel'a w wir tańca.

<Rachel? Axel?>

Od Troy'a Cd Jack

- Nie muszę tego uważać - zaśmiałem się. - Ja to wiem.
Jack spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, ale także się roześmiała. Do tego klepnęła mnie w ramię.
- Dobry żart Troy - prychnęła.
Wyszczerzyłem zęby.
- Nic nie poradzę. Taki już jestem - wzruszyłem ramionami.
Resztę drogi przeszliśmy w ciszy. W końcu dotarliśmy do stajni. Weszliśmy do środka. Podszedłem do boksu Backy'ego.
- Hejka, Narwańcu - powiedziałem. - Czas na przejażdżkę, nie sądzisz? - koń zarżał cicho po czym umilkł.
Jack zmarszczyła brwi.
- A on nie ma przypadkiem Bucky? - spytała.
- Jasne, ale nazywam go Narwańcem. Do do niego pasuje - poklepałem go po szyi. - Gotowa?
- Nigdy nie byłam bardziej gotowa - odparła z uśmiechem dziewczyna.
Wyprowadziłem mojego konia z boksu. Założyłem mu uzdę po czym wraz z Jack wszyliśmy na zewnątrz, Wdrapałem się na plecy Bucky'ego i podałem Jack rękę by się podciągnęła. Po chwili dziewczyna siedziała za mną.
- Może mnie przytulisz by nie spaść? - zapytałem z figlarskim uśmiechem.
- Kiepski tekst na podryw - prychnęła.
Wzruszyłem ramionami.
- Jak sobie chcesz. Dalej, Buck! - trąciłem konia piętami i pognaliśmy galopem w las.

<Jack?>

poniedziałek, 8 września 2014

Od Jack Cd Troy

Zamyśliłam się przez chwilę.
- Pogoda ładna. Możemy się przejść. - Wstałam i otrzepałam nogi z ziemi oraz resztek trawy.
Chłopak postąpił tak samo. Po chwili szliśmy w stronę ogrodów.
- Masz swojego konia?- Zagadał Troy.
- Nie. Musiałam go zostawić w Walii. - Posmutniałam. Chłopak zmarszczył brwi.
- W sensie samego?- Zdziwił się.
- Co?  Nie!- Zaśmiałam się.
- To jak..?
- Wypuściłam go na wolność. - Przerwałam mu. - Biega po łąkach. Kilka godzin przed wyjazdem widziałam go razem z innym stadem dzikich koni.
- Chciałabyś się przejechać ze mną na Bucky'm? - Spytał,  patrząc w stronę stajni.
- Zmieścimy się?- Zaśmiałam się,  skręcając do budynku.
- Raczej tak. Ściśniemy się.   Nie bój się, damy jakoś radę.
- Czy ty sugerujesz, że ja jestem gruba?- Zawołałam z uśmiechem.
<Troy? xD>

Od Rachel Cd Kelly, Brian

- Że co?!- zawołał Axel,  podbiegając do dziewczyny. Objął ją,  przytulając mocno. Kelly patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem.
- To moja wina - pomyślałam,  marszcząc brwi. Będę teraz musiała to odkręcić.
- Coś wymyślimy. - Powiedział syn Apolla, odsuwając się.
- Rachel już myśli. - Uśmiechnął się Brian, patrząc na mnie znacząco.
- Co? Nie!- Zaprotestowałam.
- Od razu to widać. - Zaśmiał się chłopak. - Marszczysz brwi i zapatrujesz się przed siebie.
- Nieprawda. - Mruknęłam,  zaplatając ręce na piersi.
- Nie obwiniaj się. - Kelly podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu. Posłałam jej słaby uśmiech. Reszta dnia minęła bez większych problemów. Myślałam nad tym,  jak pomóc przyjaciółce, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Ziemia do Rachel. Halo!- potrząsnęła moim ramieniem.
- Nie śpię!- Zawołałam,  wyrwana z transu. - Co jest?- Kelly zamachała mi przed oczami jakąś kartką.
- Dyskoteka. Dzisiaj wieczorem. - Wyjaśnił Axel,  obejmując swoja dziewczynę w pasie.
- Idziesz?- Spytał Brian,  patrząc na mnie wyczekująco.
- Mogę pójść,  ale wątpię czy będę tańczyć. - Mruknęłam,  strzykając palcami. Chłopak zaśmiał się głośno.
- Przecież mówiłaś,  że umiesz!
- No właśnie Rachel. - Dopowiedziała Kelly. - Czemu nas okłamujesz?
- Nie kłamczę. - Odpowiedziałam.
- Taa...  Jasne. - Mruknął Axel.
- Spadaj.
- Dobra. - Nie kłóćcie się. - Uspokoiła nas Kelly.
- Hej...  To moja kwestia. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- To jak? Idziemy?- Spytał Pyskacz.
<Kelly? Brian?>

Od Troy'a Cd Jack

- Myślę, że chodzi o coś innego - powiedziałem.
Jack zmarszczyła brwi.
- O co? - spytała.
- O mnie - odparłem ze spokojem.
Dziewczyna prychnęła.
- Pff... Co?
- Wiem, że nie chcesz mieć chłopaka. Ja nie chcę mieć dziewczyny, bo nie jestem trwały w związkach. Chcę być tylko twoim przyjacielem. I mogłaś mnie uprzedzić, że gdy tylko puszczą wolnego gdzieś uciekniesz - zaśmiałem się smutno.
Przez twarz Jack przebiegł cień uśmiechu.
- Obiecuję, że będę cię za każdym razem uprzedzać - odezwała si po chwili.
- Dobrze. Więc decyduj. Idziesz dalej tańczyć, czy będziesz tu siedzieć samotnie, razem ze mną?

<Jack?>

Od Josha Cd Blink

-Aha. Super.
-Też tak myślę.-odparła.-Wiesz może gdzie to wszystko znaleźć?-spytała.
-Tak się składa, że wiem.-odparłem po krótkiej chwili.
-Serio?-spytała.
-Jasne.-potwierdziłem, a w tym momencie przyjechał po nas czarny angielski suv. Wysiadł z niego szofer, który otworzył nam drzwi. Usiedliśmy na tylnych siedzeniach, a kierowca obrócił się do nas.
-Gdzie was zawieźć?-spytał z silnym londyńskim akcentem.
-Ma pan mapę?-spytałem.
-Oczywiście.-odparł i wyciągnął ze schowka mapę Londynu i jego okolic. Przypatrywałem się jej przez chwilę, aż w końcu wskazałem odpowiednie miejsce.
-Tutaj, proszę.-szofer spojrzał na mnie znad ciemnych okularów, ale nic nie odpowiedział. Zapieliśmy pasy i ruszyliśmy.
-Powiesz mi, gdzie jedziemy?-spytała Blink.
-Dowiesz się na miejscu.-odparłem.
***
Szofer wysadził nas przy wylocie niewielkiej uliczki, wysiedliśmy i podziękowaliśmy mu za zawiezienie. Gdy odjechał ruszyliśmy w głąb rzeczonej uliczki. Po chwili stanęliśmy przed witryną antykwariatu.
-Powiesz mi w końcu, do kogo idziemy?
-Słyszałaś o Nicolasie Flamelu, prawda?-spytałem i wszedłem do środka, nie czekając na odpowiedź. Gdy znaleźliśmy się we wnętrzu sklepu nad drzwiami zabrzmiał dzwoneczek i otoczył nas zapach starego papieru. Zza lady wyłonił się mężczyzna w wieku na oko 60 lat.
-Witam Was w moim antykwariacie.-powiedział.-Szukacie czegoś specjalnego?
-Ma pan może kartkę i długopis?-spytałem.
-Oczywiście, miła panno.-powiedział z uśmiechem starszy człowiek. Ach, no tak, jestem dziewczyną. Wziąłem kartkę od sprzedawcy i zacząłem pokrywać ją znakami demotycznymi. Wkrótce była cała zapisana. Gdy skończyłem podałem ją sprzedawcy, który automatycznie zagłębił się w zapisane na niej znaki.
-Och.-powiedział w końcu i spojrzał na mnie.-Nikt nie użył tego pisma od wielu tysięcy lat. Mimo tego nie powinienem Ci wierzyć. Ale miło Cię widzieć.-powiedział w końcu i wyciągnął do mnie dłoń. Później przywitał się też z Blink (w moim ciele)
-Mi Ciebie też, Nicolasie.-odparłem.
-Josh, wytłumaczysz mi to?-spytała dziewczyna.
-To jest Nicolas Flamel. Największy alchemik na świecie. On pomoże nam wrócić do właściwej postaci.-powiedziałem.
Blink? =D

niedziela, 7 września 2014

Od Jack Cd Troy

Jęknęłam w duchu.  Czemu w ogóle zgodziłam się na te tańce? Spojrzałam na buty chłopaka.
- Miałeś założyć coś mocniejszego. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- To jak?- Spytał ponownie,  ujmując moją dłoń.
- Naprawdę muszę?
- No chodź. - Pociągnął mnie na parkiet. Po chwili wmieszaliśmy się w tańczących ludzi. Przetańczyliśmy dwie piosenki. Kiedy z głośników poleciały pierwsze sekundy "My Heart Will Go On" Celine Dion, wymknęłam się na zewnątrz.
- Hej! Czemu wyszłaś?- Spytał Troy,  stojąc za mną. Objęłam ramiona rękami.
- Mówiłam  ci, że kiepsko tańczę. - Wyjaśniłam,  siadając na ziemi. Zaczęłam skubać paznokciami trawę. Mruknął coś w stylu:"Kobiety..." po czym usiadł koło mnie.
<Troy?>

Od Kelly Cd Rachel, Axel

Byliśmy w gabinecie Thora. On już siedział za biurkiem i ręką wskazał bym też usiadła.
- Dlaczego przyprowadziłaś tą śmiertelniczkę do Akademii? - spytał.
- Ale szybko się skapnąłeś - mruknęłam.
- Kelly. Mówię coś to ciebie i chcę byś odpowiedziała mi normalnie.
Westchnęłam.
- A czemu by nie? Ona jest widzącą, tato. Widziała jak ja Axel oraz Brian walczyliśmy z mantikorą.
- Ale to nie powód by ją przyprowadzać - Thor mówił spokojnym tonem co coraz bardziej mnie denerwowało.
-Uch. Wiesz co? Zaczynasz mnie powoli wkurzać. Nie powinieneś tu siedzieć! Na wygodnym fotelu, za drewnianym biurkiem! Jesteś wikingiem! A co robią wikingowie? To oczywiste, że walczą! I jeszcze...
- Dość - warknął.
- Nie powiedziałeś mi, że mam rodzeństwo - dodałam cicho zbaczając z tematu. Thor otworzył usta by coś odpowiedzieć, ale dodałam. - Nie o takie mi chodzi. Mam na myśli Thurd, Magni'ego, Modi'ego i Ullr'a.
Ojciec przetarł oczy ręką.
- Kto ci powiedział? - spytał.
- Thurd - odparłam krótko.
- Obiecała, że nie powie...
- Gdyby tego nie zrobiła, zabiłabym ją - powiedziałam.
- To jednak niczego nie zmienia.
- Czyli poświęciłbyś ją byle tylko ja nie wiedziałam, że mam rodzeństwo?! - wybuchnęłam. - To niedorzeczne. Ona ci się sprzeciwiła, by się uratować. Ty pewno też sprzeciwiałeś się Odynowi!
- Dość, Kelly! - krzyknął. - Mam już dosyć! Wracasz do Asgardu gdzie twoje miejsce za to co zrobiłaś!
Szczena mi opadła. Co? On chyba żartuje.
- Raczej nie mówisz...
- Trzy dni - przerwał mi. - Trzy dni by udowodnić, że możesz zostać.
Wzruszyłam ramionami.
- Okej - powiedziałam i wstałam. Podeszłam do Mjolnira i próbowałam go podnieść. Bez skutku.
- Nie jesteś jeszcze godna, Kelly - rzekł. - A teraz wyjdź. Muszę pomyśleć.
Zrobiłam co kazał. Wyszłam z gabinetu pobiegłam na arenę.
- I jak? - spytała Rachel gdy już dotarłam.
Chłopcy w tym czasie przestali ćwiczyć.
- Trzy dni. Trzy dni by udowodnić, że mogę tu zostać.

<Rachel? Axel?>

Od Troy'a Cd Jack

Po krótkim spotkaniu z Jack poszedłem do siebie. Jak zwykle ubrałem czarną, krótką koszulkę, a na to nałożyłem ciemnoniebieską koszulę i wyszedłem z pokoju. Spotkałem Jack przed Akademikiem.
- Hej - przywitałem się z nią.
- Cześć - odparła z uśmiechem.
- Ładnie wyglądasz - powiedziałem.
Dziewczyna uniosła brew.
- Potraktuję to jako komplement, a nie tekst na podryw - mruknęła.
Wyszczerzyłem zęby w szelmowskim uśmiechu.
- Wybacz - rzekłem. - To co? Gotowa na tańce?
- Kompletnie, nie - odparła.
Przewróciłem oczami.
- Chodźmy.
Pociągnąłem ją za rękę. Kilka chwil później byliśmy już na dyskotece. Na parkiecie widziałem znane twarze.
- Zatańczysz ze mną? - spytałem.

<Jack?>

Od Rachel Cd Kelly

- Możemy tam pójść? - Spytała podekscytowana Sam, patrząc na mnie.
- Gdzie? - Zdziwiłam się.
- No... Do Akademii. - Odpowiedziała przyjaciółka, patrząc na mnie. Spojrzałam niepewnie na Kelly., Mówić o tym wszystkim to jedno. A pokazać jej to już inna sprawa.
- A rób co chcesz. - Mruknęła dziewczyna, odwracając głowę. - I tak mamy przekichane.
- Na pewno? - Upewniłam się.
- Taa... - Machnęła ręką. Po jakiś dwudziestu minutach byliśmy na dziedzińcu Akademii. Sam rozglądała się wszędzie dookoła, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Nagle przed nami pojawił się Thor.
- Umm... Kelly? - Wskazałam na niego ruchem głowy.
- O w mordę... Załatwię to. - Powiedziała dziewczyna. Rozmawiali ze sobą przez chwilę cicho, po czym dziewczyna przyłączyła się do nas.
- Lepiej by było, gdybyś już poszła. - Powiedziała grobowym tonem do Sam.
- Wszystko okej? - Spytałam, patrząc na przyjaciółkę.
- Co? Tak. Trochę minie, zanim się skapnie, że go okłamałam. Więc lepiej by było, gdyby się stąd zmyła. - Wskazała na Sam. - Czekam na Arenie. - Powiedziała tylko, po czym się odwróciła na pięcie. Chłopacy poszli za nią.Pożegnałam się z Sam i ruszyłam na Arenę. Brian walczył z Axel'em. Za to Kelly nigdzie nie było widać.
- Gdzie jest...? - Zaczęłam, na co przerwał mi syn Apolla.
- Thor przyszedł i powiedział, że musi z nią porozmawiać.
<Kelly?>

Od Scatty Cd Ryan

Nowe miejsce - nowe życie? Nie... To tak nie działa. A czasami bardzo by się chciało.
**
Ok, już jest to jakoś ogarnięte. Upchałam wszystkie ubrania w szafkach, wzięłam sprzęt do jazdy i poszłam do stajni. Przechodząc między boksami instynktownie czułam, że konie są zaciekawione nową twarzą (oraz łbem). Podeszłam do boksu Czarnoksiężnika, wyjęłam ze skrzynki stojącej pod jego boksem odpowiednie zgrzebła, szczotki i zaczęłam go oporządzać. Ubrałam go, wyprowadziłam i wsiadłam na niego przed stajnią kierując się na linię horyzontu.
**
Wróciłam późno, ale gdy weszłam do stajni zauważyłam, że nie jestem sama. W boksie, w którym stał majestatyczny Each Uisce krzątał się nieznany mi chłopak. Swoją drogą... Kto tu jest mi znany?
Ryan?

Od Jack Cd Troy

Poczułam,  jak czerwinieją mi policzki. Spojrzałam na chłopaka niepewnie.
- Na pewni tego chcesz?- Spytałam,  grzebiąc widelcem między frytkami. - Od razu ci powiem,  że jestem kiepską towarzyszką.
- Nie przeszkadza mi to. - Odpowiedział,  uśmiechając się. Odchyliłam się na krześle,  i odsuwając od siebie talerz.
- Mam dwie lewe nogi,  więc lepiej załóż lepsze buty. - Mrugnęłam do niego i skierowałam się do wyjścia. Kiedy przyszłam do siebie,  zebrałam resztki lodu do ręcznika i ponownie przyłożyłam do języka. Bolał już mniej,  ale i tak jutro pewnie nie będę mogła mówić. Położyłam się na łóżku, czytając książkę. Po jakiś dwóch godzinach zasnęłam. Na następny dzień nikt nie mógł skupić się na lekcjach. Wszyscy tylko rozmawiali o wieczorze. Na ostatniej godzinie siedziałam jak na szpilkach. Byłam podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. Kiedy zadzwonił dzwonek,  wszyscy zerwali się z miejsc i wybiegli z klasy.
- Do zobaczenia. - Powiedział Troy,  posyłając mi przyjacielski uśmiech. Odpowiedziałam tym samym,  po czym poszłam do siebie. Ubrałam czarny bezrękawnik, na który narzuciłam prześwitującą bluzkę. Do tego założyłam ciemne,  krótkie spodenki oraz wysokie tenisówki z srebrnymi sznurówkami. Rozczesałam włosy aż opadały blond falą na ramiona. Spojrzałam jeszcze krytycznym okiem w lustro,  po czym wyszłam.
<Troy?>

sobota, 6 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- A masz coś przeciwko? - spytałem.
Dziewczyna wyraźnie się zmieszała.
- A kiedy jest ta domniemana, dyskoteka?
- Pod koniec tygodnia. Piątek. Zaczyna się o siedemnastej - oznajmiłem uśmiechając się.
- Och... - Jack wydała się jeszcze bardziej zmieszana.
- To... Ze chciałabyś ze mną pójść?

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Patrzyłam jak Troy zbliża się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego słabo, po czym wróciłam do jedzenia kolacji. A raczej wpychania jej sobie do gardła.
- Nie siadasz z nimi? - Spytałam, wskazując na grupę jego przyjaciół.
- Jakoś nie. - Wzruszył ramionami i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jak tam chcesz. - znowu wepchnęłam sobie rybę do ust. Oczy chłopaka przybrały znowu ten ciemnoróżowy odcień. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Czy umiesz tańczyć? - Spytał nagle Troy. Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Że co?
- Bo niedługo jest dyskoteka... - Chłopak się zmieszał.
- Mam dwie lewe nogi. - Odpowiedziałam, spuszczając spojrzenie na talerz. - Ostatnio tańczyłam... Jakieś jedenaście lat temu. A co? Chcesz ze mną pójść?
<Troy? xD?>

piątek, 5 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Ja, w przeciwieństwie do Jack, poszedłem do stajni. Podszedłem do boksu, Bucky'ego i położyłem mu dłoń na chrapach.
- Hejka, Bucky - powiedziałem. - Gotowy na trening?
Koń potrząsnął głową. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wyczyściłem go i osiodłałem. Następnie wyprowadziłem. Szybko wskoczyłem na niego.
- No to co, Narwańcu? Jak chcesz zacząć?
Bucky parsknął i zaczął od stępa. Potem przeszedł do kłusa, a na sam koniec do galopu. Jeździliśmy przez kilka godzin co jakiś czas robiąc postój. Nastał czas na powrót. Wróciłem z moim koniem do stajni. Osiodłałem go i wprowadziłem do boksu.
- Na razie Narwańcu - szepnąłem z uśmiechem i poszedłem na kolację.
Widziałem jak drużyna Lamy siedzi przy jednym stoliku. Ja jednak wypatrzyłem Jack i podszedłem do niej.

<Jack?>

niedziela, 31 sierpnia 2014

Od Jack Cd Troy

- Wyczuwam, kiedy ktoś się boi. - Zaczęłam. - Robią mi się wtedy straszne ciary na plecach. I potrafię się zmieniać w kruka. Tyle, że nad tym nie panuję. - Odpowiedziałam, z żalem wyrzuciłam rożka, nie mogąc go zjeść. - Wracajmy już. Zaraz nie będę mogła mówić.
- Jak tam chcesz. - Wzruszył ramionami. Wstaliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Rozmawialiśmy, aż  dotarliśmy do Akademii.
- To do zobaczenia. - Pomachałam mu i od razu skierowałam się do kuchni. Spytałam się kucharki, czy mogę trochę lodu. Podała mi go, uśmiechając się lekko.
- Za jakiś czas przestanie boleć. - Pocieszyła mnie, mrugając porozumiewawczo. Odpowiedziałam uśmiechem, po czym wróciłam do siebie. Przyłożyłam woreczek do języka, prawie jęcząc z ulgi. Nie robiłam praktycznie nic aż do kolacji.
<Troy? Co tam u ciebie?>

sobota, 30 sierpnia 2014

Od Katherine Cd Liliane

 Ogólnie pospacerować po ogrodach - wzruszyłam ramionami - Co powiesz na mały teren?
- Spoko
Po chwili weszłyśmy do stajni.
- Spotkamy się na koniach przed stajnią ok? - rzuciłam przez ramie nie czekając na odpowiedź znikłam w boksie Crazy

***

Wsiadłam na klacz i spokojnie czekałam. Po 5 minutach ze stajni wyszła Liliane. Zaczekałam, aż również wsiadła.
- Jedziemy? - spytałam

<Lili?>

wtorek, 26 sierpnia 2014

Od Troy'a Cd Jack

- Nie twój interes - warknąłem.
- Jejciu, jaki drażliwy - skomentowała Jack.
Już chciałem dać jej jakąś uszczypliwą uwagę, ale w porę ugryzłem się w język. Odetchnąłem głęboko.
- To jest moja umiejętność - wyjaśniłem siląc się na spokój. - Różne emocje równa się, różne kolory oczu. Mam szczęście, że oczy, a nie włosy.
Dziewczyna zaśmiała się.
- Ładnie by ci było w różowym - stwierdziła.
Spojrzałem na nią spode łba.
- No dzięki - mruknąłem.
- A jaka jest druga twoja umiejętność? - spytała dziewczyna. - Skoro nasza rozmowa zmienia w tym kierunku.
- Mogę się leczyć. To jest bardzo przydatne w walce. A ty? Jakie masz umiejętności?

<Jack?>

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Od Kelly Cd Rachel

- Nie mam zamiaru się na was drzeć - powiedziałam z przekąsem. - No... Może potem.
- Dzięki - mruknęła Rachel.
- Nie kłóćcie się - rzekł Brian. - Myślmy kim może być Sam.
Wszyscy spojrzeliśmy na nią i zmierzyliśmy ją wzrokiem. Po jakimś czasie Axel pstryknął palcami.
- Słuchajcie, a może ona jest widzącą? - spytał.
Zrobiłam facepalm.
- Przecież to takie oczywiste! - wrzasnęłam. - Jesteśmy idiotami!
- Widzącą? - zdziwiła się Sam.
- Możemy jej już o wszystkim powiedzieć? - zapytała Rachel.
Obrzuciłam ją morderczym wzrokiem po czym westchnęłam.
- Jeśli musisz - rzuciłam tylko.
Dziewczyna z zapałem opowiadała o wszystkim. Sam coraz bardziej wytrzeszczała oczy słysząc o tym, że bogowie, pół bogowie i inne rzeczy istnieją.
- Ojciec mnie zabije - powiedziała cicho.
- Wcale nie musi się dowiedzieć - podniósł mnie na duchu Troy.
Spojrzałam na niego morderczo.
- Nie dowie, się tak? Pewnie nie. Pomijając fakt, że jego znajomy wszystko widzi i słyszy! - wydarłam się na niego po czym dźgnęłam go w żebra.
- A nie możesz go poprosić by nie mówił? - spytała Jack.
- Bo to się uda - mruknęłam. - Już pewno wie. Heimdall jest szybki. Dziwię się, że nie przysłał tu nikogo.
- Nie wywołuj wilka z lasu - syknął Brian.
- Dobra - westchnęłam. - Co teraz chcesz zrobić, Rachel? - spytałam przyjaciółki. - Twoja koleżanka wszystko wie. Wszystko. Oj, naprawdę nam się dostanie jak się dowiedzą.

<Rachel?>

Od Jack Cd Troy

- Mmmm... - Zamyśliłam się. - Nie mam ochoty. Może będziemy już wracać? Muszę obłożyć ten język lodem, bo mi spuchł.
- To co powiesz na lody? - Zaproponował. Dopiero teraz zauważyłam, że jego oczy mają ciemnoróżowy odcień, prawie przechodzący w czerwień. A dałabym sobie rękę uciąć, że były zielone...
- Jak już musisz gdzieś iść, to czemu nie. Ale ty stawiasz. - Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
- Nie masz kasy prawda? - Spytał chłopak, wzdychając głęboko.
- A jak myślisz. - Odpowiedziałam, kierując się do jedynej lodziarni w zasięgu wzroku. Wzięliśmy po dwie gałki. Przeszliśmy się do parku, by usiąść na jednej z ławek. Zauważyłam, że oczy Troy'a znowu zmieniły kolor. Tym razem były ciemnoszare.
- Czemu one się zmieniają? - Spytałam, przyglądając się im.
- Co?
- Twoje oczy. Raz są zielone, raz szare a raz takie dziwne. Jakby różowe.
<Troy? xD>

Od Anastazji Cd Victor

Stałam przed murami Akademii, chciałam zacząć nowe życie ale śmierć mojej klaczy nie da mi nigdy o tym zapomnieć. Przytłoczona ostatnimi zdarzeniami, spojrzałam w stronę stajni, wydawało mi się że widzę tam Megan. Powstrzymując łzy, wbiegłam do Akademii. Nie patrząc na drogę, wpadłam na wysokiego chłopaka.
- Uważaj jak chodzisz ! - warknął.
Chciałam dobiec jak najszybciej do pokoju i nie zauważył gdy przy zderzeniu z nieznajomym spadł mi, złoty wisiorek z moim imieniem który dostałam od matki. Dobiegłam do Akademika, łzy spływały mi po twarzy. Wbiegłam do swojego pokoju, zatrzasnęłam drzwi i powoli opierając się o nie, spadałam na ziemie. Parę godzin siedziałam pod drzwiami i płacząc po stracie ukochanej klaczy.


Victor?

Nowa postać!

Oto Anastazja. Córka Frigg i Emannuela.


Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- Może do kawiarni? - spytałem.
- Spoko - odparła dziewczyna.
Poszliśmy do kawiarni. Przed nią zobaczyliśmy zabitą mantikorę.
- Moi znajomi pewnie tu byli - mruknąłem.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy pod oknem.
- Co chcesz do picia? - zapytałem.
- Ja chcę gorącą czekoladę - powiedziała dziewczyna.
Potaknąłem. Podeszła do nas kelnerka. Uśmiechnęła się do mnie.
- Co podać? - spytała.
- Dwie gorące czekolady - odparłem.
Ona zapisała to w notesie i odeszła. Po chwili przyszła z upragnioną napoję.
- Dziękuję - uśmiechnąłem się do niej.
Odwzajemniła uśmiech i poszła.
- Zakochała się w tobie - stwierdziła cicho Jack.
- Nawet mnie nie zna. Poza tym, zwykła śmiertelniczka.
- Rasista - mruknęła.
Spojrzałem na nią.
- Dopijaj czekoladę i idziemy - burknąłem.
Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem. Dopiła napój i wyszliśmy.
- Idziemy do kina? - spytałem.

<Jack?>

Od Rachel Cd Kelly

- Tędy. - Skręciłam od razu w lewo, w stronę wielkich, kręconych schodów.
- Mamy zejść na sam dół? - Spytał Axel, patrząc na nie posępnie.
- Jak chcesz, to możesz schodzić - odpowiedziałam, siadając bokiem na poręczy.
- Rachel, ty chyba nie zamierzasz... - Zaczęła Kelly, jednak ja już zjeżdżałam. Jedną ręką przytrzymywałam się ściany, by czasem nie spaść. Zjechałam jakieś dwa piętra, po czym wylądowałam bez problemu na nogach. Po chwili przyjechała również Sam. Stanęła obok mnie, zaplatając ręce na piersi.
- Kiepsko to widzę. - Mruknęła. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Po chwili przyjechała cała reszta. Najpierw Axel, który na końcu się przewalił a na niego Brian. Kiedy oni się kłócili, Kelly sprawnie wylądowała przede mną.
- To było ciekawe - Uśmiechnęła się, patrząc na chłopaków. Troy razem z Jack schodzili schodami.
- Czy wam to wygląda na jakiś plac zabaw?! - Zawołał ktoś za nami. Odwróciłam sie i zobaczyłam bibliotekarkę. - Och. Rachel. To ty. - Obdarzyła mnie jednym z tych swoich promiennych uśmiechów.
- Dzień dobry Pani. - Odpowiedziałam tym samym. - To moi przyjaciele. Chciałam im pokazać Uniwersytet, czekając aż tata skończy pracę.
- Dobrze. Pilnuj ich tylko, by nie rozrabiali. Wyglądają na takich, co chętnie by coś zniszczyli. - Szepnęła do mnie, mierząc wzrokiem moich przyjaciół, po czym odeszła.
- Chodźcie. - Ruszyłam między pierwsze regały z książkami. W końcu weszliśmy na tyle głęboko, że trudno byłoby komukolwiek nas znaleźć. Jednak dalej szłam przed siebie.
- Wyjdziemy stąd potem? - Spytała się Jack, trochę sepleniąc.
- Jasne. - Odpowiedziałam, prowadząc ich jeszcze kawałek, aż rozpoznałam otaczające nas tytuły. Znalazłam jeden z stolików pod ścianą. Usiedliśmy przy nim wszyscy.
- Więęęccc.. - Zaczęłam. - Kelly. Możesz mówić i drzeć się na nas wszystkich po kolei.
<Kelly? xD>

Od Jack Cd Troy

- Możesz łaskawie przestać?! - Zawołałam zdenerwowana. - To strasznie wkurzające. - Dodałam spokojniej.
- Nie sądziłem, że jesteś aż tak drażliwa. - Uniósł ręce w geście niewinności.
- Wiesz jak się stąd wydostać tak? - Spytałam, chowając ręce do kieszeni.
- Chodź. - Ruszył żwirową ścieżką w stronę jakiejś bramki. Po jakiś 30 minutach weszliśmy na ulice pełne ludzi.
- Tędy - Skręciłam od głównej ulicy w mniejszą.
- Jesteś pewna? W ogóle wiesz,. gdzie iść? - Spytał, patrząc niepewnie za siebie. Pomachałam mu kartką z adresem przed nosem.
- Po pierwsze sprawdziłam, bo i tak chciałam to niedługo zrobić. A po drugie prowadzi go moja znajoma. - Wyjaśniłam, idąc dalej przed siebie. W końcu zobaczyłam niski budynek z czerwonej cegły. Napis na ścianie mówił, że jest tutaj studio tatuażu oraz piercing.
- Wchodzisz czy czekasz? - Spytałam się chłopaka, otwierając drzwi.
- Wejdę. - Odpowiedział, wchodząc za mną. Z głośników leciała głośna muzyka, wprawiając w ruch każdą komórkę mojego ciała. Nie było nikogo oprócz nas.
- No nie wierzę! - Zawołał ktoś, stając w czarnych drzwiach, zapewne prowadzących na zaplecze. Była to wysoka brunetka z kolczykiem w wardze. Uśmiechnęła się do mnie szeroko. - Jack! Co cię tu sprowadza? Myślałam, że siedzisz w Walii.
- A widzisz Mary. - Uśmiechnęłam się do przyjaciółki. - Uczę się całkiem niedaleko. Przyszłam prosić się o spełnienie pewnej obietnicy - Zaczęłam bujać się w przód i w tył na stopach. - Pamiętasz?
- A tak.. - Zamyśliła się z małym uśmieszkiem. - A twój znajomy? - Spytała, patrząc na Troy'a.
- Ja? Nie dzięki - Pokręcił głową, opierając się o ścianę.
- Jak tam chcesz. - Mary wzruszyła ramionami. - Jack. Chodź na zaplecze. - Przeszła przez czarne drzwi. Ruszyłam za nią, oglądając się jeszcze na Troy'a. Posłał mi pogodne, pełne pociechy spojrzenie. Uśmiechnęłam się do niego lekko i zniknęłam na zapleczu.
- Siadaj. - Mary wskazała mi rozkładany fotel. Usiadłam i patrzyłam, jak zakłada rękawiczki oraz wyjmuje igłę.
- Bardzo boli? - Spytałam jeszcze.
- Zależy - Odpowiedziała, wyciągając mi język. Sekunda i gotowe. Szybko włożyła kolczyk. - I jak?
- Śmiesznie. - Odpowiedziałam, trochę sepleniąc. Powiedziała mi jak należy go czyścić i tak dalej. Zapłaciłam jej, po czym wyszłam. Troy czekał na zewnątrz, opierając się o ścianę budynku.
- I jak? - Spytał, kiedy tylko mnie zobaczył. W odpowiedzi pokazałam mu język z srebrną kuleczką.
- Gdzie teraz?
<Troy?>

niedziela, 24 sierpnia 2014

Od Kelly Cd Rachel

- Super. Znowu styczność ze śmiertelnikami - mruknęłam. - To był zły pomysł by tu przyjechać.
- Nie narzekaj, Kelly - powiedziała Rachel. - W sumie to mogło być gorzej, nie?
Przystanęłam w pół kroku.
- Mogło być gorzej? Mogło być gorzej?! Zaatakowała nas mantikora, twoja przyjaciółka zna nasz sekret, ludzie patrzyli na nas jak na wariatów, a ty twierdzisz, że może być gorzej?! - nie wytrzymałam i wrzasnęłam na Rachel.
- Nie wrzeszcz na mnie! - odkrzyknęła. - To nie moja wina.
Odetchnęłam głęboko.
- Okej, okej. Spokojnie - powtarzałam sobie. Spojrzałam po przyjaciołach. - Jak się nazywa ta twoja dziewczyn, Troy? - spytałam.
Jego oczy zaświeciły się różowym blaskiem (jak słodko).
- Ma na imię Jack - odparł. - I nie jest moją dziewczyną!
- Właśnie! - poparła go.
- Ale chciałbyś - powiedziałam uśmiechając się szelmowsko.
- Zamknij się - mruknął.
Poruszyłam znacząco brwiami.
- A tak w ogóle to ja jestem Kelly, a to są Axel, Brian, Rachel i Sam - wskazałam na przyjaciół.
- O, to ty jesteś, Kelly. Troy mówił, że lubisz walczyć. I dźgać ludzi w żebra.
Wzruszyłam ramionami.
- To boli - powiedział Axel.
- Może zamiast stać tu jak kołki i rozmawiać o Bóg wie czym, wjedziemy w końcu do Uniwersytetu? - powiedział Brian zdenerwowany.
- Nie bulwersuj się tak - burknęłam.
Dalej szliśmy w ciszy. W końcu otworzyliśmy drzwi budynku.
- Prowadź, Rachel - zwróciłam się do przyjaciółki.

<Rachel?>

Od Rachel Cd Brian, Kelly, Troy

- No przecież słyszę. - Odpowiedziałam lekko zdenerwowanym głosem.
- Czy ona może być... - Zaczął Axel,  machając  rękami. Przez ramię przewiesił sobie łuk, opierając kciuk na cięciwie.
- Na pewno nie. Znam ją za długo. - Odpowiedziałam,  kręcąc głową.
- Może coś przeoczyłaś?- Spytał Brian,  rzucając niepewne spojrzenia na Sam.
- Chwila,  chwila,  chwila. - Moja przyjaciółka przejechała wzrokiem  po nas wszystkich. - O co właściwie chodzi?
- Mogę jej powiedzieć?- Zapytałam,  kierując spojrzenie na Kelly.
- Nie,  póki nie będziemy wiedzieli kim jest. - Zaprzeczyła,  kręcąc głową.
- Czy to ma związek z twoją mamą?- Zapytała Sam. Bez słowa skinęłam głową.
- Hej - powiedział ktoś,  zbliżając się do naszej grupki. Dopiero po chwili rozpoznałam Troy'a. Szedł razem z jakąś blondynką,  która przyglądała nam się z zainteresowaniem.
- Czy ty też jesteś bogiem?- spytała Sam prosto z mostu. Chłopak przystanął w pół kroku,  patrząc na nią ze zdziwieniem.
- Co?  O czym ty...?
- Ona wie - Mruknął Axel,  siadając na krawężniku.
- Kto wypaplał? - Westchnął pół bóg.
- Spanikowałam! – Zawołałam, odgarniając włosy z twarzy.
- Hej! Dobra. Uspokójcie się! - Zawołała ta blondynka obok Troy'a. - Może nie kłóćmy się na środku ulicy... - Zauważyła, rozglądając się dookoła. Wokół nas zaczęli zbierać się ludzie.
- Znam jedno miejsce, gdzie możemy spokojnie pogadać. - Powiedziałam, kierując się w stronę uczelni, gdzie uczył mój tata. - Możemy siedzieć w Archiwum tak długo, jak będzie to potrzebne. I nikt nie będzie podsłuchiwał. - Już po chwili zauważyłam wielki, znajomy budynek Uniwersytetu.
<Brian? Kelly? Troy?>

piątek, 22 sierpnia 2014

Od Troy'a Cd Jack

Jack wyszła nie czekając na moją odpowiedź. Zamknąłem za nią drzwi i poszedłem pod prysznic. Później czekałem na łóżku. Gdy zostało tylko pięć minut wyszedłem i szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia z Akademii. Jack już tam na mnie czekała.
- Wleczesz się jak żółw - powiedziała.
Spojrzałem na nią morderczym wzrokiem. Przez chwilę szliśmy w ciszy.
- Co będziemy robić? - odezwałem się w końcu.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie wiem - odparła.
- Może pójdziesz przekuć sobie język skoro o tym marzyłaś? - zasugerowałem.
- No... Dobra. A ty? Zrobisz sobie kolczyka?
- Nie, nie, nie. Nie przedziurawię się.
- A tatuaż?
- Już mam jeden - mruknąłem. - Może mam pokazać.
- Nie. Nie musisz, Wąsaczu.
Zmarszczyłem brwi.
- Wąsaczu? - dopytałem.
- Ta... Nie wymyśliłam nic lepszego. Ale spokojnie. To się dopracuje.
- Nie ma sprawy - dźgnąłem Jack palcem w żebra. - Hm... Kelly ma rację. To bardzo fajne.

<Jack?>

czwartek, 21 sierpnia 2014

Od Blink Cd Josh

- Dobra. - odparłam.
Chłopak a raczej ja uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze to wymyśliłeś, muszę przyznać że nawet jesteś trochę bystry.
- No mówiłem - zrobił minę skromnego inaczej.
- Książka ! - krzyknęłam niespodziewanie.
- Blink jesteśmy w tak ciężkiej sytuacji, a ty chcesz czytać ? - spytał
- W książce może być rozwiązanie ! - wyjaśniłam
Wyciągnęłam książkę i zaczęłam kartkować strony.
- Mam coś ! - przytrzymałam palec na stronie książki.
- Co ?! - Powiedz !!
- To eliksir uzdrawiający, może nam pomóc. Musimy tylko zdobyć składniki i pracownie alchemiczną. - powiedziałam


Josh? Znaleźliśmy rozwiązanie  :D

Od Jack Cd Troy

- Mam ci opowiedzieć cały swój życiorys? - Spytałam,  przewracając oczami.
- Jakieś marzenia, plany...?
- Hmm... Po Akademii pewnie wrócę do siebie. I zawsze chciałam sobie przekuć język. - Wzruszyłam ramionami. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w ciszy. Kiedy Troy chciał coś powiedzieć,  zadzwonił mój telefon. Rzuciłam okiem na wyświetlacz. Odrzuciłam połączenie,  wstając.
- Nie odbierasz? - Zdziwił się chłopak.
- Nikt ważny - odparłam,  kierując się do drzwi. - Spotkamy się za jakieś dwadzieścia minut przed akademikiem?- zaproponowałam i wyszłam,  nie czekając na odpowiedź. Ruszyłam korytarzem prosto a potem w lewo aż zobaczyłam swój pokój. Weszłam do środka,  wdychając głęboko kwiatowy zapach. Chwyciłam z szafy białą koszulkę,  czarny,  długi sweter oraz ciemne spodenki do połowy uda. Szybko się wymyłam i ubrałam. Związałam włosy w wysoką kitkę, po czym ruszyłam do wyjścia z Akademii.
<Troy? Jesteś tam? >

Od Troy'a Cd Jack

Spojrzałem na dziewczynę.
- Jak bardzo ci zależy by wiedzieć? - spytałem uśmiechając się szelmowsko.
- Och, przestań - mruknęła Jack przewracając oczami.
- Nic nie poradzę na to, że jestem romantykiem - wzruszyłem ramionami. - Chodź za mną jeśli tak bardzo ci zależy by oglądać mój pokój.
Przeszliśmy prawie połowę Akademika. W końcu stanęliśmy przed drzwiami mojego pokoju. Nacisnąłem klamkę i wpuściłem Jack przodem. Wszedłem tuż po niej i zamknąłem drzwi.
- Rozgość się - powiedziałem.
Dziewczyna usiadła na łóżku, ale dalej mierzyła wzrokiem pomieszczenie. Usiadłem obok niej.
- Coś mi powiesz jeszcze ciekawego o sobie? - spytałem.

<Jack?>

Od Josha Cd Blink

-Wiesz... Lubię bawić się twoim warkoczem. Fajny jest.-stwierdziłem po chwili robiąc minę kotełka. Blink parsknęła.
-Fajnie. A teraz tu siedź.-powiedziała z lekkim uśmiechem.
-Ale ja też chcę iść...
-Nie, Ty zostaniesz.
-No, ale czemu?-spytałem, tym razem z miną zbitego szczeniaczka. Blink przewróciła oczami, ale na jej twarzy cały czas był uśmiech
-Bo tak mówię.-powiedziała.
-Ale ja też chcę iść...-powtórzyłem. Drzwi za nami się otworzyły i wyszli z nich mężczyzna i kobieta, na oko oboje po czterdziestce.
-Kim jesteście i co  tu robicie?-spytała kobieta patrząc się na nas. Mówiła z londyńskim akcentem. Miała włosy spięte w perfekcyjny kok. Spojrzałem na Blink a ona na mnie.
-Blink Bling.-wskazałem na siebie. Zrobiłem to po dłuższej chwili, musiałem pomyśleć nad tym, by nie fiknąć błędu, bo przecież cały czas byliśmy zamienieni całami.-A to mój kolega, Joshua Maynee. Nie jesteś stąd.-powiedziałem. Oboje zmierzyli nas wzrokiem.
-To widzę.-odparł mężczyzna.-Co tu robicie?
-Mogę spytać, gdzie jesteśmy?-spytała Blink.
-To prywatna szkoła.-powiedziała kobieta.
-Pod Londynem.-dodał mężczyzna.-Możemy wiedzieć, co tu robicie?
-Mieliśmy biwak w okolicy, ale my wieczorem odłączyliśmy się i zgubiliśmy drogę do obozowiska.-powiedziałem bez mrugnięcia okiem.
-To chyba będą was szukać, co?-spytał mężczyzna. Był wyraźnie zniecierpliwiony całą sytuacją.
-Nie byliśmy ze szkoły, tylko ze znajomymi.-dodałem.
-To co? Oni nie będą was szukać?
-Chyba nie będą mieli powodu. Myślę, że będą zajęci sobą. Czy mogę wiedzieć, jak dotrzeć stąd do Londynu?-spytałem. Blink rzuciła mi morderczo pytające spojrzenie.
-Zapewnimy wam transport.-powiedziała kobieta. Czekajcie przed bramą.-wskazała dłonią przed siebie. Razem z tym facetem obrócili się i weszli z powrotem do szkoły, a my z Blink ruszyliśmy do bramy.
-Po co chcesz jechać do Londynu?!-wrzasnęła, gdy tylko wyszliśmy za bramę.
-Nie wiem.-odparłem szczerze.-Chciałem ich spławić, a poza tym w Londynie jest dużo muzeów, no i to całkiem fajne miasto.-powiedziałem.-Więc co robimy?
Blink? =D

wtorek, 19 sierpnia 2014

Od Inferno Cd Victor

 Dziwnie było chodzić do akademii ze swoim wujostwem... Przynajmniej nie wtryniali się w życie. Loki dawał mi trochę fory na lekcjach więc dało się przeżyć. Dobra... jeszcze tylko jedna lekcja i koniec - weekend.
  Poszliśmy z Aresem na Arenę - co dzisiaj? Walka sztyletami. Uwielbiam. Bóg wojny przydzielił mi jakiegoś chłopaka, bym z nim walczył. Zmierzyłem chłopaka wzrokiem, był całkiem przystojny.
-Jak masz na imię? - zapytałem
-Victor...
-Inferno - przedstawiłem się zanim tamten skończył. - Syn Hel
Zaczęliśmy walkę. Każdy z nas miał po dwa ostrza. Pod koniec lekcji miałem rozcięte ramię i tworzył mi się siniak na skroni, Victor miał rozcięty policzek i dłoń. Złożyło się tak, że skończyło się remisem.
-Więc, kto jest twoim rodzicem? - zapytałem gdy wracaliśmy do akademika.

Victor?
Wstawiam to opo drugi raz byś mi w końcu odpisał!!!

Od Darkness Cd Alex

Kątem oka spojrzałam na ojca wciąż będąc w objęciach Alex'a.
-Dark, pogadajmy na osobności - powiedział i pstryknął palcami, a Alex zniknął.
-Gdzie go przeniosłeś? - zapytałam z nutką gniewu.
-Jest w akademiku, a teraz do jasnej cholery możesz mi wytłumaczyć o co ci cały czas chodzi?
Zaczęliśmy nieprzyjemną rozmowę, która trwała jakąś godzinę. Sleipnir co jakiś czas mnie popierał, przez co bardziej irytowałam ojca. Loki załamał ręce.
-Myślałem, że to Hel była trudnym dzieckiem i praktycznie niemożliwym do wychowania, ty udowodniłaś mi, że się mylę - powiedział nagle spokojnym głosem.
Przewróciłam oczami.
-Chyba powinnaś wrócić do mroku - mówił dalej, a moje cieniste serce nagle przyśpieszyło.
-Chcesz mnie zniszczyć? - zapytałam lekko drżącym głosem. - Co z ciebie za ojciec?! - wydarłam się.
-Nie zniszczę cię całkowicie, tylko twoją cielesną formę i nie będziesz mogła pokazywać się za dnia, będziesz częścią mroku - powiedział.
-Al-l-le - wyjąkałam tylko tyle, bo w gardle poczułam mocny ucisk.
-Wybacz Dark - dotknął mojego czoła, a ja się rozpłynęłam się w ciemność. Ocknęłam się po zachodzie słońca... byłam ciemnością, która była wszędzie na zewnątrz i w budynku. Widziałam praktycznie wszystko, chodź nie miałam oczu... byłam tylko mrokiem.
Alex siedział na ławce w sercu ogrodu, wydawał mi się smutny. Na szczęście posąg anioła nie był oświetlony, więc bez trudu byłam przy Alexie, chodź on nie odróżniał mnie od reszty mroku. Uformowałam swoją postać, ale nie była cielesna, więc gdy chciałam dotknąć jego ramienia moja dłoń przeniknęła przez jego ciało.
-Alex, możesz łaskawie się odwrócić w moją stronę? - zapytałam ledwie słyszalnie, bo głośniej nie mogłam.
Nie zareagował, więc powtórzyłam to samo jeszcze raz.

Alex? Uuuu... jestem mrokiem :3
Czekam miesiąc byś mi już odpisał na to opo, więc wstawiam je drugi raz

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Od Jack Cd Troy

- Nie ma dużo do opowiadania - wzruszyłam ramionami, wkładając ręce do kieszeni spodni. - Moimi rodzicami są dwa całkiem różne charaktery, dlatego... No sam widziałeś - spojrzałam na niego znacząco. - Przez ostatnie parę lat znalazłam sobie mały domek w Walii. Ćwiczyłam tam walkę oraz jazdę konną a w wolnym czasie chodziłam na wędrówki - oczami wyobraźni widziałam łagodne, zielone stoki Walii. - Mam jakieś rodzeństwo, ale raczej z nimi nie rozmawiam.
- A twoimi rodzicami są...? - Troy spojrzał na mnie pytająco.
- Bron i Badb - odpowiedziałam, kiwając głową.
- Nigdy nie słyszałem - zmarszczył brwi, skręcając do Akademika.
- Mało kto o nich słyszał. Przynajmniej w tych stronach. - Odpowiedziałam, pchając drzwi. Przede mną rozciągał się długi korytarz. - Gdzie mieszkasz?
<Troy?>

niedziela, 17 sierpnia 2014

Od Kelly Cd Rachel

- Cholerna mantikora - mruknęłam mocniej zaciskając rękojeść miecza. Podniosłam ostrze nad głowę i wrzasnęłam: - Za Asgard!
Axel ustawił się na tak daleki dystans jaki mógł sobie pozwolić. Wymierzał strzały w bestię. Brian zaszarżował na niego z prawej strony. Ja pobiegłam wprost na niego. Zrobiłam długi skok (wspomogłam się lataniem) i wylądowałam na plecach potwora. Mantikora próbowała mnie przebić tym swoim ogonem i jednocześnie miotała się bym spadła szybciej. Ja jednak nie poddawałam się tak łatwo. Walczyłam z jej ogonem (tak, dziwnie to brzmi). Axel strzelał z łuku, ale to nic nie dawało. W końcu postanowił zrobić coś ryzykownego. Wypuścił strzałę. O mało nie wbiła mi się w pierś, ale refleks chłopaka był... Szybszy? Nie ważne. Grot przebił grube skrzydła. Bestia zawyła z bólu przez co przestała na chwilę wymachiwać ogonem. Wykorzystałam ten krótki moment. Odcięłam jak najwięcej. Kolejna masa bólu.
- Axel! - zawołałam. - Do przodu!
Nie musiałam mu tłumaczyć co to znaczy. Stanął jakieś kilka metrów przed łbem zwierzęcia. Wycelował i wystrzelił. Strzała wbiła się pomiędzy oczyma. Znowu ryk. Wykorzystaliśmy z Brianem okazję. Razem podcięliśmy głowę stworowi. Zeskoczyłam z szybko walczącego się ciała na ziemię.
Odetchnęłam z ulgą.
- O cholera! - zawołała Sam. - To było zajebiste!
Spojrzałam na nią wielkimi oczami.
- Ty to... widziałaś? - wydukałam.
- No jasne - odparła z wyszczerzem na twarzy.
- Cholera, Rachel! - zawołałam. - Ona to widziała!

<Rachel?>

Od Troy'a Cd Jack

Podszedłem do dziewczyny wcześniej mi już znanej. Z widzenia, oczywiście.
- Nie mieliśmy okazji się sobie przedstawić - powiedziałem. - Jestem Troy.
- Jacqueline - mruknęła. - W skrócie, Jack.
- Okej.
Dobyliśmy mieczy. Walczyliśmy zaciekle przez dwie godziny. Raz wygrywałem ja, a raz ona.
- Jesteś dobry - rzekła jak skończyliśmy.
- Dzięki - odparłem. - Też jesteś niezła. Chyba polubiłabyś moją koleżankę.
Jack zmarszczyła brwi.
- Niby czemu? - spytała.
- Też lubi walczyć. Zwłaszcza dźgać ludzi palcem w żebra - spojrzała na mnie jak na idiotę. - Uwierz mi, to boli.
Dziewczyna wzruszyła ramionami. Wyszliśmy z Areny. skierowaliśmy się do ogrodu.
- Co powiesz ciekawego o sobie? - zapytała Jacqueline.
- Jestem półbogiem. Tak jakby. Mój ojciec to Anubis, a matka jest półboginią i ma na imię, Weronika. Mam też młodszego brata Camerona. To chyba wszystko co mógłbym powiedzieć, ciekawego o sobie. A ty?

<Jack?>

Od Rachel Cd Brian, Kelly

- Jasne - odpowiedziałam, spuszczając głowę. Głupio zrobiłam, ale naprawdę nie wiedziałam, co powiedzieć. Wróciliśmy do kafejki. Sam najwyraźniej zasypywała ich pytaniami, bo Brian położył już głowę na stole a Axel próbował jej coś tłumaczyć.
- Sam. Zbieramy się. - Klepnęłam ją w ramię.
- Co? Ale jak...? Co? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Co?! - mówiła piskliwym od emocji głosem. Chwyciłam ją mocno za rękę i wyciągnęłam na zewnątrz. Słyszałam za sobą kroki moich znajomych. Nagle coś upadło parę kroków przede mną. Miało tułów lwa, skrzydła, podobne do skrzydeł nietoperza oraz skorpioni ogon. I strasznie brzydką mordę. Odruchowo schowałam się za najbliższy samochód.
- Cholera... - mruknęła Kelly. - Brian!
- Axel! Idziesz na lewo! - Odkrzyknął tylko mój chłopak, przyzywając swój miecz. Nie pytajcie się mnie, jak to zrobił, bo nie wiem. - Rachel! Zostań tam!
- Nie zamierzam się nigdzie ruszać - odkrzyknęłam, mocniej ściskając dłoń przyjaciółki. Sam patrzyła na mnie za strachem.
- Nie pomożesz im? - spytała.
- Ja dopiero zaczynam. Tylko bym im przeszkadzała - odpowiedziałam.
<Brian? Kelly? >