Wzruszyłem ramionami.
- Czemu nie - odparłem. - Też muszę poćwiczyć. Rachel, chyba mogę co? - uśmiechnąłem się do niej.Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Tak, pozwalam.
- Ale fajnie! - zawołała Shannon i klasnęła w dłonie. - Zawsze chciałam zobaczyć jak walczysz.
Nic nie odpowiedziałem. Poszedłem tylko po swój miecz i zbroję - tak na wszelki wypadek.
Na krzyk Rachel zaczęliśmy ćwiczyć. To była dość zacięta walka, jak na trening. Musiałem się nieźle napracować by chodź kilka razy udało mi się ją trafić. Ona w sumie też nie miała lekko. Jako syn Aresa byłem urodzony do walki, więc to nie sprawiało mi żadnego problemu.
Skończyliśmy po mniej-więcej godzinie. Jack była cała oblana potem. Ja prawie w ogóle nie byłem spocony.
- Jak ty to robisz? - wysapała.
- Ma się ten talent - wyszczerzyłem się do niej.
- To było wyśmienite, Brian! - krzyknęła Shann.
Jack posłała mi pytające spojrzenie.
- Ratuj - powiedziałem cicho i zwróciłem się do córki Eola: - Fajnie, że ci się podobało Shann.
Dziewczyna uśmiechnęła się. I ten uśmiech był nieszczery. Jak wszystkie poprzednie.
- To co teraz w planach Rach? - spytałem.
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz