Zastanawiałam się, gdzie podziewa się teraz Jack.
- Więc? - Spytał się ponownie Brian.
- Arena? - Zaproponowałam, strzelając, że dziewczyna będzie tam ćwiczyć przed jutrzejszą lekcją.
- Okej. - Chłopak wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Dogoniłam go, ostrożnie splatając z nim palce. Posłał mi szeroki uśmiech.
- Jakie macie tutaj zajęcia? - Pomiędzy nas wepchnęła się Shannon.
- Astronomię, której nikt nie ogarnia... - Zaczął chłopak. Odchrząknęłam. - Oprócz Rach. Łacina, walka, zajęcia ze zwierzętami. Całkiem ciekawie. - Podsumował Brian. W końcu doszliśmy na Arenę. Ze środka dochodziły odgłosy walki. Jakiś czas temu zamontowano tam parę lamp,by można było trenować, kiedy jest ciemno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jack znęcającą się nad manekinem.
- Jack! - Zawołałam, machając w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się do nas z zmarszczonymi brwiami. Po chwili uśmiechnęła się, odpinając hełm. Włożyła miecz do pochwy, zaczynając rozpinać zbroję.
- Co tam? - Spytała, kiedy tylko pancerz upadł na piasek. Nawet nie zaszczyciła najmniejszym spojrzeniem Shannon.
- A nic. Oprowadzamy moją znajomą po akademii. - Zaczął Brian.
- Hej. - Przywitała się ze sztucznym uśmiechem Shann. - Jestem Shannon a ty?- Jednak dziewczyna zamiast odpowiedzieć, zaczęła kierować się w stronę trybun. Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc za nią.
- Kelly zdążyła przybiec i szybko mi wszystko wyjaśnić. - Szepnęła do mnie, sięgając po butelkę z wodą. - Brian. Ćwiczyłeś na jutro?
- Nie. Nie miałem czasu. - Odpowiedział chłopak, siadając koło mnie. Shannon przypadło miejsce obok Jack.
- Więc jak masz na imię? - Spytała ponownie dziewczyna, znowu się uśmiechając.
- Jacqueline - Odpowiedziała niechętnie, popijając wodę.
- Jesteś z Francji?- Zaciekawiła się Shann,
- A wyglądam ci na francuzkę? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Jack, posyłając jej prowokujące spojrzenie.
- Noo... - Dziewczyna zaczęła się mieszać, nie wiedząc na czym skupić wzrok. - Nieee...? A kto jest twoim rodzicem?
- Nie mówię o sobie. Chyba, że ci zaufam. - Odpowiedziała chłodno Jack. - Czyli raczej na to nie licz.
- Oj no weeź.... - Jęknęła.
- Zaraz się popłaczesz? Moje serduszko z lodu ani trochę się nie stopiło... Rachel. Nie obrazisz się, jeśli na chwile pożyczę Briana, by z nim poćwiczyć? O ile chcesz. - Dziewczyna skierowała na niego pytające spojrzenie. - Muszę z kimś poćwiczyć, bo manekiny mają już chyba dość. - Uśmiechnęła się diabolicznie.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz