- Ja ci dam czary-mary. - Nysa trzepnęła go w ramię. Zachichotałam cicho.
- Ała...- Mruknął Troy, rozcierając bolące miejsce. - Możesz mnie też bić ?
- Nysa jest wpół duchem. - Wyjaśniłam.
- Serio?- Zdziwił się Troy.
- Nie musisz tego mówić wszystkim.
- Tak wyszło. - Wyszczerzyłam zęby w jej stronę. Dziewczyna przewróciła oczami, uśmiechając się pod nosem.
- Dobra. To jak? Zaczynamy?- Spytała moja przyjaciółka, rozglądając się dookoła.
- Jasne. Pójdę po resztę. - Zaczęłam iść w stronę akademika. W połowie drogi wpadłam na Briana i resztę.
- Chodźcie. Nysa już jest. - Powiedziałam, zawracając z powrotem do serca ogrodu. Przyjaciele ruszyli za mną trochę niepewnie. Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam już wszystko gotowe.
- Szybko ci poszło. - Przystanęłam tuż przy krawędzi usypanego z soli pentagramu.
- Ani mi się waż go zniszczyć jak kiedyś. - Nysa pogroziła mi palcem.
- Jeden raz przez przypadek mi się zdarzyło... - Cofnęłam się o krok.
- Czyli kto w końcu się pyta?- Spytała Nysa, wyciągając świece. Zapaliła jedną z nich i podała mi. Następną podała Troy'owi i Brian'owi. Pokazała im, gdzie mają stanąć.
- Cofnijcie się. - Ostrzegłam pozostałych. W ciszy nas otaczającej, wzniósł się wysoki, czysty głos Nysy. W kręgu pojawiła się biała zjawa, przypominająca Banshee. Zadrżałam, mocniej ściskając świecę.
<Brian? Troy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz