poniedziałek, 29 września 2014

Od Jack Cd Kelly, Brian, Darkness

- Nie Troy. - zaczęłam sarkastycznym tonem. - Cieszę się na lekcję z Aresem i nie chcę na nią iść.
- Co mu powiemy,  kiedy zobaczy Troy'a? - Spytała się Rachel.
- Wyjaśnimy?- Zaproponowałam.
- Taak. Świetny pomysł. - Powiedziała Kelly. - Dzień dobry. Troy tak naprawdę nie umarł,  choć jakiś chłopak przekuł go mieczem. Stał się półduchem i tylko parę osób go widzi. - Spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- To wymyśl coś lepszego. - Prychnęłam,  otrzepując się z siana. - A ja w tym czasie już pójdę,  bo nie zamierzam się spóźnić. - Odwróciłam się na pięcie,  po czym wyszłam ze stajni. Byłam na Arenie jakieś pięć minut przed dzwonkiem. Weszłam do środka,  czekając na przyjaciół. Zagadałam się z jakimś chłopakiem,  więc nawet nie zauważyłam ich wejścia ani Aresa,  czekającego na spokój. Dopiero,  kiedy się na nas wydarł,  była w końcu cisza.
- Dziękuję bardzo. - Mruknął. - Za dwa tygodnie jest turniej walk w Akademii. Przyjadą inni uczniowie z innych szkół. Wybierzemy dzisiaj trzy osoby,  które będą nas reprezentować. - Ciągnął bóg dalej. - Ci,  którzy wiedzą,  że na pewno nie będą brać udziału siadają na trybunach. - Kilka osób ruszyło na siedzenia, na których siedział również Troy,  przyglądając nam się z zainteresowaniem.  Została nas ósemka.
- Do broni!- Wrzasnął Ares,  rzucając nam miecze. Na początek walczyłam z tym kolesiem,  z którym wcześniej gadałam. Brian trafił na Axel'a, Kelly na Cam'a, a Darkness na kogoś tam. Nie znam go. Na znak Aresa zaczęliśmy walczyć.
<Kelly? Brian? Darkness?>

Od Troy'a Cd Jack, Drużyna Lamy

- Można się przespać - powiedziałem i wskoczyłem w siano.
Konie zaczęły rżeć.
- Ależ jesteś produktywny - mruknęła Jack i także weszła do siana. - Jak ty w ogóle możesz leżeć skoro jesteś duchem?
Wzruszyłem ramionami.
- Chyba umiem się zmaterializować - rzekłem i zamknąłem oczy.
- Słodko wyglądacie - powiedziała Kelly. Zmusiłem się do otwarcia oczu. Uśmiechała się szelmowsko.
- Jakbym była w złym humorze miałabyś pięć sekund na ucieczkę - warknęła.
- Pff... - machnęła lekceważąco ręką Kel. - Nie boję się ciebie.
Jack już prawie wstała.
- Uspokójcie się - powiedział Brian.  - Jak wam się coś stanie trzeba będzie wyjść z ukrycia. A na to wygląda, że jednym z najmilszych nauczycieli jest Thor. I Loki, w sumie też.
- Dzięki - burknęła Dark.
- Ale w taka prawda- potwierdziłem.
- Troy, nie wolałbyś... No nie wiem... Myśleć nad swoim wyborem? I ty wiesz w ogóle, co to mają być za... Konsekwencje, o których mówiła Jack?
- Nie wiem i nie. Nie mam bladego pojęcia o co chodzi z tymi "konsekwencjami". Cam?
Mój brat pokręcił głową.
- Też nie. Na pewno nic miłego cię nie spotka.
- Dzięki. Myślałem, że to będzie atak miłych puchatych króliczków, ale dzięki twojej odpowiedzi mogę wykreślić je z listy - mruknąłem.
- Ja tylko... Ech nie ważne - powiedział i odszedł.
- Przestańcie kłócić jak stare małżeństwo. Wyjdzie to wam na dobre.
- Dzięki za "radę", Jack - warknąłem i wstałem. - Kel? Godzina?
- No, już to dwadzieścia minut minęło - odparła. -  Teraz jest przerwa, a po niej... Lekcje z Aresem.
- W końcu konkret - ucieszyła się Jack.
- Ja się z was wszystkich pośmieję - uśmiechnąłem się szelmowsko. Bo chyba tam idziemy, co nie?

<Jack? Lamy?

środa, 24 września 2014

Od Jack Cd Troy, Darkness, Kelly, Cameron, Brian

Wzruszyłam ramionami.
- Nie mam ochoty iść na astronomię. Powiedzcie,  że się źle czułam czy coś. - Machnęłam ręką, kierując się do wyjścia.
- Hej!- Zawołała Kelly. - Nie ma tak dobrze. Idziemy z tobą.
- O. - Zdziwiłam się. - Miło. To gdzie idziemy?- Spytałam.
- Co powiedzie, by ukryć się w stajni? - Zaproponował Brian, obejmując Rachel, która oparła się o jego rękę.
- Oki doki. - Powiedział Cameron,  dołączając do mnie. W ósemkę ruszyliśmy bocznymi ścieżkami w stronę stajni,  tak by nie nakrył nas żaden nauczyciel. Idealnie kiedy weszliśmy do środka,  zadzwonił dzwonek.
- To co teraz?- Spytał Axel,  siadając na jednaj z bel siana.
- Co powiecie na małą przejażdżkę?- Zaproponowała Kelly,  kierując się do boksu swojego pegaza.
- Ja zostaję. - Mruknęłam,  kładąc się na sianie. - I nie zamierzam się stąd ruszać. - Przewróciłam się na bok,  zamykając oczy. Przysłuchiwałam się rozmowie reszty,  po części będąc we własnych przemyśleniach. Dopiero kiedy usłyszałam stukot kopyt o beton,  otworzyłam oczy.
Została jedynie Rachel,  grzebiąc coś w telefonie. Westchnęłam,  obracając się na drugi bok. W stajni zapanowała głucha cisza.
Udało mi się na chwilę zasnąć,  kiedy drzwi otworzyły się na oścież. Na zewnątrz padało, ale moi przyjaciele śmiali się,  cali mokrzy.
- Złapał was deszczyk?- Spytałam sennie, siadając.
- Tak. Na dodatek prawie nas złapali. - Zaśmiała się Kelly,  zeskakując na ziemię.
- Było blisko. - Zaśmiał się Brian.
- Do końca lekcji zostało jakieś dwadzieścia minut. - Powiedziałam,  podnosząc się na nogi. - Co robimy?
< Troy? Darkness? Kelly? Cameron? Brian?>

sobota, 20 września 2014

Od Blink Cd Josh

- To miło.... - odpowiedziałam nie pewnie.
Po chwili starszy człowiek, zaprowadził nas do małej piwniczki.
Było tam pełno, eliksirów i mikstur. Nicolas zaczął szperać między półkami.
- Mam ! - powiedział zadowolony.
Uniosłam brew. Przelał jakiś płyn do dwóch szklanek.
- Do dna ! -podał na szklanki.
- To za łatwe. - rzekłam.
- Ale co ? - spytał Josh w moim ciele.
- Jeden łyk i wszystkie problemy znikają. Nie wydaje Ci się to dziwne...?
- Pij i nie marudź !
Wypiłam tajemniczą miksturę, smakowała trochę jak zgniłe jajo.
Nie czułam żadnej zmiany. Może tylko okropny posmak.
- Widzisz ?! Nic się nie stało. - machnęłam ręką.
Wpadłam w portal który sama otworzyłam.

Od razu wróciłam do Josha.
- Dobra, miałeś racje. - powiedziałam z trudem.

Josh?

środa, 17 września 2014

Od Briana Cd Rachel

Byliśmy już w bibliotece. Wzięliśmy pełno książek. Rachel siedziała przy stoliku i kolejno je przeglądała. Ja szukałem jeszcze na regałach.
- Nic tu nie ma - mruknęła dziewczyna odstawiając chyba szóstą książkę.
- Szukaj dalej. Na pewno coś znajdziemy - pocieszyłem ją.
Przechodziłem na kolejne regały, ale nic nie znalazłem. Już miałem się poddać lecz zauważyłem książkę która się wyróżniała. Wziąłem ją. Była bardzo duża i ciężka. Prawdopodobnie oprawiona w... ludzką skórę.
- Rachel?! - zawołałem. - Chodź tutaj!.
- Już idę - odparła i przyszła tutaj.
- Popatrz - podałem jej księgę.
Zaczęła ją przeglądać.
- Brian! - wykrzyknęła. - Właśnie znalazłeś jedną z najstarszych ksiąg o mitologii nordyckiej!
- Czyli to dobrze? - wyszczerzyłem się.
- No pewnie - uśmiechnęłam się do mnie dziewczyna. - Idziemy szukać Kelly?
Potaknąłem.
- Chodź - wziąłem od niej książkę i poszliśmy szukać naszą przyjaciółkę.

<Rachel?>

Od Troy'a Cd Jack, drużyna Lamy

- Hej! - mruknąłem.
- To prawda - powiedziała Darkness.
Odwróciłem się do niej.
- Myślałem, że jesteś po mojej stronie.
- Jestem po stronie zwycięzców - poprawiła mnie i zaczęła coś rysować w zeszycie.
Westchnąłem.
- Kto jeszcze mnie widzi? - spytałem Thora. - I niby, czemu mnie widzisz?
- Widzę cię ja, Ares, twój brat i twoi znajomi - odparł. - A ja widzę cię dlatego, że jestem bardzo dobrym znajomym twego ojca i mam mieć na ciebie oko.
- Przecież oni mają na mnie oko! - zaprotestowałem.
Bóg uniósł brwi.
- Tylko, że nie powstrzymali cię przed głupim parodiowaniem mnie - rzekł sucho. - A wiedzieli, że to... Cóż. Wiedzieli, że poniesiesz konsekwencje. Zwłaszcza Kelly - spojrzał na nią.
Dziewczyna odwróciła głowę.
- Nie ważne - mruknął.
- A czemu nas pan tu zatrzymał? - zapytałem. - Raczej nie po to by na mnie powrzeszczeć, prawda?
- Wiem, że masz siedem dni - odparł. - I wiem, że ty byś o to nie poprosił, więc robię to za ciebie. Zwracam się do was wszystkich. Musicie pomóc Troy'owi wybrać mądrze, gdyż jeśli wybierze "źle" będą konsekwencje.
Wszyscy potaknęli.
- I jeszcze jedno - dodał. - W miarę swoich możliwości także wam pomogę, ale nic nie obiecuję. Teraz możecie się rozejść - machnął ręką. - Ale ty zostań na chwilkę Kelly.
Dziewczyna potaknęła i podeszła do ojca. Wyszliśmy wszyscy z sali czekając na nią. Pojawiła się po chwili.
- Co chciał twój ojciec? - spytałem.
- Nic ważnego - odpowiedziała.
- Echem - przytaknąłem. - To co teraz?

<Jack? Drużyno Lamy?>

wtorek, 16 września 2014

Od Rachel Cd Brian

- Zatańczysz?- Spytał się Brian,  chwytając mnie za rękę i nie czekając na odpowiedź,  wyciągnął mnie na parkiet. Wmieszaliśmy się w tłum tańczących. W połowie piosenki,  melodia się urwała. Nagle z głośników zaczęła lecieć belgijka. Na szczęście Brian też umiał to tańczyć. Ustawiamy się w kółku, przygotowując się do tańca. Po drugiej stronie zauważyłam Axel'a z Kelly.
Zaczęliśmy ruszać się w rytm muzyki. Pod koniec piosenki ledwo mogłam oddychać. Na szczęście byłam blisko drzwi. Rozejrzałam się dookoła,  uprawniając się,  że nigdzie nie ma Kelly ani Briana. Ledwo wyszłam na dwór,  poczułam czyjeś ręce na talii.
- Rachel. - Brian odwrócił mnie do siebie. - Znasz takie słowo jak zabawa?
- Wyszłam się przewietrzyć. - Zaczęłam się tłumaczyć.
- Yhym... - Chłopak kiwnął głową. - Już ci uwierzę.
- Naprawdę!- Zawołałam. - Przynajmniej na razie.
- Oj Rachel,  Rachel... - Brian pokręcił głową. - Pójdę z tobą jak chcesz.
- Naprawdę? - Spytałam,  chwytając go za rękę.
- Nie. Dla żartów. - Spojrzał na mnie,  uśmiechając się do mnie.
- Dziękuję. - Wspięłam się na palce,  całując go w policzek.  Trzymając się za ręce,  ruszyliśmy do biblioteki.

<Brian?>

Od Jack Cd Troy

- To jakieś szaleństwo. - Mruknęłam pod nosem,  kierując się w stronę Troy'a. - Ktoś cię widzi?- Spytałam.
- Z tego,  co mówił mi ojciec to ty i reszta drużyny Lamy. Oraz Ares, bo był przy mojej śmierci.
- Wiesz już, co wybierzesz?- spytałam cicho. Chłopak nie odpowiedział, patrząc przed siebie.
- Nie. - Odpowiedział, równie cicho. - Co teraz masz?
- Lekcję z Thor'em. - Powiedziałam, skręcając do odpowiedniej sali. Chłopak poruszył znacząco brwiami.
- Trochę się rozerwę, skoro mnie nie widzi. - Uśmiechnął się szelmowsko,  wchodząc do klasy. Usiadłam jak zwykle przy oknie. Wszyscy byli jakoś przygnębieni. Na widok Troy'a,  Kelly mało co nie zaczęła krzyczeć. W porę zatkałam jej usta. Na zmianę z chłopakiem opowiedziałam o co chodzi. Nagle do klasy wszedł Thor.
Bóg zaczął prowadzić normalną lekcję. Zauważyłam, że nigdzie nie było tego chłopaka z Areny. Jasona czy jakoś tak. Przez połowę lekcji Troy wygłupiał się, parodiując nauczyciela. Nagle odwrócił się w jego stronę.
- Wiesz,  że ciebie widzę tak?- Spytał Thor, patrząc na chłopaka.
- Mam kłopoty?- Spytał, Troy przybierając minę niewiniątka.  Bóg zaśmiał się złowrogo.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedział,  odwracając się się ponownie do tablicy. Zatkałam usta ręką, by nie wybuchnąć śmiechem.  Kelly położyła głowę na ławce, aż trzęsły jej się ramiona ze śmiechu.
- O kurde.. - Mruknął Troy,  podchodząc do ławki Camerona. Odsunął ze zgrzytem krzesło i usiadł na nim, kładąc nogi na stole. W końcu zadzwonił dzwonek.
- Jack. Kelly,  Rachel i reszta. Zostańcie proszę.- Powiedział Thor, nie odrywając wzroku od dziennika.
- Mamy kłopoty. - Szepnęła do mnie Kelly.
- Nie my tylko Troy. - Odpowiedziałam, siadając na ławce najbliżej biurka.
<Troy?>

niedziela, 14 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Cameron wypchnął Jack na korytarz. Wrócił po chwili sam, zamykając drzwi.
- Dlaczego nie pozwoliłeś jej zostać? - spytałem.
- Musisz odpoczywać - odparł Cam.
- Cammy...
- Nic nie rozumiesz, Troy! - wykrzyknął brat.
- Och, czyżby? Tylko, że to ja zobaczyłem Banshee! I wtedy była ze mną Jack! - podniosłem głos lekko skręcając się z bólu.
- Wybacz - wymamrotał.
- Nic się nie stało. A teraz powiedz Jack, żeby tu weszła.
Cameron mruknął coś pod nosem po czym wyszedł. Chwilkę później drzwi ponownie otworzyły się i na początek przeszła przez nie Jack.
- Troy! - wykrzyknęła i podbiegła do mnie. Próbowała chwycić mnie za rękę, ale jej dłoń przeszła przez nią. - Co do...
- On nie żyje - powiedział mój ojciec.
Dziewczyna spojrzała na niego.
- Kim jesteś? - spytała.
- Jestem Anubis, ojciec Troy'a - rzekł.
- Och - westchnęła dziewczyna.
- Troy - bóg spojrzał na mnie. - Już czas. Musisz dokonać wyboru.
- Jakiego wyboru? - Jack spojrzała to na mnie to na Anubisa.
- Gdy tylko pojawiła się Banshee, wiedziałem, że to mój czas. Wiedziałem, że za niedługo zginę.
- Że, co?! - wykrzyknęła dziewczyna.
- Daj mi skończyć - powiedziałem. - Chodzi o to, że gdy zginąłem... Nie wiem jakby to ująć... Zostałem zastępcą Anubisa. Kiedyś przejmę jego obowiązki.
- Nie mogę robić tego do końca - wtrącił ojciec.
- I jeszcze przed śmiercią usłyszałem głos...
- Głos śmierci - dodał bóg śmierci.
- Wiedziałeś i nic mi nie powiedziałeś?! - wydarła się na mnie Jack. - Szaleństwo!
- Wiem... - westchnąłem.
- A co z tym wyborem? - dopytała.
- Troy... Ma jako taki wybór - rzekł Anubis. - Może wybrać. Czy pójdzie ze mną, czy zostanie na ziemi.
- To dobrze, prawda? - spytała bogini.
- Nie do końca - ciągnął. - Jeśli powróci będą liczne konsekwencje...
- Jakie?
- Dowiesz się - mruknął ojciec. - Troy, masz tydzień. Siódmego dnia, od razu po zachodzie słońca przyjdę i spytam cię o twój wybór. Wybieraj mądrze... - dodał cicho i zniknął.
- Mógłbyś mi to wytłumaczyć?! - spytała Jack.
- Potem - odparłem. - A i gwoli ścisłości. Jestem ducho-człowiekiem. Nie będę ci tego tłumaczył potem zobaczysz.
Wstałem z łóżka.
- Na razie, Cam - uśmiechnąłem się do brata i wyszedłem. - Na co czekasz, Jack? - krzyknąłem do dziewczyny, która stała w tym samym miejscu co przedtem.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Upadłam w piach. Nadal dzwoniło mi w głowie po uderzeniu. Otworzyłam lekko oczy. Kelly stała nade mną, dysząc ciężko. Przystawiła grot włóczni do mojego gardła. Chwyciłam w dłoń garść piasku.
- Poddajesz się? - Spytała dziewczyna. Ostrze było zaledwie centymetr od mojego przełyku. Sypnęłam jej piachem w oczy. Odskoczyła do tyłu, mijając o milimetry moją twarz. Zerwałam się na nogi i kopnęłam ją mocno w brzuch. Zgięła się w pół, jęcząc cicho. Dysząc usiadłam koło niej.
- Niezła jesteś - Wysapałam, kładąc się na piachu. - Już dawno się tak nie zmęczyłam. Remis?
- Na Odyna! Troy! - Odpowiedziała dziewczyna, zrywając się na nogi. Podniosłam głowę w momencie, kiedy chłopak opadał na ziemię. Nad nim stał jakiś osiłek z nieogarem na twarzy. Bóg wojny już biegł w ich stronę. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co się stało.
- Nie! - Zawołałam, zrywając się na nogi i chcąc biec w jego stronę. Powstrzymały mnie silne ręce, przytrzymujące w pasie. Próbowałam je od siebie odepchnąć, jednak trzymały mocno.
- Już dobrze... - Kelly odwróciła mnie w swoją stronę. W jej niebieskich oczach był ból. - Nie patrz tam. - Zawyłam cicho, wbijając paznokcie w jej ramiona. Słyszałam jak Ares coś wykrzykuje, a po chwili nastąpiła cisza.
- Przenieśli go do skrzydła szpitalnego. - Odpowiedziała dziewczyna, przytulając mnie do siebie. Zaczęłam pociągać nosem. To niemożliwe... Nagle w wejściu ukazała się biała postać Banshee. Zalała mnie fala wściekłości. Oderwałam się od dziewczyny i chwyciłam najbliższą włócznię.
- Zadowolona jesteś?! - Zawołałam w jej stronę. Wzięłam zamach i rzuciłam bronią jak oszczepem. Gdyby był tu Ares, wkurzyłby się tak jak moja matka kilka lat temu. "Włócznia to nie oszczep. Nie możesz nim sobie tak po prostu rzucać!" Okrzyczała  mnie wtedy. Teraz jednak jej tutaj nie było. Broń wbiła się zaledwie metr od zjawy. Przekrzywiła głowę. Nagle w mojej głowie odezwał się jej melodyjne głos.
- Powinnaś bardziej uważać głupia dziewucho. - Powiedziała tylko, po czym zniknęła. Na Arenie panowała przygnębiająca cisza. Chłopak, z którym walczył Troy, chyba przechodził jakieś załamanie nerwowe. Na Arenę wszedł Thor .
- Rozejść się wszyscy! - Zawołał władca piorunów. - Nie wychodzicie z pokojów do odwołania. - Na trzęsących się nogach ruszyłam przed siebie. Cała drużyna Lamy zebrała się w jednym miejscu, rozmawiając po cichu z Thorem. Nie mogłam siedzieć w pokoju, kiedy mój przyjaciel umiera. Albo już umarł. Wymknęłam się wąską ścieżką w stronę Akademii. Cicho przemknęłam się korytarzem do skrzydła szpitalnego. Przed drzwiami stał Cameron.
- Co tutaj robisz? - Spytał, patrząc na mnie nieufnie. Ciekawe czy Troy opowiedział mu o Banshee?
- Co z nim? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Chłopak się zmieszał.
- Jest w środku. Nie powinnaś tam... - W tym momencie przerwało mu pukanie. Otworzył drzwi na tyle wąsko, że nic nie zobaczyłam oprócz jakiegoś chłopaka ubranego na czarno. Szeptali między sobą, po czym Cameron wszedł na salę. Widziałam to. Troy siedział oparty o łóżko z przymkniętymi oczami oraz bandażem na brzuchu. Pchnęłam drzwi, tak że otworzyły się na oścież. Chłopak spojrzał na mnie.
- Ty żyjesz... - Wydukałam tylko, zanim wściekły Cameron wypchnął mnie z powrotem na korytarz.
<Troy?>

sobota, 13 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

- Jak widać - posłałem jej słaby uśmiech. - Też śniła ci się Banshee, prawda?
Dziewczyna skinęła głową.
- Okropne koszmary - mruknęła.
- Spokojnie. Będziemy walczyć i się wyluzujesz. Ja postaram się nie doznać kontuzji.
Jack zaśmiała się.
- Chodźmy do środka - powiedziała.
Weszliśmy na arenę. Było tutaj pełno uczniów. Wszyscy stali w kole, blisko Aresa. Podeszliśmy bliżej.
- Słuchajcie! - wykrzyknął, jak to ma w zwyczaju. - Dziś mamy dwie lekcje, a to oznacza, że będziemy walczyć na miecze i włócznie! Dobierzcie się w pary! Potem ja sam wybiorę wam przeciwników by nie było nudno! Powodzenia... - dodał niechętnie.
Wszyscy rozeszli się.
- Będziesz ze mną walczyła? - spytałem Jack.
- Spróbuję cię nie okaleczyć - uśmiechnęła się do mnie szyderczo.
Walczyliśmy przynajmniej godzinę. Raz wygrywałem ja, a raz Jack. Nie odnieśliśmy poważniejszych ran niż parę siniaków i kilka zadrapań.
Po jakimś czasie rozbrzmiał krzyk boga wojny:
- Dobra! Teraz włócznie!
Podeszliśmy do broni. Gdy już je zabraliśmy Ares wydzielił nam partnerów. Jack walczyła z Kelly (no, będzie się musiała postarać), a ja z jakimś chłopakiem imieniem Jason. Nie był ani zbyt inteligentny, ani silny. Nie powalał też urodą. Od taki, można by rzec, zwykły śmiertelnik. A to nawet dość trafne określenie gdyż jest bogiem w jednej czwartej.
Gdy z nim walczyłem  dawałem mu kilka wskazówek między innymi, dlatego, że nie chciałem by ochrzanił nas Ares, a także, bo nie chciałem się nudzić.
W pewnym momencie Jason przybrał pozę do szarży. Ja taką by albo się obronić, albo żebym łatwo uskoczył. Chłopak wystrzelił jak z procy. Byłem przygotowany, ale usłyszałem szept. Potem głos się nasilał i odwróciłem się. Nie zobaczyłem nic za sobą. Poczułem jednak piekący ból. Z trudem spojrzałem w dół. Grot włóczni przebił mój brzuch. Traciłem powoli siły.
- Nie! - usłyszałem krzyk. Być może to była Jack, ale nie jestem pewien. Nie miałem na nic siły.
Przed oczami zobaczyłem już tylko ciemność i poczułem jak bezwładnie padam na ziemię.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Zmieszałam się.
- Rozmawiałam krótko z rodzicami. Nie powiedzieli mi niczego, czego bym już nie wiedziała. - Spochmurniałam.
- Szkoda. - Chłopak również nie wydawał się jakoś szczęśliwy.
- Jeśli masz rodzeństwo czy coś, to lepiej do niego pójdź i coś mu powiedz. Że ma uważać czy coś. - Posłałam mu słaby uśmiech. - Powinniśmy już iść. Jutro czeka nas wycisk od Aresa.
- Pewnie nie możesz się doczekać. - Zaśmiał się cicho Troy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo nie mogę się doczekać. - Wyszczerzyłam zęby w jego stronę. - Dobranoc. - Pomachałam mu i zniknęłam u siebie w pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Zerknęłam jeszcze na zegarek, leżący na szafce nocnej. Zbliżała się północ. Usnęłam, nie mogąc przestać myśleć o białej kobiecie. Obudziłam się z krzykiem, kiedy zadzwonił budzik. Wyłączyłam go i pobiegłam do łazienki. Trzęsącymi dłońmi macałam szyję. Żadnej rany. Nic.
- To tylko sen. - Mruczałam pod nosem, wracając do pokoju.  Przebrałam się w czarne legginsy oraz ciemnoniebieski podkoszulek. Związałam włosy w wysoką kitkę i umyłam się. Chwyciłam jeszcze swój miecz, po czym wyszłam z pokoju. Na korytarzach było pełno uczniów, w większości zaspanych. Przedarłam się na zewnątrz, oddychając świeżym powietrzem. W ciszy ruszyłam na Arenę. Przed wejściem czekał Troy. Uśmiechnął sie do mnie.
- Wiedzę, że nie ja jako jedyna miałam kiepską noc. - Wskazałam na jego rozczochrane włosy.
<Troy?>

czwartek, 11 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Jack odeszła zostawiając mnie samego z Bucky'm.
- Wiesz co to oznacza, Narwańcu, prawda? - spytałem.
Koń potrząsnął łbem.
- Za niedługo to się stanie - westchnąłem. - I nic już na to nie poradzę.
Zaprowadziłem Bucky'ego do boksu i zdjąłem mu uzdę.
- Cześć, Buck - poklepałem konia po szyi po czym wyszedłem. Spędziłem kilka godzin na chodzeniu po ogrodach, ćwiczeniu walki, graniu na instrumentach...
Nudziłem się ogromnie, aż w końcu na jednym z Akademickich korytarzy zobaczyłem Jack. Podbiegłem do niej.
- Hej, Jack - przywitałem się z nią.
- O... Hej, Troy - odparła.
- Wiesz już dlaczego Banshee się tam pojawiła? - spytałem.

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Chwyciłam się mocno chłopaka, by nie spaść. Przytrzymałam się kolanami i po chwili złapałam odpowiedni rytm. Wyjechaliśmy całkiem daleko w las. Wspaniale czułam się ponownie na końskim grzbiecie. Objęłam mocniej Troy'a, chwytając się jego koszuli. W końcu zwolniliśmy do kłusa. Po jakimś czasie zobaczyliśmy polanę. Przystanęliśmy. Była ze wszystkich stron otoczona drzewami. Bucky zaczął niecierpliwie grzebać kopytem w ziemi.Poczułam na plecach dreszcze.
- Nie powinniśmy tutaj być. - Mocno chwyciłam Troy'a za ramię.
- Czemu? - Zdziwił się chłopak, odwracając się do mnie.
- Po prostu. Coś jest z nią nie tak. - Próbowałam wypatrzyć cokolwiek, co sprawiło, że jestem taka przestraszona. Aż czułam jak w środku coś mnie skręca. Nagle zobaczyłam stojącą na drugim końcu polany biała postać.
- Widzisz ją? - Spytałam, wskazując na nią palcem. Chłopak skupił wzrok na miejscu, które pokazywałam. Ledwo zauważalnie skinął głową. Dopiero po chwili rozpoznałam tą kobietę. Włosy zjeżyły mi się na karku. Kiedy byłam mała, mama straszyła mnie nimi. A za każdym razem, kiedy była burza, wyobrażałam sobie, jak podchodzą do mojego okna, zawodząc żałośnie.
- Jedź! - Krzyknęłam, klepiąc konia w zad. Wystrzelił jak z procy, w drugą stronę. Byle dalej od białej kobiety. Troy chyba wyczuł, że jest coś nie tak, bo nie zadawał żadnych pytań. Zwolniliśmy dopiero, kiedy dojechaliśmy do stajni. Wjechaliśmy do środka. Zsunęłam się na ziemie, jeszcze zanim stanęliśmy.
- Co to było? - Spytał Troy. Głos mu lekko drżał, choć starał się tego nie okazywać.
- Banshee. - Odpowiedziałam, opierając się o ścianę boksu. - Biała kobieta zwiastująca śmierć.
- Czyli, że... - Chłopak głaskał niepewnie Bucky'ego.
- Nie. Nic się nie stanie.  - Skłamałam. - Muszę porozmawiać z rodzicami. - Odpowiedziałam, zostawiając chłopaka samego.
<Troy?>

wtorek, 9 września 2014

Od Kelly Cd Rachel, Axel

- Dalej, Rachel, będzie fajnie - powiedziałam uśmiechając się.
- A nie mieliśmy robić przypadkiem czegoś innego? - spytała.
Machnęłam lekceważąco ręką.
- Potem się to załatwi - mruknęłam. - Teraz trzeba się zabawić. To jak?
Moja przyjaciółka przewróciła oczami.
- No dobra. Ale nie obiecuję, że będę tańczyć.
- Zobaczymy - rzekł Brian i poruszył znacząco brwiami,
- Ręce mi przy was opadają - oznajmiła.
- Ale nas uwielbiasz - wyszczerzyłam zęby w szyderczym uśmiechu.
- Dobra. Spotykamy się za dwie godziny na dyskotece, okej? - zaczął ustalać Axel.
- Jasne - powiedzieliśmy zgodnym chórem, a potem rozeszliśmy się w swoje strony.
Te dwie godziny spędziłam na ogarnianiu się. Jak zostało mi mniej więcej dziesięć minut wyszłam z pokoju i pomaszerowałam na salę. Przed nią stali moi przyjaciele.
- Hejka - uśmiechnęłam się do nich. - Jesteście gotowi?
- Urodziłem się gotowy - odparł Brian z uśmiechem.
- No i prawidłowo - powiedziałam.
- Chodźcie.
Weszliśmy na salę. Widać było, że prawie cała szkoła była na imprezce. Parkiet pękał w szwach.
- To co, gotowi? - spytałam z figlarskim uśmiechem, a następnie pociągnęłam Axel'a w wir tańca.

<Rachel? Axel?>

Od Troy'a Cd Jack

- Nie muszę tego uważać - zaśmiałem się. - Ja to wiem.
Jack spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, ale także się roześmiała. Do tego klepnęła mnie w ramię.
- Dobry żart Troy - prychnęła.
Wyszczerzyłem zęby.
- Nic nie poradzę. Taki już jestem - wzruszyłem ramionami.
Resztę drogi przeszliśmy w ciszy. W końcu dotarliśmy do stajni. Weszliśmy do środka. Podszedłem do boksu Backy'ego.
- Hejka, Narwańcu - powiedziałem. - Czas na przejażdżkę, nie sądzisz? - koń zarżał cicho po czym umilkł.
Jack zmarszczyła brwi.
- A on nie ma przypadkiem Bucky? - spytała.
- Jasne, ale nazywam go Narwańcem. Do do niego pasuje - poklepałem go po szyi. - Gotowa?
- Nigdy nie byłam bardziej gotowa - odparła z uśmiechem dziewczyna.
Wyprowadziłem mojego konia z boksu. Założyłem mu uzdę po czym wraz z Jack wszyliśmy na zewnątrz, Wdrapałem się na plecy Bucky'ego i podałem Jack rękę by się podciągnęła. Po chwili dziewczyna siedziała za mną.
- Może mnie przytulisz by nie spaść? - zapytałem z figlarskim uśmiechem.
- Kiepski tekst na podryw - prychnęła.
Wzruszyłem ramionami.
- Jak sobie chcesz. Dalej, Buck! - trąciłem konia piętami i pognaliśmy galopem w las.

<Jack?>

poniedziałek, 8 września 2014

Od Jack Cd Troy

Zamyśliłam się przez chwilę.
- Pogoda ładna. Możemy się przejść. - Wstałam i otrzepałam nogi z ziemi oraz resztek trawy.
Chłopak postąpił tak samo. Po chwili szliśmy w stronę ogrodów.
- Masz swojego konia?- Zagadał Troy.
- Nie. Musiałam go zostawić w Walii. - Posmutniałam. Chłopak zmarszczył brwi.
- W sensie samego?- Zdziwił się.
- Co?  Nie!- Zaśmiałam się.
- To jak..?
- Wypuściłam go na wolność. - Przerwałam mu. - Biega po łąkach. Kilka godzin przed wyjazdem widziałam go razem z innym stadem dzikich koni.
- Chciałabyś się przejechać ze mną na Bucky'm? - Spytał,  patrząc w stronę stajni.
- Zmieścimy się?- Zaśmiałam się,  skręcając do budynku.
- Raczej tak. Ściśniemy się.   Nie bój się, damy jakoś radę.
- Czy ty sugerujesz, że ja jestem gruba?- Zawołałam z uśmiechem.
<Troy? xD>

Od Rachel Cd Kelly, Brian

- Że co?!- zawołał Axel,  podbiegając do dziewczyny. Objął ją,  przytulając mocno. Kelly patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem.
- To moja wina - pomyślałam,  marszcząc brwi. Będę teraz musiała to odkręcić.
- Coś wymyślimy. - Powiedział syn Apolla, odsuwając się.
- Rachel już myśli. - Uśmiechnął się Brian, patrząc na mnie znacząco.
- Co? Nie!- Zaprotestowałam.
- Od razu to widać. - Zaśmiał się chłopak. - Marszczysz brwi i zapatrujesz się przed siebie.
- Nieprawda. - Mruknęłam,  zaplatając ręce na piersi.
- Nie obwiniaj się. - Kelly podeszła do mnie i położyła mi rękę na ramieniu. Posłałam jej słaby uśmiech. Reszta dnia minęła bez większych problemów. Myślałam nad tym,  jak pomóc przyjaciółce, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Ziemia do Rachel. Halo!- potrząsnęła moim ramieniem.
- Nie śpię!- Zawołałam,  wyrwana z transu. - Co jest?- Kelly zamachała mi przed oczami jakąś kartką.
- Dyskoteka. Dzisiaj wieczorem. - Wyjaśnił Axel,  obejmując swoja dziewczynę w pasie.
- Idziesz?- Spytał Brian,  patrząc na mnie wyczekująco.
- Mogę pójść,  ale wątpię czy będę tańczyć. - Mruknęłam,  strzykając palcami. Chłopak zaśmiał się głośno.
- Przecież mówiłaś,  że umiesz!
- No właśnie Rachel. - Dopowiedziała Kelly. - Czemu nas okłamujesz?
- Nie kłamczę. - Odpowiedziałam.
- Taa...  Jasne. - Mruknął Axel.
- Spadaj.
- Dobra. - Nie kłóćcie się. - Uspokoiła nas Kelly.
- Hej...  To moja kwestia. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- To jak? Idziemy?- Spytał Pyskacz.
<Kelly? Brian?>

Od Troy'a Cd Jack

- Myślę, że chodzi o coś innego - powiedziałem.
Jack zmarszczyła brwi.
- O co? - spytała.
- O mnie - odparłem ze spokojem.
Dziewczyna prychnęła.
- Pff... Co?
- Wiem, że nie chcesz mieć chłopaka. Ja nie chcę mieć dziewczyny, bo nie jestem trwały w związkach. Chcę być tylko twoim przyjacielem. I mogłaś mnie uprzedzić, że gdy tylko puszczą wolnego gdzieś uciekniesz - zaśmiałem się smutno.
Przez twarz Jack przebiegł cień uśmiechu.
- Obiecuję, że będę cię za każdym razem uprzedzać - odezwała si po chwili.
- Dobrze. Więc decyduj. Idziesz dalej tańczyć, czy będziesz tu siedzieć samotnie, razem ze mną?

<Jack?>

Od Josha Cd Blink

-Aha. Super.
-Też tak myślę.-odparła.-Wiesz może gdzie to wszystko znaleźć?-spytała.
-Tak się składa, że wiem.-odparłem po krótkiej chwili.
-Serio?-spytała.
-Jasne.-potwierdziłem, a w tym momencie przyjechał po nas czarny angielski suv. Wysiadł z niego szofer, który otworzył nam drzwi. Usiedliśmy na tylnych siedzeniach, a kierowca obrócił się do nas.
-Gdzie was zawieźć?-spytał z silnym londyńskim akcentem.
-Ma pan mapę?-spytałem.
-Oczywiście.-odparł i wyciągnął ze schowka mapę Londynu i jego okolic. Przypatrywałem się jej przez chwilę, aż w końcu wskazałem odpowiednie miejsce.
-Tutaj, proszę.-szofer spojrzał na mnie znad ciemnych okularów, ale nic nie odpowiedział. Zapieliśmy pasy i ruszyliśmy.
-Powiesz mi, gdzie jedziemy?-spytała Blink.
-Dowiesz się na miejscu.-odparłem.
***
Szofer wysadził nas przy wylocie niewielkiej uliczki, wysiedliśmy i podziękowaliśmy mu za zawiezienie. Gdy odjechał ruszyliśmy w głąb rzeczonej uliczki. Po chwili stanęliśmy przed witryną antykwariatu.
-Powiesz mi w końcu, do kogo idziemy?
-Słyszałaś o Nicolasie Flamelu, prawda?-spytałem i wszedłem do środka, nie czekając na odpowiedź. Gdy znaleźliśmy się we wnętrzu sklepu nad drzwiami zabrzmiał dzwoneczek i otoczył nas zapach starego papieru. Zza lady wyłonił się mężczyzna w wieku na oko 60 lat.
-Witam Was w moim antykwariacie.-powiedział.-Szukacie czegoś specjalnego?
-Ma pan może kartkę i długopis?-spytałem.
-Oczywiście, miła panno.-powiedział z uśmiechem starszy człowiek. Ach, no tak, jestem dziewczyną. Wziąłem kartkę od sprzedawcy i zacząłem pokrywać ją znakami demotycznymi. Wkrótce była cała zapisana. Gdy skończyłem podałem ją sprzedawcy, który automatycznie zagłębił się w zapisane na niej znaki.
-Och.-powiedział w końcu i spojrzał na mnie.-Nikt nie użył tego pisma od wielu tysięcy lat. Mimo tego nie powinienem Ci wierzyć. Ale miło Cię widzieć.-powiedział w końcu i wyciągnął do mnie dłoń. Później przywitał się też z Blink (w moim ciele)
-Mi Ciebie też, Nicolasie.-odparłem.
-Josh, wytłumaczysz mi to?-spytała dziewczyna.
-To jest Nicolas Flamel. Największy alchemik na świecie. On pomoże nam wrócić do właściwej postaci.-powiedziałem.
Blink? =D

niedziela, 7 września 2014

Od Jack Cd Troy

Jęknęłam w duchu.  Czemu w ogóle zgodziłam się na te tańce? Spojrzałam na buty chłopaka.
- Miałeś założyć coś mocniejszego. - Uśmiechnęłam się pod nosem.
- To jak?- Spytał ponownie,  ujmując moją dłoń.
- Naprawdę muszę?
- No chodź. - Pociągnął mnie na parkiet. Po chwili wmieszaliśmy się w tańczących ludzi. Przetańczyliśmy dwie piosenki. Kiedy z głośników poleciały pierwsze sekundy "My Heart Will Go On" Celine Dion, wymknęłam się na zewnątrz.
- Hej! Czemu wyszłaś?- Spytał Troy,  stojąc za mną. Objęłam ramiona rękami.
- Mówiłam  ci, że kiepsko tańczę. - Wyjaśniłam,  siadając na ziemi. Zaczęłam skubać paznokciami trawę. Mruknął coś w stylu:"Kobiety..." po czym usiadł koło mnie.
<Troy?>

Od Kelly Cd Rachel, Axel

Byliśmy w gabinecie Thora. On już siedział za biurkiem i ręką wskazał bym też usiadła.
- Dlaczego przyprowadziłaś tą śmiertelniczkę do Akademii? - spytał.
- Ale szybko się skapnąłeś - mruknęłam.
- Kelly. Mówię coś to ciebie i chcę byś odpowiedziała mi normalnie.
Westchnęłam.
- A czemu by nie? Ona jest widzącą, tato. Widziała jak ja Axel oraz Brian walczyliśmy z mantikorą.
- Ale to nie powód by ją przyprowadzać - Thor mówił spokojnym tonem co coraz bardziej mnie denerwowało.
-Uch. Wiesz co? Zaczynasz mnie powoli wkurzać. Nie powinieneś tu siedzieć! Na wygodnym fotelu, za drewnianym biurkiem! Jesteś wikingiem! A co robią wikingowie? To oczywiste, że walczą! I jeszcze...
- Dość - warknął.
- Nie powiedziałeś mi, że mam rodzeństwo - dodałam cicho zbaczając z tematu. Thor otworzył usta by coś odpowiedzieć, ale dodałam. - Nie o takie mi chodzi. Mam na myśli Thurd, Magni'ego, Modi'ego i Ullr'a.
Ojciec przetarł oczy ręką.
- Kto ci powiedział? - spytał.
- Thurd - odparłam krótko.
- Obiecała, że nie powie...
- Gdyby tego nie zrobiła, zabiłabym ją - powiedziałam.
- To jednak niczego nie zmienia.
- Czyli poświęciłbyś ją byle tylko ja nie wiedziałam, że mam rodzeństwo?! - wybuchnęłam. - To niedorzeczne. Ona ci się sprzeciwiła, by się uratować. Ty pewno też sprzeciwiałeś się Odynowi!
- Dość, Kelly! - krzyknął. - Mam już dosyć! Wracasz do Asgardu gdzie twoje miejsce za to co zrobiłaś!
Szczena mi opadła. Co? On chyba żartuje.
- Raczej nie mówisz...
- Trzy dni - przerwał mi. - Trzy dni by udowodnić, że możesz zostać.
Wzruszyłam ramionami.
- Okej - powiedziałam i wstałam. Podeszłam do Mjolnira i próbowałam go podnieść. Bez skutku.
- Nie jesteś jeszcze godna, Kelly - rzekł. - A teraz wyjdź. Muszę pomyśleć.
Zrobiłam co kazał. Wyszłam z gabinetu pobiegłam na arenę.
- I jak? - spytała Rachel gdy już dotarłam.
Chłopcy w tym czasie przestali ćwiczyć.
- Trzy dni. Trzy dni by udowodnić, że mogę tu zostać.

<Rachel? Axel?>

Od Troy'a Cd Jack

Po krótkim spotkaniu z Jack poszedłem do siebie. Jak zwykle ubrałem czarną, krótką koszulkę, a na to nałożyłem ciemnoniebieską koszulę i wyszedłem z pokoju. Spotkałem Jack przed Akademikiem.
- Hej - przywitałem się z nią.
- Cześć - odparła z uśmiechem.
- Ładnie wyglądasz - powiedziałem.
Dziewczyna uniosła brew.
- Potraktuję to jako komplement, a nie tekst na podryw - mruknęła.
Wyszczerzyłem zęby w szelmowskim uśmiechu.
- Wybacz - rzekłem. - To co? Gotowa na tańce?
- Kompletnie, nie - odparła.
Przewróciłem oczami.
- Chodźmy.
Pociągnąłem ją za rękę. Kilka chwil później byliśmy już na dyskotece. Na parkiecie widziałem znane twarze.
- Zatańczysz ze mną? - spytałem.

<Jack?>

Od Rachel Cd Kelly

- Możemy tam pójść? - Spytała podekscytowana Sam, patrząc na mnie.
- Gdzie? - Zdziwiłam się.
- No... Do Akademii. - Odpowiedziała przyjaciółka, patrząc na mnie. Spojrzałam niepewnie na Kelly., Mówić o tym wszystkim to jedno. A pokazać jej to już inna sprawa.
- A rób co chcesz. - Mruknęła dziewczyna, odwracając głowę. - I tak mamy przekichane.
- Na pewno? - Upewniłam się.
- Taa... - Machnęła ręką. Po jakiś dwudziestu minutach byliśmy na dziedzińcu Akademii. Sam rozglądała się wszędzie dookoła, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Nagle przed nami pojawił się Thor.
- Umm... Kelly? - Wskazałam na niego ruchem głowy.
- O w mordę... Załatwię to. - Powiedziała dziewczyna. Rozmawiali ze sobą przez chwilę cicho, po czym dziewczyna przyłączyła się do nas.
- Lepiej by było, gdybyś już poszła. - Powiedziała grobowym tonem do Sam.
- Wszystko okej? - Spytałam, patrząc na przyjaciółkę.
- Co? Tak. Trochę minie, zanim się skapnie, że go okłamałam. Więc lepiej by było, gdyby się stąd zmyła. - Wskazała na Sam. - Czekam na Arenie. - Powiedziała tylko, po czym się odwróciła na pięcie. Chłopacy poszli za nią.Pożegnałam się z Sam i ruszyłam na Arenę. Brian walczył z Axel'em. Za to Kelly nigdzie nie było widać.
- Gdzie jest...? - Zaczęłam, na co przerwał mi syn Apolla.
- Thor przyszedł i powiedział, że musi z nią porozmawiać.
<Kelly?>

Od Scatty Cd Ryan

Nowe miejsce - nowe życie? Nie... To tak nie działa. A czasami bardzo by się chciało.
**
Ok, już jest to jakoś ogarnięte. Upchałam wszystkie ubrania w szafkach, wzięłam sprzęt do jazdy i poszłam do stajni. Przechodząc między boksami instynktownie czułam, że konie są zaciekawione nową twarzą (oraz łbem). Podeszłam do boksu Czarnoksiężnika, wyjęłam ze skrzynki stojącej pod jego boksem odpowiednie zgrzebła, szczotki i zaczęłam go oporządzać. Ubrałam go, wyprowadziłam i wsiadłam na niego przed stajnią kierując się na linię horyzontu.
**
Wróciłam późno, ale gdy weszłam do stajni zauważyłam, że nie jestem sama. W boksie, w którym stał majestatyczny Each Uisce krzątał się nieznany mi chłopak. Swoją drogą... Kto tu jest mi znany?
Ryan?

Od Jack Cd Troy

Poczułam,  jak czerwinieją mi policzki. Spojrzałam na chłopaka niepewnie.
- Na pewni tego chcesz?- Spytałam,  grzebiąc widelcem między frytkami. - Od razu ci powiem,  że jestem kiepską towarzyszką.
- Nie przeszkadza mi to. - Odpowiedział,  uśmiechając się. Odchyliłam się na krześle,  i odsuwając od siebie talerz.
- Mam dwie lewe nogi,  więc lepiej załóż lepsze buty. - Mrugnęłam do niego i skierowałam się do wyjścia. Kiedy przyszłam do siebie,  zebrałam resztki lodu do ręcznika i ponownie przyłożyłam do języka. Bolał już mniej,  ale i tak jutro pewnie nie będę mogła mówić. Położyłam się na łóżku, czytając książkę. Po jakiś dwóch godzinach zasnęłam. Na następny dzień nikt nie mógł skupić się na lekcjach. Wszyscy tylko rozmawiali o wieczorze. Na ostatniej godzinie siedziałam jak na szpilkach. Byłam podekscytowana i zdenerwowana jednocześnie. Kiedy zadzwonił dzwonek,  wszyscy zerwali się z miejsc i wybiegli z klasy.
- Do zobaczenia. - Powiedział Troy,  posyłając mi przyjacielski uśmiech. Odpowiedziałam tym samym,  po czym poszłam do siebie. Ubrałam czarny bezrękawnik, na który narzuciłam prześwitującą bluzkę. Do tego założyłam ciemne,  krótkie spodenki oraz wysokie tenisówki z srebrnymi sznurówkami. Rozczesałam włosy aż opadały blond falą na ramiona. Spojrzałam jeszcze krytycznym okiem w lustro,  po czym wyszłam.
<Troy?>

sobota, 6 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Wzruszyłem ramionami.
- A masz coś przeciwko? - spytałem.
Dziewczyna wyraźnie się zmieszała.
- A kiedy jest ta domniemana, dyskoteka?
- Pod koniec tygodnia. Piątek. Zaczyna się o siedemnastej - oznajmiłem uśmiechając się.
- Och... - Jack wydała się jeszcze bardziej zmieszana.
- To... Ze chciałabyś ze mną pójść?

<Jack?>

Od Jack Cd Troy

Patrzyłam jak Troy zbliża się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niego słabo, po czym wróciłam do jedzenia kolacji. A raczej wpychania jej sobie do gardła.
- Nie siadasz z nimi? - Spytałam, wskazując na grupę jego przyjaciół.
- Jakoś nie. - Wzruszył ramionami i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jak tam chcesz. - znowu wepchnęłam sobie rybę do ust. Oczy chłopaka przybrały znowu ten ciemnoróżowy odcień. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Czy umiesz tańczyć? - Spytał nagle Troy. Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Że co?
- Bo niedługo jest dyskoteka... - Chłopak się zmieszał.
- Mam dwie lewe nogi. - Odpowiedziałam, spuszczając spojrzenie na talerz. - Ostatnio tańczyłam... Jakieś jedenaście lat temu. A co? Chcesz ze mną pójść?
<Troy? xD?>

piątek, 5 września 2014

Od Troy'a Cd Jack

Ja, w przeciwieństwie do Jack, poszedłem do stajni. Podszedłem do boksu, Bucky'ego i położyłem mu dłoń na chrapach.
- Hejka, Bucky - powiedziałem. - Gotowy na trening?
Koń potrząsnął głową. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wyczyściłem go i osiodłałem. Następnie wyprowadziłem. Szybko wskoczyłem na niego.
- No to co, Narwańcu? Jak chcesz zacząć?
Bucky parsknął i zaczął od stępa. Potem przeszedł do kłusa, a na sam koniec do galopu. Jeździliśmy przez kilka godzin co jakiś czas robiąc postój. Nastał czas na powrót. Wróciłem z moim koniem do stajni. Osiodłałem go i wprowadziłem do boksu.
- Na razie Narwańcu - szepnąłem z uśmiechem i poszedłem na kolację.
Widziałem jak drużyna Lamy siedzi przy jednym stoliku. Ja jednak wypatrzyłem Jack i podszedłem do niej.

<Jack?>