Jack odeszła zostawiając mnie samego z Bucky'm.
- Wiesz co to oznacza, Narwańcu, prawda? - spytałem.
Koń potrząsnął łbem.
- Za niedługo to się stanie - westchnąłem. - I nic już na to nie poradzę.
Zaprowadziłem Bucky'ego do boksu i zdjąłem mu uzdę.
- Cześć, Buck - poklepałem konia po szyi po czym wyszedłem. Spędziłem kilka godzin na chodzeniu po ogrodach, ćwiczeniu walki, graniu na instrumentach...
Nudziłem się ogromnie, aż w końcu na jednym z Akademickich korytarzy zobaczyłem Jack. Podbiegłem do niej.
- Hej, Jack - przywitałem się z nią.
- O... Hej, Troy - odparła.
- Wiesz już dlaczego Banshee się tam pojawiła? - spytałem.
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz