- Nie Troy. - zaczęłam sarkastycznym tonem. - Cieszę się na lekcję z Aresem i nie chcę na nią iść.
- Co mu powiemy, kiedy zobaczy Troy'a? - Spytała się Rachel.
- Wyjaśnimy?- Zaproponowałam.
- Taak. Świetny pomysł. - Powiedziała Kelly. - Dzień dobry. Troy tak naprawdę nie umarł, choć jakiś chłopak przekuł go mieczem. Stał się półduchem i tylko parę osób go widzi. - Spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- To wymyśl coś lepszego. - Prychnęłam, otrzepując się z siana. - A ja w tym czasie już pójdę, bo nie zamierzam się spóźnić. - Odwróciłam się na pięcie, po czym wyszłam ze stajni. Byłam na Arenie jakieś pięć minut przed dzwonkiem. Weszłam do środka, czekając na przyjaciół. Zagadałam się z jakimś chłopakiem, więc nawet nie zauważyłam ich wejścia ani Aresa, czekającego na spokój. Dopiero, kiedy się na nas wydarł, była w końcu cisza.
- Dziękuję bardzo. - Mruknął. - Za dwa tygodnie jest turniej walk w Akademii. Przyjadą inni uczniowie z innych szkół. Wybierzemy dzisiaj trzy osoby, które będą nas reprezentować. - Ciągnął bóg dalej. - Ci, którzy wiedzą, że na pewno nie będą brać udziału siadają na trybunach. - Kilka osób ruszyło na siedzenia, na których siedział również Troy, przyglądając nam się z zainteresowaniem. Została nas ósemka.
- Do broni!- Wrzasnął Ares, rzucając nam miecze. Na początek walczyłam z tym kolesiem, z którym wcześniej gadałam. Brian trafił na Axel'a, Kelly na Cam'a, a Darkness na kogoś tam. Nie znam go. Na znak Aresa zaczęliśmy walczyć.
<Kelly? Brian? Darkness?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz