- Hej! - mruknąłem.
- To prawda - powiedziała Darkness.
Odwróciłem się do niej.
- Myślałem, że jesteś po mojej stronie.
- Jestem po stronie zwycięzców - poprawiła mnie i zaczęła coś rysować w zeszycie.
Westchnąłem.
- Kto jeszcze mnie widzi? - spytałem Thora. - I niby, czemu mnie widzisz?
- Widzę cię ja, Ares, twój brat i twoi znajomi - odparł. - A ja widzę cię dlatego, że jestem bardzo dobrym znajomym twego ojca i mam mieć na ciebie oko.
- Przecież oni mają na mnie oko! - zaprotestowałem.
Bóg uniósł brwi.
- Tylko, że nie powstrzymali cię przed głupim parodiowaniem mnie - rzekł sucho. - A wiedzieli, że to... Cóż. Wiedzieli, że poniesiesz konsekwencje. Zwłaszcza Kelly - spojrzał na nią.
Dziewczyna odwróciła głowę.
- Nie ważne - mruknął.
- A czemu nas pan tu zatrzymał? - zapytałem. - Raczej nie po to by na mnie powrzeszczeć, prawda?
- Wiem, że masz siedem dni - odparł. - I wiem, że ty byś o to nie poprosił, więc robię to za ciebie. Zwracam się do was wszystkich. Musicie pomóc Troy'owi wybrać mądrze, gdyż jeśli wybierze "źle" będą konsekwencje.
Wszyscy potaknęli.
- I jeszcze jedno - dodał. - W miarę swoich możliwości także wam pomogę, ale nic nie obiecuję. Teraz możecie się rozejść - machnął ręką. - Ale ty zostań na chwilkę Kelly.
Dziewczyna potaknęła i podeszła do ojca. Wyszliśmy wszyscy z sali czekając na nią. Pojawiła się po chwili.
- Co chciał twój ojciec? - spytałem.
- Nic ważnego - odpowiedziała.
- Echem - przytaknąłem. - To co teraz?
<Jack? Drużyno Lamy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz