- Nie muszę tego uważać - zaśmiałem się. - Ja to wiem.
Jack spojrzała na mnie morderczym wzrokiem, ale także się roześmiała. Do tego klepnęła mnie w ramię.
- Dobry żart Troy - prychnęła.
Wyszczerzyłem zęby.
- Nic nie poradzę. Taki już jestem - wzruszyłem ramionami.
Resztę drogi przeszliśmy w ciszy. W końcu dotarliśmy do stajni. Weszliśmy do środka. Podszedłem do boksu Backy'ego.
- Hejka, Narwańcu - powiedziałem. - Czas na przejażdżkę, nie sądzisz? - koń zarżał cicho po czym umilkł.
Jack zmarszczyła brwi.
- A on nie ma przypadkiem Bucky? - spytała.
- Jasne, ale nazywam go Narwańcem. Do do niego pasuje - poklepałem go po szyi. - Gotowa?
- Nigdy nie byłam bardziej gotowa - odparła z uśmiechem dziewczyna.
Wyprowadziłem mojego konia z boksu. Założyłem mu uzdę po czym wraz z Jack wszyliśmy na zewnątrz, Wdrapałem się na plecy Bucky'ego i podałem Jack rękę by się podciągnęła. Po chwili dziewczyna siedziała za mną.
- Może mnie przytulisz by nie spaść? - zapytałem z figlarskim uśmiechem.
- Kiepski tekst na podryw - prychnęła.
Wzruszyłem ramionami.
- Jak sobie chcesz. Dalej, Buck! - trąciłem konia piętami i pognaliśmy galopem w las.
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz