- Jak widać - posłałem jej słaby uśmiech. - Też śniła ci się Banshee, prawda?
Dziewczyna skinęła głową.
- Okropne koszmary - mruknęła.
- Spokojnie. Będziemy walczyć i się wyluzujesz. Ja postaram się nie doznać kontuzji.
Jack zaśmiała się.
- Chodźmy do środka - powiedziała.
Weszliśmy na arenę. Było tutaj pełno uczniów. Wszyscy stali w kole, blisko Aresa. Podeszliśmy bliżej.
- Słuchajcie! - wykrzyknął, jak to ma w zwyczaju. - Dziś mamy dwie lekcje, a to oznacza, że będziemy walczyć na miecze i włócznie! Dobierzcie się w pary! Potem ja sam wybiorę wam przeciwników by nie było nudno! Powodzenia... - dodał niechętnie.
Wszyscy rozeszli się.
- Będziesz ze mną walczyła? - spytałem Jack.
- Spróbuję cię nie okaleczyć - uśmiechnęła się do mnie szyderczo.
Walczyliśmy przynajmniej godzinę. Raz wygrywałem ja, a raz Jack. Nie odnieśliśmy poważniejszych ran niż parę siniaków i kilka zadrapań.
Po jakimś czasie rozbrzmiał krzyk boga wojny:
- Dobra! Teraz włócznie!
Podeszliśmy do broni. Gdy już je zabraliśmy Ares wydzielił nam partnerów. Jack walczyła z Kelly (no, będzie się musiała postarać), a ja z jakimś chłopakiem imieniem Jason. Nie był ani zbyt inteligentny, ani silny. Nie powalał też urodą. Od taki, można by rzec, zwykły śmiertelnik. A to nawet dość trafne określenie gdyż jest bogiem w jednej czwartej.
Gdy z nim walczyłem dawałem mu kilka wskazówek między innymi, dlatego, że nie chciałem by ochrzanił nas Ares, a także, bo nie chciałem się nudzić.
W pewnym momencie Jason przybrał pozę do szarży. Ja taką by albo się obronić, albo żebym łatwo uskoczył. Chłopak wystrzelił jak z procy. Byłem przygotowany, ale usłyszałem szept. Potem głos się nasilał i odwróciłem się. Nie zobaczyłem nic za sobą. Poczułem jednak piekący ból. Z trudem spojrzałem w dół. Grot włóczni przebił mój brzuch. Traciłem powoli siły.
- Nie! - usłyszałem krzyk. Być może to była Jack, ale nie jestem pewien. Nie miałem na nic siły.
Przed oczami zobaczyłem już tylko ciemność i poczułem jak bezwładnie padam na ziemię.
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz