Wzruszyłem ramionami.
- Możesz iść jak chcesz - powiedziałem.
- Ehem - mruknęła Jack.
- Co?
- Jesteś jakiś... Dziwny. Po co idziesz do ogrodu?
Uśmiechnąłem się do niej smutno.
- Zaraz sama zobaczysz.
Dotarliśmy do serca ogrodu. Stanąłem przed posągiem Anubisa, a Jack była za mną. Zamknąłem oczy.
- Pojaw się, mój ojcze - wymamrotałem. - Muszę ci odpowiedzieć.
Wokół mnie pojawiło się pełno dymu. Odwróciłem się. Dym opadł, a przede mną stał mój ojciec.
- Witaj, Troy - powiedział, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. - Już wybrałeś?
Wyprostowałem się dumnie i skinąłem głową.
- Tak - odparłem.
- Świetnie - mruknął bóg i zaczął pocierać ręce.
- Postanowiłem, że zostaje.
- Co?! - krzyknęła Jack.
- No właśnie, "co?!" - Anubis zmieszał się.
- Nie chcę iść jeszcze do podziemia. Mam czas.
Ojciec uniósł brwi.
- Masz czas? - prychnął. - Mylisz się, chłopcze. Ze wszystkich swoich dzieci ciebie wybrałem na mego zastępcę, a to się wiąże z pewnymi obowiązkami. A przez to, że się z nich nie wywiązałeś. BA! Nawet mi odmówiłeś! To będą konsekwencje.
Patrzyłem na Anubisa z uniesionymi brwiami.
- Jakie konsekwencje? - spytałem po dłuższej chwili milczenia.
Bóg umarłych uśmiechnął się smutno. Tak jak ja, zanim tu przyszliśmy. Tak różni, a tak podobni - pomyślałem. - Nie dziwię się, że to mnie wybrał.
Dziwna mgła znów się pojawiła, a ojciec mówił:
- Na mocy nadanej mi przez Ozyrysa, odbieram ci nieśmiertelność...
- Nie! - przerwała mu Jack.
Anubis odwrócił się w jej stronę.
- Cicho, dziewucho - syknął i kontynuował, a jego oczy zabłysły czerwienią. - ...i skazuję na wygnanie. Żaden bóg lub bogini nie będą mogli ci pomóc. Dopiero gdy udowodnisz, że nadajesz się na godny tytułu, Syna Anubisa, odzyskasz godność. Teraz żyj pośród ludzi i żegnaj.
Zamknął oczy i pstryknął palcami. Mgła w miarę znikała, a ja miałem mroczki przed oczami. Upadłem i zatopiłem się w ciemności.
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz