- A możesz? - Spytałam z radością.
- Inaczej bym ci tego nie proponował.
- Dzięki. - przytuliłam go mocno - Pewnie chętnie ciebie pozna.
- Mam się bać?- zaśmiał się.
- Raczej nie - ruszyłam do garażów.
- Nie zadzwonisz do niej? - Zdziwił się, otwierając bramę.
- Wolę, by miała niespodziankę - odparłam, sięgając po kaski. Większy podałam Brianowi a mniejszy sama założyłam. Rozległ się dźwięk odpalanego silnika. Usiadłam za chłopakiem, obejmując go w pasie i przytulając policzek do pleców.
- Gdzie zawieźć?- odwrócił się w moją stronę.
- Wilson's School.
- Trzymaj się mocno - polecił, wykonując gwałtowny ruch nadgarstkiem. Wystrzeliliśmy jak z procy. Jedyne co słyszałam, to ryk silnika oraz bicie własnego serca. Mocniej przykleiłam się do Briana. Obrazy wokół mnie zlewały się w jedną, zieloną plamę. Wyjechaliśmy na ulice miasta. Akademia leżała po drugiej stronie miasta, ale droga i tak minęła szybko. Na miejscu byliśmy jakieś dziesięć minut przed dzwonkiem. Na trzęsących się nogach zsiadłam z motoru.
- Na pewno chcesz ją poznać? - Upewniłam się, zdejmując kask. Silnik zgasł.
- Tak - odpowiedział, wpatrując się we mnie z uśmiechem. Speszona odwróciłam wzrok.
- Lepiej poczekam na nią przed salą, bo jeszcze nas nie zauważy - powolnym krokiem ruszyłam w stronę budynku.
- A ja mam tutaj stać? - Zaśmiał się.
- Jak tam chcesz. Tylko się nie przestrasz - ostrzegłam go.
- Czego miałbym się bać? - Spytał z odważnym uśmiechem. Podeszłam do niego na tyle blisko, że prawie dotykałam jego piersi.
- Dziewczyn oczywiście - szepnęłam i odwróciłam się ponownie.
- Co?- stał jak zbaraniały.
- To, co słyszałeś - odpowiedziałam, wchodząc do szkoły. Korytarze jeszcze były puste. Za jakieś trzy minuty wypełnią się gwarem rozmów uczniów. Stanęłam przed salą 203 ,czekając na dzwonek. Jego dzwonienie rozniosło się echem po całej szkole. Z sal wylali się uczniowie. Drzwi otworzyły się z impetem, mijając mnie o parę centymetrów.
> - Rachel!- zawołała Sam, przeciskając się przez pozostałych uczniów. Uśmiechnęłam się mimowolnie na widok blond włosów poskręcanych w delikatne loki, zielonych, łobuzerskich oczu oraz szczerego, przyjaznego uśmiechu. Parę osób odwróciło się w moją stronę. Po chwili jednak, wylądowałam w ramionach Sam.
- Przyjechałaś - wesolutka ruszyła do swojej szafki.
- Obiecywałam, że to zrobię. Ale jestem pewnie na chwilę...
- Przyprowadziłaś swojego Amore? - przerwała mi, trzepocząc rzęsami.
- Jest przed szkołą. I ma na imię Brian.
- Fajnie wiedzieć.
- I nie jest moim Amore - dodałam, rumieniąc się.
- Jaaasnee - dała mi mocnego kuksańca w bok.
- Tak - Mruknęłam, kierując się do wyjścia. Z ulgą wyszłam z przepełnionych korytarzy na świeże w powietrze.
- Gdzie on jest? - Sam zaczęła wyszukiwać Brian ponad moim ramieniem. Chłopak stał, oparty o motor. Jednocześnie otoczyło go jakieś siedem dziewczyn, próbując go w jakiś sposób poderwać. Biedny nie wiedział co zrobić. Albo wiedział, ale nie chciał. Powoli ruszyłam w jego stronę.
- To on? Ale boooski - rozmarzyła się Sam, patrząc na mnie znacząco - Hej! Rozejść się! Przejście dla jego dziewczyny!
- Chciałoby się co Sam? - Zawołała jakaś dziewczyna. W tym czasie ja spokojnie przedostałam się do Briana. Objął mnie ramieniem, na co spiekłam niezłego raka.
- Sam ! Nie sprzeczaj się - chwyciłam przyjaciółkę za rękę. Podniosła wzrok na chłopaka.
- A z bliska jeszcze lepszy - szepnęła mi do ucha. Dziewczyny rozeszły się, obrzucając mnie morderczym spojrzeniem.
- Brian. To moja najlepsza przyjaciółka Sam. Sam to Brian.
- Siemasz Adonisie - przywitała się z uśmiechem.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz