Pokręciłam głową.
- Ludzie nie są krusi. - powiedziałam w końcu - Potrafimy być silni.
- My? - zdziwił się Brian.
- Jestem w połowie człowiekiem. - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu - Powinniśmy już wracać. Jutro są zajęcia.
- Szkoda - mruknął chłopak, podnosząc się z koca. Podał mi rękę. Przyjęłam ją i po chwili stałam koło niego. Pomogłam mu posprzątać po pikniku.
- Na pewno chcesz wracać? - spytał z nadzieją.
- Tak - odpowiedziałam, chwytając koszyk. - Jutro będziesz mi dziękować.
- Ja bym się na twoim miejscu nie śpieszył - powoli ruszył w stronę motoru w jednej ręce trzymając koszyk a drugą obejmując moje ramię.
- Dasz radę jechać z tym koszykiem? - spytałam, zakładając kask.
- Nie. - odpowiedział, kładąc go pod drzewem - Nie jest mój - po chwili zza drzew wyszła rudowłosa nimfa. Pomachała mi, chwytając kosz.
- Dzięki ! - zawołał za nią Brian, kiedy zniknęła ponownie za drzewami. Wsiedliśmy na motor i odjechaliśmy w stronę szkoły. Było jakoś wpół do piątej, kiedy stanęliśmy przed garażami.
- Gdzie byliście? - podskoczyłam na dźwięk głosu Kel.
- Nie strasz mnie - odetchnęłam na widok dziewczyny. Uważnie zmierzyła mnie wzrokiem a chwilę później wychodzącego z garażu Briana.
- Gdzie byliście? - powtórzyła pytanie.
- Odwiedzałam przyjaciółkę - odpowiedziałam.
- I jak było? - spytała, unosząc brwi.
- Byliśmy na jakimś horrorze. Mało co nie straciłem ramion - uśmiechnął się chłopak, ponownie mnie obejmując. Mina Kelly była bezcenna.
<Kel? Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz