- Może wolałabyś bym napisał ci pięcio-stronicowy esej o tym jak być bogiem? - mruknąłem.
- Nie musiałbyś się wysilać w mówieniu - zaśmiała się Rachel.
Uśmiechnąłem się.
- Wszyscy bogowie inaczej wychowują swoje dzieci - powiedziałem. - Ja mam jeszcze rodzeństwo. Niektórych nawet nigdy nie widziałem.
- Dobrze, ale jakie było twoje dzieciństwo - zainteresowała się.
- Na pewno nikt nie ukrywał przede mną prawdy. W młodym wieku zacząłem trenować sztuki walki, a jako syn Aresa miałem do tego smykałkę. Ojciec był ze mnie dumny. To znaczy tak mi się wydawało. Nigdy nas nie chwalił. Mówił tylko, że jest lepiej niż poprzednio.
- A Afrodyta? W ogóle o niej nie wspominasz.
Prychnąłem.
- A co tu do wspominania? Normalna matka i tyle. Jako jedyna mówiła jakieś dobre słowo. Tak raz na miesiąc. Czasami zastanawia mnie życie człowieka.
Rachel spojrzała na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem.
- Na serio? - spytała. - Przyjaźnię się ze ,,śmiertelniczką". Żyłam także z jednym.
- Jednak oni wydają się tacy krusi. Dziwni. Jakby wszystko mogło ich zranić. Jakby w ogóle nie byli odporni... - umilkłem widząc minę dziewczyny. - Jeszcze chciałabyś coś wiedzieć?
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz