- No dzięki - mruknęła Rachel. - Tak w ogóle to gdzie idziemy?
- Poczekaj chwilkę. Jesteś strasznie niecierpliwa.
Przeszliśmy jeszcze kawałek. Znaleźliśmy się na pięknej polanie w środku lasu. Nimfy przygotowały tutaj koc i kosz piknikowy. Jak tylko mnie zobaczyły mrugnąłem do nich, że mogą już lecieć. Z uśmiechem poleciały machając mi.
- Otwórz oczy - powiedziałem w końcu.
Rachel radośnie otworzyła powieki i spojrzała na to co przygotowałem. Była chyba trochę zdumiona jak i zagubiona.
- Z jakiej to okazji? - spytała.
- Zaraz się dowiesz - uśmiechnąłem się szyderczo.
Podeszliśmy do koca. Wszystko było ładnie rozstawione.
- Jesteś głodna? - zapytałem.
- Troszeczkę - odparła.
- To siadaj i częstuj się.
Przycupnęła. Usiadłem na przeciwko niej i wyciągnąłem z koszyka białą różę, ale tak by nie widziała.
- Rachel... Mógłbym cię o coś zapytać?
- O co chodzi, Brian? - odparła dziewczyna odkładając ciasto.
- Chciałabyś być moją dziewczyną? - spytałem dając jej różę.
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz