sobota, 31 maja 2014

Od Rachel Cd Brian

- Rachel - niepewnie ścisnęłam dłoń chłopaka. I wtedy się stało. Poczułam mocny ścisk w żołądku. Źle. Bardzo źle.
- Coś nie tak? - spytał, nawet przyjaźnie brzmiącym tonem.
- Uważaj na siebie - szepnęłam tylko, odwracając się na pięcie.
- Co?! - zawołał rozdrażniony. Jednak ja weszłam do swojego pokoju. Oparłam się plecami o zamknięte drzwi, nasłuchując kroków chłopaka. Chyba jednak sobie dopuścił. Popatrzyłam na pokój. Nadal był tak samo wielki. Na łóżku w kącie leżała moja skromna walizka. Podeszłam do niej i zaczęłam się powoli rozpakowywać. Rzeczy nie zajęły nawet połowy wielkiej szafy. Jakoś nigdy nie lubiłam zakupów (dzięki tato...). Przeszłam do całkiem skromnej łazienki. Rozpakowałam parę kosmetyków i ponownie wróciłam do pokoju głównego. Na razie i tak nie mam nic do roboty. Postanowiłam się ponownie przejść. Ubrałam biały, miękki sweter, z ulga wychodząc na dwór. Zanurzyłam się w ogród. Po paru minutach jednak, ciszę przerwały odgłosy walki. Więc tutaj jest Arena... Ostrożnie otworzyłam drzwi. Brian walczył tam z jakimś facetem. Wyglądali na dość zmęczonych. Stali całkiem daleko ode mnie, jednak widziałam dokładnie każdy ruch. I znowu ten ścisk w żołądku. Coś się wydarzy. Tylko ja widziałam jak nieubłaganie ostrze kieruje się w nieosłonięty bok chłopaka. Udało mi się jedynie krzyknąć. Miecz przesunął się trochę, o parę centymetrów mijając Briana. Mężczyzna zaczął na mnie krzyczeć.
- Co ty tutaj robisz?! - podbiegł do mnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że to Ares. Spuściłam głowę, zastanawiając się nad szybką ucieczką - Kto ci pozwolił wejść?
- Ja... - zaczęłam niepewnie, wpatrując się w moje tenisówki. Bałam się jak nigdy wcześniej.
- Patrz na mnie, jak mówisz! - krzyknął ponownie bóg. Zaczęły mi się trząść ręce. Zrobiłam jedyne, co uważałam za słuszne. Zwiałam. Wybiegłam i skierowałam się do serca ogrodu. Po policzkach ciekły mi łzy. Jaki ze mnie mazgaj... Usiadłam na schodach otaczających figurę anioła. Spróbowałam się jakoś opanować. Co jakiś czas ocierałam łzę z i tak mokrego już policzka. Znowu miałam ten straszny ścisk w żołądku. Wyciągnęłam z kieszeni telefon. Rozładował się. Potrzebowałam usłyszeć kojący głos taty, uspokoić się trochę. Do końca szkoły będę zapamiętana jako rycząca z byle powodu. Moje przemyślenia przerwały czyjeś kroki.
- Idź sobie - mruknęłam na widok Briana.
Brian?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz