- Nie - powiedziałem i usiadłem koło niej. Rachel otarła łzę.
- Wybacz - szepnęła.
- Dlaczego uciekłaś? - spytałem.
- Teraz?
- Nie. Wcześniej. Co się wtedy stało - naciskałem na nią, ale miałem wrażenie, że to zły pomysł, a Rachel popłacze się bardziej.
- Więc... - wydukała przez łzy. - Poczułam mocny ścisk w żołądku. Zawsze tak mam gdy wyczuwam jak komuś ma się coś stać.
Uniosłem brew.
- I wyczułaś, że mi się coś stanie? - zapytałem by być pewny.
Dziewczyna potaknęła.
- Ciekawe, wiesz. I to bardzo. Może opowiesz mi o sobie?
- Ja? - spytała cicho.
- Tak. Ty - uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Jestem półboginią. Moją matką jest Nemezis, a ojciec jest profesorem na uniwersytecie. Ma na imię Johnatan Verne.
Zauważyłem, że Rachel już nie płacze. Była tylko trochę spięta.
- Teraz twoja kolej - powiedziała.
- Co?
- Opowiedz mi coś o... - nie dokończyła bo dało się usłyszeć głośny krzyk.
- Brian!
- Nie dobrze.
Przez jedną z uliczek szła bardzo wysoka postać w pełnej greckiej zbroi. Była coraz bliżej.
- Ares - szepnęła Rachel.
- Tak, wiem.
Stał już przed nami. Zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
- Jak możesz uciec z pola bitwy? Przecież nie tego cię uczyłem!
Wstałem. Nie byłem tak wysoki jak ojciec, ale jednak wysoki.
- Nie uciekłem z pola walki. Przecież skończyliśmy.
- Zawsze walczy się do rozlewu krwi mój synu. Dobrze o tym wiesz.
- Twoim ojcem jest Ares? - zapytała cicho dziewczyna. Spojrzałem na nią.
Westchnąłem.
- Tak. On jest moim ojcem.
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz