Gdy się obudziłam natrafiłam na zielone oczy mojego ojca. siedział na moim łóżku. Wsparłam się na łokciach.
-Która godzina? -zapytałam sennie.
-Już świta - odpowiedział. - Spakowana?
-Tsaa- odpowiedziałam i osunęłam się znów na poduszki.
-Wstawaj Dark - powiedział łagodnie. - Wiem, że nie chcesz tam jechać, ale musisz.
-Nie lubię tłumów tato, wolę samotność...
-Nie musisz się z nikim zaprzyjaźniać, jest tam dość duża biblioteka...
-To o której jedziemy? - zapytałam wstając ożywiona.
-Jak tylko się przebierzesz - powiedział wstając i wyszedł z mojego pokoju, a ja pobiegłam do swojej toalety stąpając na zimnych kafelkach. Po szybkim prysznicu ubrałam się, uczesałam włosy i pożegnałam z Jormungandem - ogromnym wężem swobodnie pełzającym po moim pokoju., sięgał mi łbem do pasa, Loki stworzył go przed moimi narodzinami, a teraz kazał mu strzec mnie i mojego pokoju. Razem z Fenrisem - wilkiem i moim przyjacielem.
Wyszłam, będzie mi brakować tego gada. Na holu stał Loki podeszłam do niego.
-Jestem gotowa, możemy już iść? - zapytałam.
-Tak - odpowiedział i przeszliśmy do głównego holu, gdzie stały już moje bagaże. Thor już tam czekał.
-Hej wuju - powiedziałam bez cienia entuzjazmu w głosie. - Na kogoś czekamy? -zapytałam jakbym nie wiedziała na kogo.
-Chyba nie myślałaś, że jedziemy bez Kelly? - zapytał podnosząc jedną brew do góry.
Przewróciłam oczami zaplatając ręce na piersi. Po jakimś kwadransie przyszła moja ,,kochana'' kuzyneczka. On narodzin unikałyśmy się, a każde nasze spotkanie kończyło się bójką albo kłótnią.
-Witaj tato - uśmiechnęła się do Thora.
-Pożegnałaś się z matką? -zapytał.
-Oczywiście. Hej wujku, hej Drekaness.
-Darkness - poprawiłam ją, chociaż wiedziałam, że robi to specjalnie.
Otoczyła nas mgła, zbyt gęsta, by wzrok kogo kogokolwiek się przez nią przedarł. Gdy opadła zamrugałam kilka razy przyzwyczajając się do jasnego światła słońca, a przed nami wznosiła się dumnie Akademia.
-Nawet nawet - mruknęłam pod nosem, tak by tylko Loki słyszał.
-Wiedziałem, że ci się spodoba - powiedział i razem z Thorem odprowadzili nas do akademiku, a potem sami gdzieś poszli zostawiając mnie z Kelly. Bez słowa odnalazłyśmy swoje pokoje, które na nieszczęście były na przeciwko siebie. Weszłam do pokoju, chociaż był duży, to był maleńki w porównaniu do mojego.
Zaczęłam się rozpakowywać niechętnie.
Kelly? A twoja pobudka jak wyglądała?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz