Popatrzyłem na Rachel.
- Ćwiczyłaś balet? - spytałem w końcu.
- Wow. Nie wiedziałam, że taka osoba jak ty...
- Się na tym zna - dokończyłem za nią. - Owszem. Znam się na tym, ale na szczęście nigdy nie tańczyłem.
- To skąd tyle wiesz? - zapytała dziewczyna ciekawa.
- Tak jakoś - westchnąłem. - Apollo.
Rachel zmarszczyła brwi.
- Proszę?
- Apollo. On nauczyła mnie poezji, śpiewu i innych dyrdymałów.
- A ojciec nie szkolił cię na zabójcę? - dopytywała się.
- Afrodyta. Jeśli mam być taki brutalny to żebym chociaż znał też kilka innych rzeczy. I tak ściągnęła kilku bogów by mnie nauczyli, nauczalnych rzeczy.
- Trochę pogmatwane - stwierdziła.
- Właśnie, że nie. Miałem tylko sporo na głowie w dzieciństwie. Z dużym naciskiem na sporo.
- A teraz?
- Mieszkam - chrząknąłem. - Mieszkałem z dziewczyną. Rozstaliśmy się jak przylazł Hermes i oznajmił, że trafię do Akademii.
- Wiedziała kim jesteś? - zdziwiła się Rachel. Pokręciłem głową.
- Nie. Mimo iż była moją dziewczyną i ją kochałem, to nie mogła wiedzieć. Byłoby to dla niej niebezpieczne. I to bardzo. Jednak może teraz jest lepiej. Może znajdę kogoś podobnego do siebie.
<Rachel? Nie znudziły cię wyznania? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz