- Co się stało? - zapytałem. Strasznie kręciło mi się w głowie.
- Dostałeś - mruknęła Rachel. - I to dość solidnie, ale na szczęście tylko zemdlałeś.
- Czym dostałem? Gdzie dostałem? Kto mnie uderzył? - dopytywałem.
- Mieczem. W czaszkę. Kelly.
- Kelly? Dlaczego? - rozmasowałem miejsce gdzie bolało najwięcej.
- Nie powiedziała mi - przerwała i dodała cicho. - Myślała, że nie zrozumiem.
Zamyśliłem się na chwilkę i wtedy wszedł Ares w pełnej zbroi.
- Teraz ty - mruknął do mnie.
Bez słowa skierowałem się by ubrać zbroję. Wyszedłem po chwili.
- Idziemy - powiedział chłodno.
- A co z Rachel? - zapytałem.
Ojciec spojrzał na mnie, a później na nią.
- Idź na trybuny - polecił. - Najlepiej szybko.
Dziewczyna bez słowa wyszła. Ja też nie pytałem o co chodzi.
- Jesteś gotów? - zapytał.
- Chyba tak. Dalej boli mnie głowa.
- Przejdzie ci - burknął.
Wmaszerowaliśmy na arenę. Na środku stał Thor. Razem z Kelly.
- Czyli widzę, że się zjawiliście - powiedział bóg piorunów z kamienną twarzą.
- Rozstrzygniemy to w końcu - warknął mój ojciec.
Kelly patrzyła na ziemię.
- Wiesz o co chodzi? - szepnąłem do niej.
Gwałtownie podniosła głowę, ale nie odpowiedziała. Oddaliliśmy się kilka kroków w tył.
- A teraz... -usłyszałem krzyk. Spojrzałem w miejsca trybun. Zauważyłem Rachel, Lokiego i jakąś dziewczynę. - Rozstrzygnie się decydująca walka, bla, bla, bla, walczcie uczciwie i do ostatniej kropli krwi. Powodzenia!
Ares pobiegł na Thora i zaatakował. Bóg sparował cios tym młotem. Jak?
Kelly poleciała na mnie. Mi też udało się obronić. Przed drugim atakiem uskoczyłem cudem.
- Nie uciekaj - warknęła i znowu zaatakowała.
Odskoczyłem w tył tak, że moje plecy stykały się z plecami Aresa.
- Zmiana - mruknął i przetoczył się atakując Kelly.
Przybiegłem do niego i zaatakowałem.
- Co ty wyrabiasz?! - warknął.
- Nie skrzywdzisz jej.
Popchnął mnie i upadłem na piach. Miecz wypadł mi z dłoni. Obróciłem się i widziałem szybkie ruchy Boga Wojny i to, że przecina rękę Kelly.
Usłyszałem krzyk. Jeden cichszy drugi głośniejszy. Jeden wydała zraniona dziewczyna, a drugi Rachel.
Ares stał nad Kel. Widocznie był zadowolony. Jednak nie trwało to długo. Z tyłu dostał młotem Thora i aż przeleciał nad dziewczyną. Bóg piorunów podbiegł do niej i uklęknął. Też wstałem. Nie wyglądało to za ciekawie.
- Rachel! - zawołałem. - Idź po pielęgniarkę! Mamy poważne kłopoty!
<Rachel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz