Ciekawe czy Brian zauważy, jeśli zasnę w czasie, kiedy on będzie siekać manekiny. Umyłam zęby i obmyłam twarz zimną wodą by się wybudzić. Zaczesałam włosy w wysoką kitkę, zostawiając oczywiście grzywkę by w razie potrzeby się za nią skryć. Ubrałam jasny podkoszulek, zwykły, biały sweter oraz jeansy. Spod łóżka wyciągnęłam niebieskie tenisówki. Już miałam wyjść do Briana, kiedy zadzwonił telefon.
- Tak wcześnie na nogach Rachel?- zdziwiła się Sam.
- Nie masz swojego życia? - Spytałam, opierając się o ścianę.
- A wiesz... Odwołali nam lekcje bo jakiś chłopak...
- Rachel!- zza drzwi odezwał się Brian - Albo wyjdziesz, albo po ciebie przyjdę!
- Kto to? - Spytała od razu przyjaciółka - Twój chłopak?
- Nie - otworzyłam drzwi z rozmachem. Brian już chciał mi coś powiedzieć, kiedy zauważył, że rozmawiam.
- Nie wierzę ci!
- Kto to? - Spytał bezgłośnie chłopak
- Nikt - odpowiedziałam.
- Nawet się do mnie nie przyznasz jędzo! - Zawołał ze śmiechem Sam - Miłość rośnie wokół nas..! - Zaczęła fałszować na tyle głośno, że na pewno było ją słychać. Postanowiłam oszczędzić jej i sobie wstydu, więc się rozłączyłam. Brian stał z głupkowatym uśmieszkiem.
- Lepiej już chodźmy, zanim oddzwoni - mruknęłam, wychodząc.
<Brian? xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz