Jestem w Akademii Bogów. Czy to dziwne, że gdy wypowiadam tą nazwę chce mi się śmieć? Czy to dziwne, że jestem bogiem, podczas gdy nienawidzę bogów? Czy to dziwne, że w tym momencie siedzę grzecznie na zajęciach pod bacznym okiem tego debila Thora i udaję, że słucham? Hmmm... myślę, że to ostatnie jest dziwne. Co ja tu właściwie robię? A tak. Wielki Ojciec uznał, że mogę sprawiać problemy moją niezabijalnością i nienawiścią do świata i postanowił mnie umieścić w miejscu, gdzie będzie mnie kontrolować całe stado innych bogów. A gówno mnie to obchodzi. Poczekam jeszcze trochę w uśpieniu i ponownie wyruszę w świat, na łowy. Bo czy Zeus nie rozumie, że świat opanowują powoli potwory, a on nie jest w stanie nic z tym zrobić? Czy nie rozumie, że jest zadufanym w sobie, debilem z przerośniętym ego? Nie. Oczywiście, że nie rozumie. On nic nie rozumie. Bogowie niebios są oderwani od rzeczywistości i nigdy nic nie rozumieją.
Bezwiednie zaczęłam się bawić nożem do rzucania, co spowodowało dziwne spojrzenia ze strony uczniów siedzących najbliżej mojej ławki. Na całe szczęście udało mi się zająć ostatnią ławkę w rzędzie pod ścianą i stapiałam się z tłem.
Niespodziewanie z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na przerwę. Uff... koniec. A myślała, że to się nigdy nie skończy. Przy długie ględzenie, że trzeba uważać, gdy stosuje się moce, że nie należy ich wykorzystywać do prywatnych korzyści i że użycie mocy może przyciągać potwory. Jakby to nie było oczywiste...
Ostatnie wstałam z miejsca i wyszłam z klasy, kompletnie ignorując obecność boga. Nie miałam mu nic do powiedzenia, po tym jak razem z Zeusem i Światowidem (a diabli wiedzą, skąd go wytrzasnęli) przyciągnęli mnie do Akademii. Jednak on coś do mnie miał.
- Argono - zawołał mnie po imieniu
Nie odwróciłam się. Wyszłam z klasy. Miałam gdzieś, że narobię sobie wrogów i będę mieć przesrane. Już mam przesrane i to od znacznie potężniejszych istot takich jak tytani czy lodowe olbrzymy.
Usłyszałam, że Thor również wychodzi z klasy, ale nie miał szans. Szybko zniknęłam korzystając z pomocy peleryny. Jednak spokój nie trwał wiecznie. A właściwie trwał zaledwie 54 sekundy. Wpadł na mnie jakiś chłopak, nieświadom mojej obecności.
- Cholera - mruknął odbijając się ode mnie
Ściągnęłam kaptur z głowy i spojrzałam mu w oczy
- Nie przeklinaj, to bardzo nieładnie - skomentowałam i już chciałam go wyminąć, gdy chwycił mnie za rękę
(Jakiś chłopak?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz