- Wrócę do siebie. Dobranoc - powiedziałam, wstając od stołu. Skierowałam się do swojego pokoju. Od razu ruszyłam do łazienki. Musiałam zmyć z siebie cały dzisiejszy dzień. Użyłam specjalnego, lawendowego olejku. Tak bardzo przypominał mi dom. Dawno temu, na święta dostałam doniczkę z lawendą od mamy. Od tamtego czasu dbam o nią i nie wiem, jakim cudem, ale jeszcze się trzyma. Chyba. Zostawiłam ją w domu razem z tatą. Obiecywał, że będzie ją podlewał. Pewnie zostało z niej parę uschniętych patyczków. Kiedy wyszłam spod prysznica, wokół mnie unosił się delikatny zapach rośliny. Wyciągnęłam go głęboko, na chwilę zamykając oczy. Razem z dzwonkiem telefonu, czar prysł. Owinęłam się ręcznikiem i wróciłam do sypialni, szukając źródła dźwięku.
- Halo?
- Nawet nie zadzwonisz? Jak mogłaś? - Spytał oskarżycielski ton po drugiej stronie.
- Cześć Sam. Też miło cię słyszeć - odpowiedziałam zwyczajowo przyjaciółce. Wypytywała mnie dosłownie o wszystko, łącznie z kwestią odwiedzin.
- Mówię ci po raz setny, że spróbuję ciebie odwiedzić, kiedy będę mogła - wyjaśniłam jej spokojnym głosem.
- Czyli kiedy? - Jęknęła do słuchawki - Pani Scrooge się na mnie uwzięła - kąciki ust mimowolnie uniosły mi się w górę na myśl o nauczycielce matematyki. Potrafiła przegadać całą lekcję, narzekając na uczniów.
- Odezwę się jak będę mogła. Paa - zakończyłam rozmowę jednym kliknięciem w czerwoną słuchawkę. Przebrałam się w czerwone szorty oraz białą bluzkę do spania i walnęłam na łóżko. Otuliłam się puchową kołdrą. Zasnęłam zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć...
***
Rano obudziło mnie wściekłe walenie w drzwi. Z niechęcią zwlokłam się na nogi, nadal trzymając poduszkę. Na progu stał ubrany Brian.
- Jeszcze nie ubrana? - Zdziwił się.
- Która godzina?- spytałam zaspana.
- Koło szóstej. Gotowa na trening?
- A idź mi człowieku. - przywaliłam mu poduszką.
- Dalej leniwcu - dźgnął mnie w żebra. Pisnęłam a on ponownie oberwał poduchą.
- Spadaj! Nigdzie nie idę - zamknęłam drzwi i wróciłam ponownie do łóżka.
<Brian? XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz