niedziela, 1 czerwca 2014

Od Rachel Cd Kelly

- Jesteś pewny?- spytałam,  unosząc jedną brew. Zazwyczaj doprowadzało to Sam do białej gorączki.
- Ale co?
- Że tego nie ukazujesz. - odpowiedziałam niepewnie,  podgryzając żelka. Zapadła niezręczna cisza - Dobra. Nie ważne. Po co ci tutaj żelki?
- Jak długo przy nich pracuję,  to robię się głodny.  - wzruszył ramionami Brian - Czego tak szukasz? - Spytał,  widząc jak się rozglądam.
- Swetra...
- Został na arenie. Pamiętasz? Zdjęłaś go bo ci rękawy przeszkadzały.
- Czyli , że muszę się po niego wrócić - spochmurniałam.
- Ares już skończył. Przy odrobinie szczęścia nikogo nie spotkamy.
- My?
- Idę z tobą. Ale musimy się pośpieszyć,  bo niedługo kolacja.
- Która godzina?- spytałam zaskoczona.
- Dochodzi siódma - odpowiedział Brian. Minęły trzy godziny. Nieźle.
- Chodźmy lepiej - wyszłam z garażu,  nadal podgryzając żelka.
- Długo jesz - zauważył chłopak.
- Wiem - odpowiedziałam po prostu. W ciszy ruszyliśmy do Areny. Ze środka dochodziły jakieś odgłosy.
- Życz mi powodzenia - mruknęłam,  otwierając drzwi. Nie stał tam jednak Ares,  ale jakaś dziewczyna. Na mój widok przerwała siekanie manekina.
- Nie przeszkadzaj sobie.  - powiedziałam cicho,  spuszczając głowę - Zostawiłam gdzieś tutaj sweter.
<Kelly?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz