Zatkało mnie. Gapiłam się na niego z otwartą gębą.
- Więc? - spytał, przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą.
- No... Nie... - odpowiedziałam powoli - Przynajmniej nie w tak... Brutalny sposób. Nawet fajnie. - znowu spuściłam wzrok - Ile się tego uczyłeś?
- A nie wiem... Parę tygodni? - odpowiedział.
- Okej, czyli mogę zapomnieć - uśmiechnęłam się, wpatrując się w manekina.
- A jak długo tańczysz? - spytał nagle Brian.
- Tańczyłam. - poprawiłam go, patrząc w niebo - Przestałam jakieś dwa lata temu. A zaczęłam w wieku 6 lat. Teraz wolę koszykówkę.
- Taki kurdupel?
- Ej! - zawołałam - Zobaczymy, kto się będzie śmiał. Robisz coś jeszcze, oprócz siekania ludzi?
- Jeżdżę na motorze. - wzruszył ramionami - I konno.
- Fajnie.
- Chcesz zobaczyć?
- Co? - spytałam zdezorientowana.
- Armagedona. Mojego konia.
- Czemu by nie? - odpowiedziałam lekko zestresowana. Włożyłam ręce do kieszeni, by Brian nie zobaczył, jak się trzęsą. Powoli ruszyliśmy do stajni. Chłopak otworzył drzwi. Otoczył mnie zapach świeżego siana oraz koni. Ostrożnie weszłam do środka. Brian stał przy jakimś boksie.
- To Armagedon. - położył dłoń na pysku karego konia. Zadrżałam lekko na widok dużych, brązowych oczu, przyglądających mi się uważnie - Potrafi czasami dać w kość.
- Yhym - skinęłam szybko głową.
- Coś nie tak?
- Nie. Tylko wiesz... Długa historia. Nie lubię jej opowiadać - speszyłam się lekko, znowu zakrywając się przed światem za grzywką.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz