Szybko schowaliśmy się z Brianem pod trybunami. Przykucnęliśmy tak, by nie było nas widać a jednocześnie by mogliśmy coś zobaczyć. Po jakichś dwóch minutach, w pośpiechu na arenę wpadła Kelly. Musiałam jej pomachać by nas zauważyła. Podbiegła do nas.
- I jak?- spytałam, kiedy kucnęła obok mnie.
- Thor zaraz przyjdzie a Ares już idzie z tego, co widziałam - szepnęła. W tym momencie na Arenę wszedł Bóg Wojny. Przyglądaliśmy się uważnie, kiedy ćwiczył. Kiedy po raz kolejny zamierzał zabić manekina, wszedł Thor. Na początku mówili bardzo cicho, potem jednak zaczęli krzyczeć.
- Przez ciebie ona nie żyje! - Zawołał nagle Thor. W tym momencie Ares zaatakował. W powietrze wzbiło się pełno kurzu.
- Gdyby nie twoje wygłupy, Maryse by żyła! - Odkrzyknął bóg Wojny. Poczułam nagły skurcz w żołądku. Zatoczyłam się i tylko dzięki Kelly nie upadłam na ziemię.
- Zmywamy się - szepnęłam, przesuwając się powoli wzdłuż siedzeń.
<Brian? Kelly?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz