- Dzięki - mruknęłam w jego stronę.
Podeszła do pielęgniarki.
- Och w końcu! - krzyknęła. - Wiesz, że nie powinnaś odchodzić. Wiesz przecież, że...
- Dobra, dobra - machnęłam zdrową ręką. - Zaczniemy w końcu? Chciałabym mieć to już za sobą.
Piguła przewróciła oczami.
- Siadaj - pokazała na łóżko.
Posłusznie wykonałam zadanie. Zaczęła ona odwijać mój bandaż.
- Może lepiej nie patrz.
Odwróciłam wzrok. Po kilku minutach popatrzyłam na rękę.
- Spojrzałaś wtedy gdy dałam ci opatrunek - uśmiechnęła się. - Przychodź tu przez kilka dni bo muszę ci go zmieniać. O i spróbuj nie robić nic głupiego.
- Czyli mam siedzieć w pokoju i gapić się na podłogę? - spytałam ironicznie.
- Oczywiście, że nie - pielęgniarka zaśmiała się. - Nie ćwicz walk i nie nadwyrężaj tej ręki.
Potaknęłam.
- Dzięki - powiedziałam i wyszłam ze skrzydła szpitalnego.
Jestem głodna, pomyślałam. Dawno nic nie jadłam.
Zamiast iść na nudną przechadzkę do ogrodu poszłam do jadalni. Spojrzałam przy okazji na zegarek. Była czternasta.
Akurat weszłam na obiad. Przy stole siedział Axel. Nie było nikogo więcej.
- No i jak? - spytał Axel patrząc na mnie.
- Mam tam chodzić przez kilka dni by zmieniać opatrunek - mruknęłam. - I nie będę mogła robić nic fajnego.
Dosiadłam się do chłopaka.
- Fajnego, czyli...?
- Ćwiczenia walki. Pewno nawet nie mogę na crossie jeździć - uderzyłam w stół zdrową ręką.
<Axel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz