Prowadziłam Axela do skrzydła szpitalnego.
- Rachel jak się wkurzy potrafi być ostra - powiedział chłopak przerywając niezręczną ciszę.
- Masz szczęście, że nie zrobił tego Brian lub ja - mruknęłam. - Miałbyś jeszcze gorzej.
Ax przewrócił oczami.
- Ale skromna.
- Zawsze - uśmiechnęłam się do niego. - Mój ty Pyskaczu.
- Ares raz cię tak nazwie i od teraz to jest przezwiskiem? - spytał zirytowany.
- Wiesz... Ja jestem Królową Lodu. Odpłacam się.
- Chodźmy szybciej - mruknął.
Resztę drogi przeszliśmy w ciszy. Odtworzyliśmy wielkie drzwi i weszliśmy do pomieszczenia. W głębi pokoju stał Chris. Znowu z tymi papierami.
- Wiem kim jesteś! - krzyknęłam w jego stronę. Prawie zapomniałam o Axelu.
- Kelly! - odkrzyknął mężczyzna uśmiechając się do mnie. - Widzę, że twój przyjaciel jest ranny.
- Tak, jest, ale to inna sprawa - odparłam.
Chris uniósł brew.
- To znaczy?
Odetchnęłam głęboko.
- Wiem, że jesteś moim wujkiem - powiedziałam pewna.
Doktor popatrzył na mnie po czym usiadł na łóżku.
- Wiedziałem, że w końcu do tego dojdziesz - odpowiedział u wysilił się na uśmiech.
- Dlatego mnie znałeś, prawda? Ponieważ jesteś moim wujkiem.
Rozłożył bezradnie ręce.
- Tak - przyznał w końcu. - Dlatego cię znałem.
- I teraz wiem czemu jesteś podobny do Thora. Bracia... To wszystko się łączy!
Chris zaśmiał się i wstał z łóżka.
- No dobrze, a teraz obejrzyjmy twojego przyjaciela - wskazał na Axela. Prawie o nim zapomniałam.
Podeszłam z nim do łóżka. Chłopak usiadł.
- Co się stało? - spytał doktor Ax'a.
<Axel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz