-Ou... fajnie - powiedziała.
-Dawno jej nie widziałem i będziemy mieć darmowy nocleg.
~Piątek wieczorem~
-Gotowa? - zapytałem wchodząc do jej pokoju.
-Emm... tak - powiedziała zakładając plecak.
Wyciągnąłem szkatułkę, która dostałem od babci Neftydy i szepnąłem do niej Nowy York. Obrazy wokół mnie i Alice zaczęły wirować, a potem byliśmy już przed małą egipską rezydencją. Staliśmy na trawniku, który został starannie przystrzyżony. W pewnej chwili podbiegł do nas Pies wyglądający jak szakal z beżową sierścią.
-Hej Cleo - powitałem psinkę do której dołączył czekoladowy pies tej samej rasy - Witaj Razzy.
Zacząłem głaskać mojego ukochanego Razzy'ego.
-Twoje psy? - zapytała.
-Em... nie... Cleo jest mamy, Razzy jest mój i gdzieś się szlaja brat bliźniak Razzy'ego. Pies Troy'a... zaraz... nazywa się Smile.
Chwilę potem zauważyłem moją mamę kroczącą z ogrodu w naszą stronę jak zwykle dumnie się poruszała.
-Cameron - powitała mnie. - Kim jest... ona? - mruknęła.
-To Alice... będziemy to przez weekend - powiedziałem. - Nie jest moją dziewczyną - dodałem pośpiesznie.
Mama Prychnęła.
-To dobrze - zawróciła do ogrodu, gdzie pewnie wrzeszczała na ogrodnika, że krzywo przyciął róże.
Alice? Co teraz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz