- A już myślałem, że jesteś miła - odetchnąłem z ulgą, kładąc się na łóżku. - Na razie nie zamierzam nigdzie iść. A jak już, to sam doczłapię.
- Jak tam chcesz - mruknęła i wyszła z pokoju. Leżałem w spokoju może z pięć minut, kiedy ktoś cicho zapukał do moich drzwi.
- Proszę! - krzyknąłem, opierając się o ramę łóżka. Do środka weszła Rachel z Brianem.
- Jak noga? - spytała cicho, podchodząc do mnie.
- Całkiem dobrze. Dzięki, że...
- Ja naprawdę nie chciałam - wyrwało się dziewczynie. Przepraszała mnie przez jakieś pięć minut, powtarzając ciągle, że nie chciała.
- Skończyłaś? - spytałem, kiedy w końcu zamilkła. Skinęła głową, spuszczając wzrok.
- Moim zdaniem mogła uderzyć trochę mocniej - rzucił lekkim tonem Brian.
- Gdybyś to był ty, pewnie byś to zrobił. Na szczęście to była Rachel. - dziewczyna już otwierała usta by coś powiedzieć - Nie gadaj tyle. Błagam - jęknąłem, osuwając się na poduszki. Posiedzieli jeszcze chwilę. Na końcu Brian musiał prawie wyciągać przepraszającą mnie dalej Rachel. Odetchnąłem, kiedy zamknęły się za nimi drzwi. Po chwili znowu ktoś zapukał. Tym razem wstałem i podskakując na jednej nodze, doskoczyłem do drzwi. Tym razem stała za nimi Kelly.
- Chyba nie powinieneś chodzić - zauważyła. Wzruszyłem ramionami i zrobiłem jej przejście. Ponownie doskoczyłem do łóżka. Tym razem usiadłem na nim wpatrując się w dziewczynę.
- I jak rozmowa z wujem?
<Kel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz