Jak zwykle rano obudziło mnie uporczywe walenie w drzwi. Spojrzałam szybko na zegarek i poszłam otworzyć.
- Punktualny i denerwujący jak zwykle. - Westchnęłam na widok szczerzącego się wesoło Briana. Od kiedy przypadkowo przebiłam Axel'owi stopę na lekcji walki, mam z rana dodatkowe zajęcia, by nikt nie nudził się ze mną na Walce.
- Marudna tak jak co dzień. - Odpowiedział uśmiechem.
- Daj mi dziesięć minut. - Poprosiłam go i zniknęłam z powrotem w pokoju. Odsłoniłam rolety, wpuszczając do środka spokojne światło poranka. Chwyciłam z szafy czarny bezrękawnik, jasnoszarą bluzę oraz zwykłe jeansy. Poszłam do łazienki, wymyłam się, ubrałam i ogarnęłam gniazdo na mojej głowie. Zaczesałam włosy w koński ogon, po czym wyszłam na korytarz. Brian czekał oparty o ścianę.
- Gotowa? - Spytał, obejmując mnie ramieniem.
- Nigdy nie jestem gotowa. - Mruknęłam, kierując się do wyjścia z Akademika. To wszystko zaczynało robić się... Monotonne. Co dzień rano Brian budził mnie punkt szósta i szliśmy na Arenę. Czasami towarzyszyła nam Kelly, która już co najmniej od pół godziny ćwiczyła. Następnie w trójkę szliśmy na śniadanie, gdzie czekała na nas reszta drużyny lamy. Axel jak zwykle spóźnił się 10 minut. Po śniadaniu mamy chwilę by przejść do Akademii na lekcje. Potem obiad, trochę wolnego i dalsze zajęcia. I tak w kółko. Dzień w dzień, tydzień po tygodniu. Zaczynało robić się wręcz nudno. Chyba nie tylko mnie dopadła monotonia dnia, bo Darkness coraz częściej ćwiczyła jakieś zaklęcia a Axel zaczął nawet czytać.
- Czy wy też zauważyliście, że zrobiło się zdziebko... Nudnawo?- spytałam pewnego dnia przy śniadaniu. Przyjaciele spojrzeli po sobie i wzruszyli ramionami. - Super - mruknęłam, siadając na swoim zwyczajowym miejscu. - Brian? Dasz radę zawieźć mnie dzisiaj do Sam? Nie musisz zostawać. Ona dostaje przy tobie lekkiego świra.
- Albo po prostu jest szurnięta. - Zaproponował Cameron. Skinęłam głową.
- Możliwe. Aczkolwiek wątpię.
- Zawiozę cię - powiedział tylko Brian, wracając do jedzenia jajecznicy.
- Dzięki - uśmiechnęłam się, sięgając po sok. Brian coś tam mruknął, po czym wyszedł. Pociągnęłam łyk ze szklanki i mało co nie oplułam siedzącego obok mnie Troy'a. - Jezu! Jakie to ohydne.
- Mój jest dobry. - Zdziwiła się Kel. - Pokaż go. - Podałam jej szklankę. Przyłożyła ją do ust i upiła trochę.
- Nie pij!- Dark wytrąciła jej szklankę w ręki. - To jest eliksir!
- Co?!- zawołałam, widząc mroczki przed oczami. Po chwili zemdlałam. Kiedy się obudziłam, strasznie łomotało mi w głowie. Zza oczu promieniował tępy ból.
- Rachel! - Zawołał ktoś. - Nic ci nie jest?
- Nie - mruknęłam, otwierając oczy. Przyjaciele patrzyli się na mnie dziwnie.
- Wszystko dobrze Kelly?- spytał powoli Axel. Chwila... Zanim zemdlałam siedziałam obok Troy'a a nie Axel'a. Spojrzałam na miejsce, gdzie powinnam być. Siedziałam tam. Moje ciało tam siedziało i spojrzało na mnie w tym samym momencie.
- DARKNESS!!- Zawołało.
- Kelly?- spytałam, chwytając się za głowę.
- Jezu! Rachel. Ty... Ja... DAAARK! Masz to jak najszybciej odkręcić!
- Nie wiem jak - odpowiedziała czarnowłosa dziewczyna, blednąc bardziej niż zwykle. - Ten eliksir to był niewypał. Miałam go wylać.
- Osobiście cię wypatroszę - warknęła Rachel-Kelly.
- Wiesz, jak dziwnie to brzmi, kiedy wypowiada to Rachel?- Troy próbował ukryć uśmiech.
- No bardzo zabawne - mruknęłam i zwróciłam się do Darkness. - Jak długo będziemy no... Eee... W takim stanie?
- Eliksir powinien przestać działać koło północy. Albo jutro z rana.
- W takim razie zabiję cię, kiedy już będę sobą. - Mruknęła Kel.
- Powodzenia Brudnokrwista.
- Ej!- zawołałam.
- Nie ma mnie chwilę a wy już się kłócicie?- spytał Brian, siadając koło Kelly i obejmując ją ramieniem.
- Może ktoś mu powie?- spytałam, piorunując go wzrokiem. Po części zrobiłam to ja a po części ciało Kel.
- O czym? - Zdziwił się chłopak.
- Dzięki Dark dziewczyny zamieniły się ciałami. - Cameron wskazał na mnie i Kelly. Brian zdjął z niej rękę, przyglądając mi się uważnie.
- Czyyli Kelly jest teraz Rachel a Rachel Kelly?- upewnił się.
- Tylko do północy - dodałam szybko.
- No świetnie - mruknął chłopak.
- Musicie zachowywać się naturalnie - poleciła Darkness.
- Czyli że... - Spytałam niepewna.
- Gołąbeczki muszą zostać gołąbeczkami a ty musisz udawać, że wcale nie podkochujesz się w Axelu - skierowała się do mnie dziewczyna.
- Nie podkochuje się w nim - warknęła Kelly. Axel nic na to nie powiedział. Tylko wstał i wyszedł.
- On chyba ma o tym inne zdanie. - Stwierdziłam, oglądając się za odchodzącym chłopakiem. Zerknęłam jeszcze na zegarek i chwyciłam swoją torbę. W sensie torbę Kelly.
- A ty gdzie?- spytała Dark.
- Kelly zawsze wychodzi z Axel'em. - Wyjaśniłam i wybiegłam ze stołówki. Czułam się trochę dziwnie, bo byłam z dziesięć centymetrów wyższa niż zwykle. Po chwili dogoniłam kuśtykającego chłopaka. W ciszy doszliśmy do Akademii, przed salę do astronomii. Lekcje minęły całkiem spokojnie. Kelly świetnie mnie udawała, grając szarą myszkę. Mi poszło gorzej. Nie umiałam naśladować nonszalancji oraz pyskatości dziewczyny. Wszystko sypnęło się na lekcji z Fauną, kiedy Rachel nie mogła powstrzymać się od złośliwych komentarzy oraz przeszkadzaniu wszystkim dookoła. Mi obrywało się tak jak zwykle obrywa się Kelly. Po zajęciach, czekałam na nią przed salą.
- Co to było?- warknęłam.
- Nie moja wina, że tak przynudza. - Odpowiedziała dziewczyna. - A tak swoją drogą, to zostajesz po lekcjach przez następny miesiąc.
- Ke... Rachel! Ja cię chyba zabiję!- warknęłam.
- Musisz poznać co to dobra zabawa - uśmiechnęła się do mnie, odchodząc korytarzem.
- Ja ci pokarzę dobrą zabawę - mruknęłam, kierując się na łacinę. Odpowiadałam na każde zadane pytanie a pod koniec zapisałam się na między szkolny konkurs z łaciny. Myślałam, że Kelly zabije mnie wzrokiem na korytarzu. Szybko jednak zmyłam się do Akademika na obiad. Zjadłam zanim pojawili się pozostali i zwinęłam się do pokoju Kelly. Otworzyłam drzwi kluczem.Był urządzony w lekko średniowiecznym stylu. Całkiem przyjemnie. Położyłam się na łóżku i wpatrywałam bez większego sensu w biały sufit. Po jakiś dziesięciu minutach ktoś zaczął walić w moje drzwi. Z niechęcią zwlokłam się na nogi, by otworzyć. Na korytarzu stała wściekła Kelly. Zanim się na mnie rzuciła, by zapewne mnie wypatroszyć, odruchowo wyciągnęłam przed siebie rękę, tak, że jej czoło oparło się na mojej dłoni. Machała rękami, jednak nie mogła mnie dosięgnąć, bo była no... Za mała.
- Całkiem fajne uczucie - zaśmiałam się cicho, zmieniając rękę.
- Mnie to jakoś nie bawi - warknęła dziewczyna, stając normalnie.
- A mnie tak? Jesteś na mnie zła? - spytałam, opierając się o framugę drzwi.
- Zapisałaś mnie na konkurs! Z łaciny! - krzyknęła na cały korytarz. Wciągnęłam ją do pokoju, by łaskawie nie zwracała na siebie uwagi.
- A ty posadziłaś mnie na miesiąc u Fauny - odgryzłam się. Odetchnęłam głęboko. - Musimy się jakoś zgrać, bo inaczej obie zginiemy.
- Może masz rację... Zaczynam myśleć tak jak ty... To straszne
- No bardzo zabawne - powiedziałam sarkastycznie, siadając na łóżku. - Musimy tak wytrzymać do wieczora. Wystarczy, że przeżyjemy lekcję z Aresem.
- Co w twoim wypadku jest prawie nie możliwe - wtrąciła się Kelly, siadając koło mnie.
- Dzięki za pocieszenie. - Mruknęłam. - Może powiem, że musiałam zostać czy coś?
- Albo po prostu weź się w garść i naucz się walczyć - dźgnęła mnie palcem w pierś. - To gdzieś tam w tobie jest...
- Jakbym słyszała Briana. - Westchnęłam, opadając na miękkie poduszki.
- Czyli coś w tym musi być.
- A jak między tobą i Axel'em? - spytałam, wiedząc, że ją to zdenerwuje.
- Weź się zamknij - mruknęła, uderzając mnie poduszką. Aż do lekcji Walki, rozmawiałyśmy o różnych głupotach, kompletnie bez większego sensu. W końcu nadeszła godzina śmierci. Kiedy szłyśmy na Arenę, powiedziałam jeszcze tylko:
- Pamiętaj, że musisz udawać kompletną ciapę i mięczaka.
- A ty wręcz odwrotnie - przypomniała mi, otwierając drzwi. Ares stał na środku, wrzeszcząc na wszystkich. Weszłam nonszalanckim krokiem, próbując się jakoś nie załamać po drodze.
- Dzisiaj rzucanie nożami - mruknął niepocieszony Bóg Wojny. To chyba jakiś cud! Jedyna rzecz, jaką jakoś ogarniam. Odetchnęłam z ulgą i podeszłam do stojaka z nożami w kącie Areny. Był całkiem spory wybór. Wzięłam trzy z nich i zważyłam w dłoni. Stanęłam przed jedną z tarcz na krańcu., bo reszta była już zajęta. Obok mnie stał Brian. Uśmiechnął się na mój widok. Odpowiedziałam tym samym, po czym zajęłam się rzutami. I tak przez dwie godziny. Po tym wszystkim strasznie bolały mnie ramiona. Ruszyłam do Akademika, rozcierając obolałe mięśnie. Patrzyłam z lekką zazdrością na Kel, trzymającą się z Brianem za ręce. Ale wiedziałam, że tak miało być i koniec. Ruszyłam od razu do jadalni. Kolacja minęła bez jakiś większych wypadków takich jak zamiana w żabę czy coś. Po tym wszystkim poszłam do pokoju Kelly. Przebrałam się w jej piżamę, poczytałam jeszcze jakieś książki z Asgardu, po czym zasnęłam.
<Kelly? A może raczej Rachel? Zmieniłyśmy się miejscami?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz