wtorek, 22 lipca 2014

Od Inferno

 Dziwnie było chodzić do akademii ze swoim wujostwem... Przynajmniej nie wtryniali się w życie. Loki dawał mi trochę fory na lekcjach więc dało się przeżyć. Dobra... jeszcze tylko jedna lekcja i koniec - weekend.
  Poszliśmy z Aresem na Arenę - co dzisiaj? Walka sztyletami. Uwielbiam. Bóg wojny przydzielił mi jakiegoś chłopaka, bym z nim walczył. Zmierzyłem chłopaka wzrokiem, był całkiem przystojny.
-Jak masz na imię? - zapytałem
-Victor...
-Inferno - przedstawiłem się zanim tamten skończył. - Syn Hel
Zaczęliśmy walkę. Każdy z nas miał po dwa ostrza. Pod koniec lekcji miałem rozcięte ramię i tworzył mi się siniak na skroni, Victor miał rozcięty policzek i dłoń. Złożyło się tak, że skończyło się remisem.
-Więc, kto jest twoim rodzicem? - zapytałem gdy wracaliśmy do akademika.

Victor?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz