Podszedłem to tamtego chłopaka. Po drodze chwyciłem jedną z włóczni. Wydawała się dobrze wyważona. Mimo to skrzywiłem się. Nigdy nie lubiłem włóczni. A od kiedy poznałem Briana, znielubiłem jej jeszcze bardziej. O ile to w ogóle możliwe. Chłopak nazywał się Max. Był w Akademii od wczoraj. Syn Kupały i kogoś tam jeszcze. Nie dosłyszałem, bo musiałem odskoczyć, by nie oberwać w ramię. Max atakował częściej, ale ja - dokładniej. Po chwili miał długie na parę ładnych centymetrów, rozcięcie na lewym boku. Parę minut później odpłacił się pchnięciem w ramię. Rozciął mi koszulkę. Poczułem odrętwienie, kiedy gładko przeciął skórę. Rzuciłem tylko okiem na ranę. Była dość głęboka, ale nie za duża. Nienawidzę włóczni. chwyciłem broń po środku, co zdziwiło chłopaka. Podbiłem rękę młodego jednym końcem a grot wbiłem w drzewce i wyrwałem mu z ręki. Bez słowa oddałem mu ją. Zabawa zaczęła się na nowo.
<Kto dalej?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz