Odpowiedziałem uśmiechem, chwytając ją za rękę.
- Tak wyszło - wzruszyłem ramionami. Zerknąłem na zegarek, marszcząc brwi. - Muszę już iść.
- Gdzie? - spytała się Kel.
- Umówiłem się z ojcem na trening - cmoknąłem ją w policzek. - Rzadko zdarza nam się trenować razem a on potrafi wytknąć mi naprawdę wszystkie błędy. - Odpowiedziałem, kierując się na ścieżkę. Ruszyłem truchtem na Arenę. Apollo już tam na mnie czekał. Ćwiczyliśmy strzelanie z łuku przez jakąś godzinę, kiedy w końcu stwierdził, że mogę skończyć. Popytał się mnie jeszcze o parę rzeczy i zniknął. Puf! Tak po prostu. Postanowiłem się jeszcze przejść, póki można. Kiedy wyszedłem z Areny, wpadłem na kogoś.
- O hej - uśmiechnąłem się na widok mojej dziewczyny. - Nie sądziłem, że tak szybko na siebie wpadniemy. Co robisz?
<Kel? To jakaś masakra ;-;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz