Zastanawiałam się, gdzie podziewa się teraz Jack.
- Więc? - Spytał się ponownie Brian.
- Arena? - Zaproponowałam, strzelając, że dziewczyna będzie tam ćwiczyć przed jutrzejszą lekcją.
- Okej. - Chłopak wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Dogoniłam go, ostrożnie splatając z nim palce. Posłał mi szeroki uśmiech.
- Jakie macie tutaj zajęcia? - Pomiędzy nas wepchnęła się Shannon.
- Astronomię, której nikt nie ogarnia... - Zaczął chłopak. Odchrząknęłam. - Oprócz Rach. Łacina, walka, zajęcia ze zwierzętami. Całkiem ciekawie. - Podsumował Brian. W końcu doszliśmy na Arenę. Ze środka dochodziły odgłosy walki. Jakiś czas temu zamontowano tam parę lamp,by można było trenować, kiedy jest ciemno. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jack znęcającą się nad manekinem.
- Jack! - Zawołałam, machając w jej stronę. Dziewczyna odwróciła się do nas z zmarszczonymi brwiami. Po chwili uśmiechnęła się, odpinając hełm. Włożyła miecz do pochwy, zaczynając rozpinać zbroję.
- Co tam? - Spytała, kiedy tylko pancerz upadł na piasek. Nawet nie zaszczyciła najmniejszym spojrzeniem Shannon.
- A nic. Oprowadzamy moją znajomą po akademii. - Zaczął Brian.
- Hej. - Przywitała się ze sztucznym uśmiechem Shann. - Jestem Shannon a ty?- Jednak dziewczyna zamiast odpowiedzieć, zaczęła kierować się w stronę trybun. Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc za nią.
- Kelly zdążyła przybiec i szybko mi wszystko wyjaśnić. - Szepnęła do mnie, sięgając po butelkę z wodą. - Brian. Ćwiczyłeś na jutro?
- Nie. Nie miałem czasu. - Odpowiedział chłopak, siadając koło mnie. Shannon przypadło miejsce obok Jack.
- Więc jak masz na imię? - Spytała ponownie dziewczyna, znowu się uśmiechając.
- Jacqueline - Odpowiedziała niechętnie, popijając wodę.
- Jesteś z Francji?- Zaciekawiła się Shann,
- A wyglądam ci na francuzkę? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Jack, posyłając jej prowokujące spojrzenie.
- Noo... - Dziewczyna zaczęła się mieszać, nie wiedząc na czym skupić wzrok. - Nieee...? A kto jest twoim rodzicem?
- Nie mówię o sobie. Chyba, że ci zaufam. - Odpowiedziała chłodno Jack. - Czyli raczej na to nie licz.
- Oj no weeź.... - Jęknęła.
- Zaraz się popłaczesz? Moje serduszko z lodu ani trochę się nie stopiło... Rachel. Nie obrazisz się, jeśli na chwile pożyczę Briana, by z nim poćwiczyć? O ile chcesz. - Dziewczyna skierowała na niego pytające spojrzenie. - Muszę z kimś poćwiczyć, bo manekiny mają już chyba dość. - Uśmiechnęła się diabolicznie.
<Brian?>
piątek, 10 października 2014
Od Troy'a Cd Jack
Usiadłem koło dziewczyny.
- Co się stało, Jack? - spytałem. - To coś poważnego?
- Nie - odparła dziewczyna. - Ja tylko... Nie mogę - zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach.
- Hej - próbowałem ją dotknąć, ale moja ręka przeszła przez jej ramię. Zakląłem w duchu ten pieprzony wybór. - Mi możesz powiedzieć. Gdybym mógł spróbowałbym cię objąć, ale teraz nie mam jak.
Jack uśmiechnęła się lekko.
- Dostałbyś w twarz - powiedziała.
Wzruszyłem ramionami.
- To się nie liczy. - odparłem. - A teraz nie martw się i opowiedz mi co ci leży na sercu. Będzie ci lepiej, zobaczysz.
<Jack?>
- Co się stało, Jack? - spytałem. - To coś poważnego?
- Nie - odparła dziewczyna. - Ja tylko... Nie mogę - zobaczyłem łzy spływające po jej policzkach.
- Hej - próbowałem ją dotknąć, ale moja ręka przeszła przez jej ramię. Zakląłem w duchu ten pieprzony wybór. - Mi możesz powiedzieć. Gdybym mógł spróbowałbym cię objąć, ale teraz nie mam jak.
Jack uśmiechnęła się lekko.
- Dostałbyś w twarz - powiedziała.
Wzruszyłem ramionami.
- To się nie liczy. - odparłem. - A teraz nie martw się i opowiedz mi co ci leży na sercu. Będzie ci lepiej, zobaczysz.
<Jack?>
środa, 8 października 2014
Od Briana Cd Rachel
- Shannon. Ja nie wiedziałem - powiedziałem.
- A Ares ci nie powiedział? - spytała.
- Szczerze? Nie. Nie rozmawialiśmy z sobą zbyt często. Normalnie rozmawialiśmy. Zazwyczaj tylko się kłóciliśmy.
- Dobra. A ta tu? - wskazała na Rachel. - Ona wie. Skąd?
- Poznaliśmy się... W takim jednym miejscu.
Shannon zmierzyła mnie morderczym wzrokiem, a potem spojrzała na Rachel. Zaczęła rozważać moje słowa.
- Poznaliście się w Akademii Bogów? - zapytała.
- Tak - odparła Rach cicho.
- Też będę tam chodziła - powiedziała Shann. W jej oczach pojawiły się szczęśliwe iskierki. - Gdzie to jest?
Westchnąłem.
- Chodź - mruknąłem.
Zaczęliśmy iść do portalu.
- Więc... Kto jest twoim rodzicem Shann?
- Eol i Eris - odparła beznamiętnie.
- Wszystko o mnie wiesz? - spytałem.
Dziewczyna potaknęła.
- O tobie i twojej dziewczynie - uśmiechnęła się do mnie. Nie był to jednak wesoły uśmiech.
Dalej szliśmy w ciszy. Rachel wolała się nie odzywać. W sumie to tak jak ja.
W końcu doszliśmy przed mury Akademii. Moja dziewczyna podniosła głowę i chyba wpadła na pewien pomysł jak zetrzeć ten wredny uśmieszek z twarzy Shannon.
- Wiem kto nam pomoże - szepnęła. - Musimy iść do biblioteki.
Wzruszyłem ramionami. Niezbyt byłem pewny o co jej chodzi, ale co mam do stracenia?
- Hej, Shann. Może chcesz pozwiedzać? - zaproponowałem. - Zacznijmy od biblioteki.
- No dobra - odparła.
Poszliśmy do biblioteki. Przy jednym ze stołów siedzieli Axel i Kelly.
To był ten jej plan? - pomyślałem.
- Cześć! - zawołała do przyjaciół Rachel.
Axel podniósł głowę znad książki i pomachał nam. Podeszliśmy bliżej. Kelly dopiero wtedy oderwała oczy od książki. Popatrzyła na nas, a jej wzrok zatrzymał się na Shannon.
- Kolejny... śmiertelnik? - spytała. Coś czułem, że chciała powiedzieć "Midgardczyk". - Już i tak mam za dużo kłopotów.
- Nie - odparłem. - Shannon to moja dawna znajoma. Jest boginią.
Kel dalej przyglądała jej się bez cienia entuzjazmu.
- Więc to są twoi przyjaciele, Brian - powiedziała Shann. - Ten miły pan w czapce jak się nazywa? - uśmiechnęła się do Axela.
- Em... Axel. Syn Apolla - odparł.
Mojej byłej zrzedła mina.
- Półbóg?
- Bóg. Nie znam matki - chłopak machnął lekceważąco ręką. - Jakaś z jego kochanek.
- Yhym. A ty? - zwróciła się do Kelly z uśmiechem. Wymuszonym, wielkim, strasznym, uśmiechem.
Córka Thora patrzyła na nią. Jej twarz była bez wyrazu, ale w jej oczach było widać kpinę.
- A po co ci moje imię? - spytała.
- No cóż, skoro mamy chodzić razem do szkoły, przydałoby się byśmy się poznali.
Dziewczyna prychnęła.
- Nie będziemy "najlepszymi przyjaciółkami na zawsze!" - wypowiedziała to tak dziwnie...
- Nie oczekuję tego, ale ja tylko proszę o imię - Shannon powoli zgrzytała zębami.
- Nie jestem jak otwarta księga - odparła Kelly.
- Proszę - jęknęła Shann.
Moja przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Dobra. Skoro tak bardzo ci zależy. Mam na imię Kelly.
Córka Eola zamyśliła się.
- Kelly, tak? Celtyckie imię oznaczające "wojowniczka". Twoi rodzice to bogowie celtyccy, prawda?
- Tak bardzo zła odpowiedź - odparła Kelly i na powrót wróciła do książki.
- Czy ta oprawa, to ludzka skóra? - zapytała Shannon.
- Prawdopodobnie tak - Kel uśmiechnęła się radośnie.
- Żaden człowiek o zdrowych... - przerwała. - Wikingowie...
- Brawo panno-encyklopedia - mruknęła Kelly. - Już, zjeżdżaj stąd.
- Kto jest twoim rodzicem? - zainteresowała się Shann.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Kelly uśmiechają się szyderczo. - Teraz jazda! - krzyknęła i już na dobre wróciła do książki.
- Chodź Shannon. Rachel, co teraz możemy zwiedzić?
<Rachel?>
- A Ares ci nie powiedział? - spytała.
- Szczerze? Nie. Nie rozmawialiśmy z sobą zbyt często. Normalnie rozmawialiśmy. Zazwyczaj tylko się kłóciliśmy.
- Dobra. A ta tu? - wskazała na Rachel. - Ona wie. Skąd?
- Poznaliśmy się... W takim jednym miejscu.
Shannon zmierzyła mnie morderczym wzrokiem, a potem spojrzała na Rachel. Zaczęła rozważać moje słowa.
- Poznaliście się w Akademii Bogów? - zapytała.
- Tak - odparła Rach cicho.
- Też będę tam chodziła - powiedziała Shann. W jej oczach pojawiły się szczęśliwe iskierki. - Gdzie to jest?
Westchnąłem.
- Chodź - mruknąłem.
Zaczęliśmy iść do portalu.
- Więc... Kto jest twoim rodzicem Shann?
- Eol i Eris - odparła beznamiętnie.
- Wszystko o mnie wiesz? - spytałem.
Dziewczyna potaknęła.
- O tobie i twojej dziewczynie - uśmiechnęła się do mnie. Nie był to jednak wesoły uśmiech.
Dalej szliśmy w ciszy. Rachel wolała się nie odzywać. W sumie to tak jak ja.
W końcu doszliśmy przed mury Akademii. Moja dziewczyna podniosła głowę i chyba wpadła na pewien pomysł jak zetrzeć ten wredny uśmieszek z twarzy Shannon.
- Wiem kto nam pomoże - szepnęła. - Musimy iść do biblioteki.
Wzruszyłem ramionami. Niezbyt byłem pewny o co jej chodzi, ale co mam do stracenia?
- Hej, Shann. Może chcesz pozwiedzać? - zaproponowałem. - Zacznijmy od biblioteki.
- No dobra - odparła.
Poszliśmy do biblioteki. Przy jednym ze stołów siedzieli Axel i Kelly.
To był ten jej plan? - pomyślałem.
- Cześć! - zawołała do przyjaciół Rachel.
Axel podniósł głowę znad książki i pomachał nam. Podeszliśmy bliżej. Kelly dopiero wtedy oderwała oczy od książki. Popatrzyła na nas, a jej wzrok zatrzymał się na Shannon.
- Kolejny... śmiertelnik? - spytała. Coś czułem, że chciała powiedzieć "Midgardczyk". - Już i tak mam za dużo kłopotów.
- Nie - odparłem. - Shannon to moja dawna znajoma. Jest boginią.
Kel dalej przyglądała jej się bez cienia entuzjazmu.
- Więc to są twoi przyjaciele, Brian - powiedziała Shann. - Ten miły pan w czapce jak się nazywa? - uśmiechnęła się do Axela.
- Em... Axel. Syn Apolla - odparł.
Mojej byłej zrzedła mina.
- Półbóg?
- Bóg. Nie znam matki - chłopak machnął lekceważąco ręką. - Jakaś z jego kochanek.
- Yhym. A ty? - zwróciła się do Kelly z uśmiechem. Wymuszonym, wielkim, strasznym, uśmiechem.
Córka Thora patrzyła na nią. Jej twarz była bez wyrazu, ale w jej oczach było widać kpinę.
- A po co ci moje imię? - spytała.
- No cóż, skoro mamy chodzić razem do szkoły, przydałoby się byśmy się poznali.
Dziewczyna prychnęła.
- Nie będziemy "najlepszymi przyjaciółkami na zawsze!" - wypowiedziała to tak dziwnie...
- Nie oczekuję tego, ale ja tylko proszę o imię - Shannon powoli zgrzytała zębami.
- Nie jestem jak otwarta księga - odparła Kelly.
- Proszę - jęknęła Shann.
Moja przyjaciółka wzruszyła ramionami.
- Dobra. Skoro tak bardzo ci zależy. Mam na imię Kelly.
Córka Eola zamyśliła się.
- Kelly, tak? Celtyckie imię oznaczające "wojowniczka". Twoi rodzice to bogowie celtyccy, prawda?
- Tak bardzo zła odpowiedź - odparła Kelly i na powrót wróciła do książki.
- Czy ta oprawa, to ludzka skóra? - zapytała Shannon.
- Prawdopodobnie tak - Kel uśmiechnęła się radośnie.
- Żaden człowiek o zdrowych... - przerwała. - Wikingowie...
- Brawo panno-encyklopedia - mruknęła Kelly. - Już, zjeżdżaj stąd.
- Kto jest twoim rodzicem? - zainteresowała się Shann.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Kelly uśmiechają się szyderczo. - Teraz jazda! - krzyknęła i już na dobre wróciła do książki.
- Chodź Shannon. Rachel, co teraz możemy zwiedzić?
<Rachel?>
Od Jack Cd Troy
- Nie patrz na mnie. Nie jestem specjalistką od duchów. - Zdmuchnęłam swoją świecę i postawiłam ją na ziemi. Chłopak w wyczekiwaniu spojrzał na Nysę.
- Duchy wiedzą to, o czym my nie mamy pojęcia. - Odpowiedziała po prostu, zbierając świece i całą resztę do skórzanej torby.
- Mogę z tobą porozmawiać?- Spytałam się przyjaciółki, kiedy skończyła wszystko pakować. Cała drużyna lamy poszła coś tam omówić w związku z Troy'em.
- Jasne. Chodzi ci o Beck'ę prawda?- Zapytała, spoglądając mi w oczy.
- Yhym. - Skinęłam głową, ze zdenerwowaniem jeżdżąc kolczykiem po zębach.
- Nie ma jej ani wśród żywych, ani wśród martwych. Ona po prostu... Jakby wisi między światami. Jest w transie. - Dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu. - Szukam jej tak, jak ty szukałaś. Ale jej po prostu nie ma. Nie obwiniaj się o jej zniknięcie. Muszę lecieć. - Puściła do mnie oczko. - Do usłyszenia. - Powiedziała i zniknęła. Z westchnieniem usiadłam pod posągiem anioła. Z obudowy telefonu wyciągnęłam zdjęcie. Było składane już tyle razy, że powoli zaczynało się drzeć. W paru miejscach wyblakło. Jednak nadal można było n nim zobaczyć wysoką, uśmiechniętą blondynkę oraz rudowłosą dziewczynę, sięgającą jej zaledwie do ramienia.
- Gdzie jesteś Becka?- Szepnęłam, wpatrując się w zdjęcie. Pociągnęłam nosem na wspomnienie dnia, kiedy zniknęła.
- Wszystko dobrze?- Czyjś głos wdarł się w moje wspomnienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego mi się uważnie. Pokręciłam głową, ocierając pojedynczą łzę, spływającą mi po policzku.
- Nie. - Szepnęłam, składając po raz kolejny zdjęcie. - Nic nie jest dobrze. - Oparłam głowę na dłoniach i zapatrzyłam się w las przede mną.
<Troy?>
- Duchy wiedzą to, o czym my nie mamy pojęcia. - Odpowiedziała po prostu, zbierając świece i całą resztę do skórzanej torby.
- Mogę z tobą porozmawiać?- Spytałam się przyjaciółki, kiedy skończyła wszystko pakować. Cała drużyna lamy poszła coś tam omówić w związku z Troy'em.
- Jasne. Chodzi ci o Beck'ę prawda?- Zapytała, spoglądając mi w oczy.
- Yhym. - Skinęłam głową, ze zdenerwowaniem jeżdżąc kolczykiem po zębach.
- Nie ma jej ani wśród żywych, ani wśród martwych. Ona po prostu... Jakby wisi między światami. Jest w transie. - Dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu. - Szukam jej tak, jak ty szukałaś. Ale jej po prostu nie ma. Nie obwiniaj się o jej zniknięcie. Muszę lecieć. - Puściła do mnie oczko. - Do usłyszenia. - Powiedziała i zniknęła. Z westchnieniem usiadłam pod posągiem anioła. Z obudowy telefonu wyciągnęłam zdjęcie. Było składane już tyle razy, że powoli zaczynało się drzeć. W paru miejscach wyblakło. Jednak nadal można było n nim zobaczyć wysoką, uśmiechniętą blondynkę oraz rudowłosą dziewczynę, sięgającą jej zaledwie do ramienia.
- Gdzie jesteś Becka?- Szepnęłam, wpatrując się w zdjęcie. Pociągnęłam nosem na wspomnienie dnia, kiedy zniknęła.
- Wszystko dobrze?- Czyjś głos wdarł się w moje wspomnienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Troy'a, przyglądającego mi się uważnie. Pokręciłam głową, ocierając pojedynczą łzę, spływającą mi po policzku.
- Nie. - Szepnęłam, składając po raz kolejny zdjęcie. - Nic nie jest dobrze. - Oparłam głowę na dłoniach i zapatrzyłam się w las przede mną.
<Troy?>
wtorek, 7 października 2014
Od Rachel Cd Brian
- Mam imię. - Zaczęła dziewczyna, wpatrując się w Briana. - Podobnie jak twoja koleżanka. - Położyła nacisk na ostatnie słowo, przenosząc na mnie chłodne spojrzenie. Poczułam, jak się w sobie kurczę.
- Rachel. - Przedstawiłam się, wyciągając rękę w jej stronę.
- Shannon. - Dziewczyna uścisnęła ją lekko, jakby była jakąś oślizgłą rybą.
- Co ty tutaj robisz Brian? - spytała Shannon. - Pojawiłeś się... Tak nagle.
- Wiesz, pewne sprawy i takie tam - odparł.
- Yhym. - Dziewczyna zaczęła kiwać głową w zamyśleniu. - A co dokładnie?
- Mieliśmy iść na lody. - Chwyciłam Briana pod ramię.
- W środku parku ?- Shannon uniosła brwi.
- Dopiero na nie szliśmy. - Dopowiedział chłopak. - Przejdziesz się z nami?
- Oczywiście. - Odpowiedziała Shannon z sztucznym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- To chodźmy. - Ruszyliśmy w trójkę przed siebie. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy ulicy.
- Wyglądaliście, jakbyście przed czymś uciekali. - Zaczęła mówić dziewczyna. - Na przykład wściekłym nauczycielem walki... - Zatrzymaliśmy się gwałtownie. - Błagam cię Brian! Eol wszystko mi powiedział. Jak mogłeś mnie okłamywać?!- Dziewczyna lekko pchnęła go w pierś.
- Musiałem Shann...
- Gdyby ci powiedział, bogowie mogliby cię skrzywidzić. - Wtrąciłam się. Brian potwierdził to ruchem głowy.
- Na dodatek zacząłeś spotykać się z jakąś brudnokrwistą. - Wskazała na mnie ruchem ręki.
- Ja tu jestem! - Krzyknęłam, załamującym się głosem. Shannon z wyczekiwaniem wpatrywała się w chłopaka.
<Brian?>
- Rachel. - Przedstawiłam się, wyciągając rękę w jej stronę.
- Shannon. - Dziewczyna uścisnęła ją lekko, jakby była jakąś oślizgłą rybą.
- Co ty tutaj robisz Brian? - spytała Shannon. - Pojawiłeś się... Tak nagle.
- Wiesz, pewne sprawy i takie tam - odparł.
- Yhym. - Dziewczyna zaczęła kiwać głową w zamyśleniu. - A co dokładnie?
- Mieliśmy iść na lody. - Chwyciłam Briana pod ramię.
- W środku parku ?- Shannon uniosła brwi.
- Dopiero na nie szliśmy. - Dopowiedział chłopak. - Przejdziesz się z nami?
- Oczywiście. - Odpowiedziała Shannon z sztucznym uśmiechem. Przewróciłam oczami.
- To chodźmy. - Ruszyliśmy w trójkę przed siebie. Po chwili usłyszeliśmy odgłosy ulicy.
- Wyglądaliście, jakbyście przed czymś uciekali. - Zaczęła mówić dziewczyna. - Na przykład wściekłym nauczycielem walki... - Zatrzymaliśmy się gwałtownie. - Błagam cię Brian! Eol wszystko mi powiedział. Jak mogłeś mnie okłamywać?!- Dziewczyna lekko pchnęła go w pierś.
- Musiałem Shann...
- Gdyby ci powiedział, bogowie mogliby cię skrzywidzić. - Wtrąciłam się. Brian potwierdził to ruchem głowy.
- Na dodatek zacząłeś spotykać się z jakąś brudnokrwistą. - Wskazała na mnie ruchem ręki.
- Ja tu jestem! - Krzyknęłam, załamującym się głosem. Shannon z wyczekiwaniem wpatrywała się w chłopaka.
<Brian?>
Od Troy'a Cd Jack
Patrzyłem na zjawę z zapartym tchem.
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?
<Jack?>
- No proszę, proszę - powiedziała Banshee. - Kogo my tu mamy? - spojrzała na mnie i zaśmiała się złowrogo.
- Banshee - warknąłem.
- Mój ulubieniec - powiedziała ze swoim denerwującym uśmiechem. - W czym mogę ci pomóc?
- Chce żebyś odpowiedziała mi na kilka pytań - oznajmiłem.
- Najpierw musisz mi zadać te pytania, prawda? - odparła.
- Co wiesz?
- Ale co wiem? - ponownie uśmiechnęła się do mnie.
- Co mogę zrobić by wybrać dobrze? - powoli traciłem cierpliwość.
- Cóż... Wybrać dobrze?
Koniec! Rzuciłem w Banshee świecą. Ta pojawiła się przede mną i zaczęła mnie dusić. Miałem mroczki przed oczami. Czułem, że jest coraz gorzej aż uścisk zelżał.
- Odwołaj ją! - krzyknęła Jack.
Powoli otworzyłem oczy. Nysa jak najszybciej odwoływała Banshee.
- Zapłacisz mi za to głupi śmiertelniku! - warknęła i zniknęła.
Upadłem na podłogę.
- Troy, nic ci nie jest? - zapytała Jack.
- Nie. Chyba. Czemu mnie zaczęła dusić? I jak to możliwe, że przestała?
- Rzuciłeś w nią świecą - oznajmiła Nysa. - To także była ochrona pentagramu. Poza tym ją zdenerwowałeś. A, przestała cię dusić bo Brian obsypał ją solą.
Spojrzałem na niego. Chłopak wyszczerzył się w moją stronę.
- Nie ma za co, stary - powiedział.
- I tak, dzięki - uśmiechnąłem się. - Wiecie może czemu nazwała mnie śmiertelnikiem? Wiem, że półbogowie są śmiertelni, ale ci 3/4... No też. Cholera! Nie umiem tego wyjaśnić. Jack? Nysa? Pomysły?
<Jack?>
poniedziałek, 6 października 2014
Od Briana Cd Rachel
- Zostaliśmy sami... - powiedziałem.
- Tak... - odparła Rachel
Spojrzałem w niebo.
- Popatrz! - wskazałem palcem na niebo. - To chyba...
- Deszcz meteorytów - weszła mi w słowo, zachwycona Rachel.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Usiądziemy?
Dziewczyna potaknęła. Usiedliśmy na ławce wtuleni do siebie, obserwując deszcz meteorów. Popatrzyłem na moją dziewczynę. Była zachwycona tym zjawiskiem. W końcu ona też na mnie popatrzyła. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez ułamek sekundy, aż w końcu zdecydowałem się wykonać pierwszy krok. Pocałowałem Rachel. Smakowała... Słodko. Całowaliśmy się przez jakiś czas, a nagle przerwał nam donośny głos.
- Co wy tu do, cholery robicie?!
Przestałem całować Rachel i spojrzałem za siebie. Stał tam wściekły Ares.
- Wiej - syknąłem do mojej dziewczyny.
Wstaliśmy z ławki i pobiegliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Rachel była oblana potem i zdyszana
- Co teraz? - zapytała.
- Do świata śmiertelników - mruknąłem.
Przebiegliśmy jeszcze trochę aż w końcu znaleźliśmy się w....
- Gdzie jesteśmy? - spytałem. Rachel pokręciła głową.
- Nie wiem - odparła.
- Brian? - usłyszałem za sobą głos. Był on dziewczęcy. Odwróciłem się. Przede mną stała wysoka blondynka o brązowych oczach. Dobrze wiedziałem kim ona jest.
- Brian? - spytała Rachel. - Kim jest ta dziewczyna?
- To moja była - odparłem.
<Rachel?>
- Tak... - odparła Rachel
Spojrzałem w niebo.
- Popatrz! - wskazałem palcem na niebo. - To chyba...
- Deszcz meteorytów - weszła mi w słowo, zachwycona Rachel.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Usiądziemy?
Dziewczyna potaknęła. Usiedliśmy na ławce wtuleni do siebie, obserwując deszcz meteorów. Popatrzyłem na moją dziewczynę. Była zachwycona tym zjawiskiem. W końcu ona też na mnie popatrzyła. Nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez ułamek sekundy, aż w końcu zdecydowałem się wykonać pierwszy krok. Pocałowałem Rachel. Smakowała... Słodko. Całowaliśmy się przez jakiś czas, a nagle przerwał nam donośny głos.
- Co wy tu do, cholery robicie?!
Przestałem całować Rachel i spojrzałem za siebie. Stał tam wściekły Ares.
- Wiej - syknąłem do mojej dziewczyny.
Wstaliśmy z ławki i pobiegliśmy przed siebie. Zatrzymaliśmy się dopiero w lesie. Rachel była oblana potem i zdyszana
- Co teraz? - zapytała.
- Do świata śmiertelników - mruknąłem.
Przebiegliśmy jeszcze trochę aż w końcu znaleźliśmy się w....
- Gdzie jesteśmy? - spytałem. Rachel pokręciła głową.
- Nie wiem - odparła.
- Brian? - usłyszałem za sobą głos. Był on dziewczęcy. Odwróciłem się. Przede mną stała wysoka blondynka o brązowych oczach. Dobrze wiedziałem kim ona jest.
- Brian? - spytała Rachel. - Kim jest ta dziewczyna?
- To moja była - odparłem.
<Rachel?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)